Reklama

Jaki blender sportowy kupić? Testujemy sześć modeli

Sześć testowych blenderów umilało nam wakacje za miastem /INTERIA.PL

Reklama

Blender sportowy - bidonowy, przenośny, personalny - to najbardziej kompaktowy i najmniej problematyczny rodzaj blendera. Zarazem tani i uniwersalny. Spośród wielu dostępnych na rynku modeli, my sprawdziliśmy sześć. Jak wypadły? Zapraszamy do lektury testu!

W większości zastosowań takie urządzenie sprawdza się nie gorzej niż droższe i większe klasyczne blendery kielichowe. Główna zaleta - naczynie, w którym następuje miksowanie, zakręcasz wiekiem i wsadzasz do torby. Bo to bidon. Drink na wynos gotowy w minutę i mało zmywania!

Do czego można wykorzystać blender bidonowy? 

- napoje owocowe i warzywne (także z warzyw liściastych), smoothies,

- koktajle mleczne i proteinowe,

- drinki i napoje orzeźwiające,

- kruszenie lodu,

- zupy,

- dressingi, salsy, sosy, przeciery,

- posiłki dla niemowląt.

W zestawie zawsze jest tritanowy bidon, a najczęściej dwa i dodatkowy pojemnik. To materiał wytrzymały, niestraszne mu zmywarki (choć ze względu na kształt lepiej jednak myć ręcznie). Maszyna nie zajmuje i nie szpeci połowy blatu, niektóre wyglądają nawet ładnie. My wszystkie bez problemu spakowaliśmy na wakacyjne testy.

Reklama

N’oveen Sport Mix & Fit SB1000 

Cena: 120 zł

Moc: 300 W

Elegancko lakierowana czerń, niebieski pierścień LED aktywujący się po włączeniu blendera. Pokrętło z dwoma biegami i strzałem pulsacyjnym. Produkt polskiej marki N’oveen wygląda jak z wyższej półki - choć jest wręcz przeciwnie. SB1000 to reprezentant jej pokaźnej linii blenderów Sport Mix & Fit. W tym niedrogim wydaniu to oznacza m.in. 

- dwa młynki: cztero- i dwuostrzowy,

- dwa bidony 600 ml, z wiekiem z dobrym uchwytem i funkcjonalnym dziubkiem,

- pojemnik wielofunkcyjny, np. do miksowania bez wody, na pył (ziół, nasion, płatków, orzechów, kawy), 

- neoprenowy pokrowiec,

- 30-miesięczną gwarancję (pół roku dłuższa od standardowej).


Produkt wyróżnia się na plus pod wieloma względami, a takie drobiazgi jak logotyp na wieku dodają prestiżu. Najsłabszym elementem jest silnik zaledwie 300-watowy (mocniejszy występuje w ciut droższych modelach SB2000 i 2100). Ale to słabość na papierze - do przemielenia na sok ciągliwego szpinaku czy twardego selera naciowego potrzeba nie tyle siły, co czasu, właściwej konstrukcji ostrzy i umiejętnego operowania pulsacją.

Obsługa tej właśnie maszyny jest najwygodniejsza - pokrętło to bardzo przyjemny wyjątek inżynierski. Dwa młynki nie są aż tak istotne. Korzystasz z czterostrzowego - ta druga para ostrzy z ząbkami teoretycznie przeznaczona jest do lodu, ale przecież pomaga z każdym produktem. Jeśli na skutek długiego użytkowania stępi (“wyrobi") się zaczep od strony blendera, zapasowy młynek i tak się do niczego nie przyda. Ważniejsze jest samo mocowanie, tu aż sześciopunktowe.

Wygląda poważniej niż u konkurencji i daje nadzieję na długą, bezproblemową eksploatację. To nasz zwycięzca testu!

Esperanza Nutri Bomb 9w1

(EKM030)
Cena: 120 zł

Moc: 900 W

Jeśli do testu małego AGD lub RTV trafia produkt ożarowskiej Esperanzy, z dużym prawdopodobieństwem będzie to najtańszy sprzęt na liście. Reguła sprawdza się mniej więcej i tym razem. Ale blenderowi nie można nic zarzucić. Moc silnika imponuje - choć nie przekłada się wyraźnie na lepsze blendowanie. Biorąc pod uwagę liczbę akcesoriów, wyrażoną w dumnej nazwie maszyny, esperanza nawet zwycięża... Mamy tu bowiem:

- dwa młynki: sześcio- i dwuostrzowy,

- bidon 800 ml, bidon 500 ml,

- pojemnik wielofunkcyjny, np. do miksowania na sucho.

Do tytułowej “dziewiątki" brakuje zatem jeszcze kilku elementów. Być może w haśle “9w1" chodzi o wieczka, być może o uszczelki - należy je umieścić w młynku. Są elementem, który wypada - mimo pewnych kłopotów z mocowaniem nie zanotowaliśmy jednak wycieków. Maszyna wysoka. Bidony szerokie, niezbyt ergonomiczne - liczy się przecież mobilność. Poza tym design klasyczny. Można rzec: minimalistyczny. Do tego stopnia, że brakuje włącznika, esperanza odpala się od razu po przykręceniu bidonu. Łatwo się przestraszyć - ale w ten sposób startuje też najdroższe urządzenie w teście, więc to rozwiązanie pewnie ma jakieś zalety...

ETA Activmix Team

(1103 90000)

Cena: 140 zł

Moc: 350 W

“ETA symbolizuje tradycję i historię sprzętu gospodarstwa domowego pod znakiem czeskiego designu i czeskiej jakości". Nie ma się co uśmiechać, to już pół wieku tradycji i ciekawe portfolio firmy. Ten blender jest bardziej wieżą Eiffla niż zamkiem na Hradczanach - wysmukla się ku górze i opiera na metalowej podstawie. Jeden duży przycisk nie blokuje się na pozycji włączonej, ale za to łatwo wykorzystać go do blendowania pulsacyjnego.

W komplecie są m.in.:

- dwa bidony 600 ml i jeden 400 ml, ze sportowym wiekiem z dziubkiem i z uszkiem, o fajnym designie,

- neoprenowy pokrowiec.

Cztery ostrza tną równo, maszyna przeszła wszystkie testy, w tym lodu i warzyw liściastych. Jeśli mierzyć opłacalność inwestycji liczbą bidonów - wygrana w teście. Pod innymi względami mocny środek.

Breville BlendActive Pro Food Prep Blender

(VBL212)

Cena: 340 zł

Moc: 300 W

To najbardziej uznana marka z prezentowanych. Przynajmniej na antypodach - Breville założono w Australii w 1932 r. Podobnie jak Gastroback aspiruje do miana ministra elegancji - w naszej ocenie pod tym względem rzeczywiście zwycięża. Firma stosuje dobre materiały i... wysokie ceny.

W zestawie są m.in.:

- dwa bidony 600 ml,

- dodatkowy pojemnik, np. do miksowania na sucho,

- neoprenowy pokrowiec.

Pokrowiec nie jest wyjątkiem w pudełku z blenderem sportowym, lecz ten wygrywa jakością. To dość uniwersalny rozmiar, może przyda się też do innego bidonu? Dobry zaczep młynka z maszyną, porządne oznakowanie pozycji - kolejny plus. Fajny włącznik - ułatwia “pulsowanie". Na minus moc silnika (ale co z tego, że tylko 300 W, skoro dobrze działa?!) i cena. Lecz to nie jest najdroższe urządzenie...

Gastroback Design Micro Blender

(41029)

Cena: 430 zł

Moc: 1000 W

1000 W (wykrzyczane na obudowie etykietą wielkości logotypu firmy) i nie mniejsza moc niemieckiej prestiżowej marki. Firma chwali się, że to jej sztandarowy designerski produkt i tak go nazywa. Na pewno to grubasek (w porównaniu do kolegów z testu - wielkie urządzenie). Bidon ciężko się transportuje, nie wciśniesz go do kieszeni szerokich spodni, nawet nie do każdej torby. Zwłaszcza że wieko z dziubkiem jest również masywne i rozbudowane, wygląda jak plastikowy beret (wycenione na niemal 60 zł, więc lepiej nie gub - ale tu przynajmniej da się kupować części zamienne). Na pewno są też lepsze sposoby włączania maszyny (np. guzikiem?) niż automatycznie po włożeniu bidonu...

Za to mamy porządne materiały konstrukcyjne, blender wygląda, jakby chciał pracować latami. Ma również elegancki młynek z sześcioma ostrzami pokrytymi tytanem - kolejna przewaga. W zestawie też bidony 1 l i 800 ml. Gastroback nie daje bajerów ani akcesoriów. Jest drogi, nawet bardzo drogi. Płacisz za wykonanie, trwałość i styl. Większej skuteczności blendowania silnika o supermocy nasze testy nie wykazały.



Camry Smoothie

Na koniec oryginał - blender ręczny, ale z bidonem. Czyli twoja praca następuje w powietrzu, po nabiciu pojemnika na długą końcówkę - jakbyś trzymał miecz świetlny. Z jednej strony zdecydowanie najmniej wygodne. Z drugiej - to maszyna 2w1, która blenduje również bez w innym naczyniu. W zestawie:
(CR 4615)

Cena: 110 zł

Moc: 1000 W

- krótka końcówka z młynkiem,

- długa końcówka z młynkiem,

- bidon 500 ml.

W podświetlanej LED-owymi paskami części głównej jest aż sześciostopniowa regulacja prędkości plus guzik turbo, pokrętło działa płynnie i dodaje maszynie prestiżu. A jest co regulować, bo to aż 1000 W! Do tego to urządzenie najtańsze. Blender ręczny musi każdorazowo lądować w szufladzie, jest z nim więcej zachodu. Ale jeszcze więcej z niego pożytku. Jeśli zamierzasz kupić właśnie taki - niech będzie przy okazji blenderem sportowym!


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy