Reklama

Katarzyna Selwant: Wygrywania można się nauczyć

"Młodzi zawodnicy mają ogromne marzenia sportowe, ale są pewne czynniki mentalne, z którymi sobie nie radzą. I tu pojawia się pole do pracy dla psychologa" /123RF/PICSEL

Reklama

Wizyta sportowca u psychologa dawno przestała być tematem tabu. Dwadzieścia lat temu współpracę Adama Małysza z profesorem Janem Blecharzem traktowano jak ciekawostkę, dziś z pomocy specjalisty korzystają nie tylko profesjonaliści, ale też młodzież stawiająca pierwsze kroki w sporcie, amatorzy i mastersi, wracający do wyczynu po latach. Dlaczego? Bo wygrywania, kontroli emocji i pewności siebie można się nauczyć.

O zmieniającym się podejściu do psychologa sportowego, wyzwaniach natury mentalnej, z jakimi musi radzić sobie sportowiec i dbaniem nie tylko o formę fizyczną - zarówno u profesjonalistów, jak i osób amatorsko uprawiających sport - rozmawiamy z Katarzyną Selwant, psychologiem olimpijskim, która przygotowywała naszych olimpijczyków do zawodów w Tokio.

Dariusz Jaroń, Interia: Czym jest dziś psychologia sportu?

Katarzyna Selwant: - Wsparciem, szytym na miarę wedle potrzeb zawodnika. O ile na początku chodziło wyłącznie o pomoc profesjonalistom, dziś psycholodzy sportu coraz częściej prowadzą nie tylko zawodowców, ale też amatorów i dzieci, zaczynające przygodę ze sportem wyczynowym. A czym jest sama psychologia sportu? Powiedziałabym, że skarbnicą wiedzy i umiejętności. Psycholog sportu uczy zawodników sposobów na to, by mogli poradzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach, bo każda aktywność fizyczna to nie tylko przyjemność, ale też wyzwania. Również natury mentalnej.

Reklama

Co jest w tych wyzwaniach najtrudniejsze?

- Często zauważam u sportowców brak pewności siebie i umiejętności radzenia sobie z emocjami. Psychologia, a w szczególności trening mentalny, czyli praktyczne zastosowanie nauki, może w takich sytuacjach bardzo pomóc. 

Wspomniała pani o tym, że gośćmi gabinetów psychologów są nie tylko profesjonalni sportowcy. To są sporadyczne przypadki, czy wizyta u terapeuty amatora, przygotowującego się - na przykład - do startu w ultramaratonie jest dziś normą?

- Kiedyś sportowcy sporadycznie współpracowali z psychologiem. Był Adam Małysz, była Otylia Jędrzejczak, ale odbierano ich pracę mentalną bardziej w charakterze ciekawostki i nowości. W ostatnich latach te proporcje bardzo się zmieniły. Z psychologiem współpracują nie tylko profesjonaliści, ale też amatorzy i nastolatkowie, coraz częściej kierowani do psychologa przez swoich klubowych trenerów. Młodzi zawodnicy mają ogromne marzenia sportowe, ale są pewne czynniki mentalne, z którymi sobie nie radzą. I tu pojawia się pole do pracy dla psychologa. Coraz więcej młodych ludzi, a szczególnie ich rodziców, się do mnie zgłasza. 

I to też jest zmiana. Troszczymy się o kondycję mentalną zawodnika nie wtedy, kiedy pojawia się problem, tylko już na początku jego kariery. No i wizyta to nie tabu...

- Zgadza się. Mówi się nawet, że najtrudniejszym zadaniem dla sportowca jest powtórzenie sukcesu. Wsparcie mentalne potrzebne jest nawet wtedy, kiedy zawodnik jest na szczycie, bo na przykład zdobył medal olimpijski. A nie tylko wtedy, gdy dopadnie go kryzys. Zaraz po sukcesie olimpijskim przychodzą trudne chwile dla zawodnika. Kolejne igrzyska są dopiero za cztery lata. Sportowiec zastanawia się wtedy z całym swoim sztabem, co i jak zrobić, żeby utrzymać formę psychiczną oraz fizyczną przez tak długi czas.

Co radzi psycholog sportowy w takim momencie kariery?

- Odpowiedni program treningu mentalnego, dostosowany do konkretnego zawodnika - jego potrzeb, sytuacji sportowej i miejsca, w którym znajduje się jego kariera. Mówimy zatem o podejściu jednostkowym, ale są też pewne obserwacje natury ogólnej. U większości polskich zawodników istnieje duża potrzeba pracy nad pewnością siebie. Nawet jeśli na poziomie deklaracji zapewniają oni o swojej wysokiej samoocenie, w trakcie próby, czyli zawodów, okazuje się, że ich pewność siebie jest jednak niska. To element, nad którym psycholog sportu pracuje najczęściej lub zaczyna od niego. Drugim jest coraz mniejsza umiejętność skupienia się, czyli praca nad koncentracją, z każdym rocznikiem widzę tę potrzebę coraz większą.

A co z brakiem motywacji?

- To jest obiegowa i mylna zresztą opinia, że psycholog sportowy motywuje. Bo jeśli mówimy o sportowcach trenujących regularnie, startujących w zawodach profesjonalnych czy nawet amatorskich, to przytłaczająca większość, pewnie nawet 90 procent z nich, nie ma problemu z motywacją. Przynajmniej takie są moje osobiste obserwacje. Bardzo rzadko psycholog sportowy pracuje nad motywacją zawodników profesjonalnych. Nie robi tego w pierwszej kolejności, chyba, że istnieje taka wyraźna potrzeba. Sytuacja przeważnie jest odwrotna - nasi sportowcy są przemotywowani i przestymulowani, mają ogromną presję wewnętrzną i zewnętrzną. Chcą za bardzo. Dużą trudnością jest to, żeby tę presję, ciąg do sukcesu i nadmierną motywację z nich zdjąć.

Zawodowców nie musimy zatem motywować. A co z amatorami? Ścieżki biegowe czy rowerowe pełne są osób, którym ruch na świeżym powietrzu zalecił lekarz.

- Rozróżniłabym to zjawisko ze względu na płeć. Żeby mężczyźni podjęli aktywność sportową, faktycznie w ich życiu musi zdarzyć się coś złego - niepokojące wyniki badań, przebyta choroba, negatywne zdarzenie w pracy lub duże zmiany życiowe. Mamy tu zatem impuls, silny bodziec, który motywuje do zejścia z kanapy. Natomiast kobiety mają w moim przekonaniu trochę wyższą motywację wewnętrzną spowodowaną czynnikami zewnętrznymi. Lubią i chcą podobać się sobie, koleżankom, otoczeniu, partnerom. Dlatego częściej sięgają po ćwiczenia, nawet prozdrowotne, ale mające efekt w postaci ładniejszej sylwetki i lepszej kondycji fizycznej.

Panowie są bardziej zadowoleni z siebie?

- Nie odczuwają tak mocno czynników zewnętrznych. Są wzrokowcami, ale nie biorą opinii otoczenia tak bardzo do siebie jak panie. Musi wystąpić duży, negatywny impuls, by mężczyźni stroniący wcześniej od sportu, postawili na aktywność fizyczną. W psychologii sportu jest odwrotnie. Mówimy o impulsie pozytywnym, jeśli mamy do wyboru kij lub marchewkę, na dłuższą metę lepsza będzie marchewka. Dłużej utrzyma nas w sportowej aktywności i realizacji obranego celu.  

A jak motywować sportowca, kiedy trenuje, a forma nie rośnie, albo robi co w jego mocy, a nie może poprawić swoich wyników?

- Może też przyjść kontuzja. 

Tak, dzieje się coś, co sprawia, że zawodnik może zacząć w siebie wątpić. Co wtedy?

- W takich sytuacjach ważne jest to, o czym już wspominałam, czyli praca nad wysoką, stabilną pewnością siebie. Bardzo istotna jest również dobra komunikacja z zespołem szkoleniowym. Nad dyspozycją profesjonalisty czuwają niekiedy: trener, fizjoterapeuta, lekarz, psycholog, a nawet dietetyk. Cały sztab ludzi pracuje na powodzenie zawodnika. W trudnych chwilach sportowiec ma się na kim oprzeć. 

Amatorzy na taki zespół nie mogą liczyć. Wtedy przychodzą do psychologa?

- Akurat osoby uprawiające amatorsko sport zazwyczaj zgłaszają się do mnie nie wtedy, kiedy doznają kontuzji, tylko gdy potrzebują wsparcia w realizacji celu. Cel jest dość łatwo wyznaczyć samemu, niestety nie jest on zawsze realny, ale na pewno ekscytujący. Jego planowa realizacja może wymagać wsparcia. Amatorzy coraz częściej szukają pomocy trenerów, konsultantów, poprawiających jakość i efektywność treningu. A w sferze mentalnej - wsparcia psychologa sportowego.

Wróćmy do zawodowców. Kiedy znika z pola widzenia cel pojawiają się problemy. Wyobraźmy sobie, że zawodnik przez kontuzje traci wyjazd na ważne mistrzostwa...

- Mówi się, że w sporcie wygrywają długodystansowy. Czyli ci, którzy nie liczą na szybką wygraną, lecz potrafią rozłożyć marzenia sportowe i ich realizację w czasie. Niekiedy trzeba cel "przełożyć" i to jest wielka sztuka. Popatrzmy na ostatnie igrzyska olimpijskie w Tokio, przesunięte o rok z powodu pandemii koronawirusa. Nie dla wszystkich zawodników okazało się to zbawienne, ale pewna grupa zyskała.

Anita Włodarczyk dostała czas na wyleczenie kontuzji. Skoro jesteśmy myślami w Tokio, mogę się tylko domyślać, co czuł Paweł Fajdek wchodząc do koła po nieudanych startach w Londynie i Rio de Janeiro. Przemotywowanie? 

- Widać na przykładzie tego zawodnika, jak wielkim wyzwaniem dla sportowca są igrzyska olimpijskie. To samo dotyczy zresztą naszych siatkarzy. Mimo wspaniałej formy nie poradzili sobie z presją na kolejnych zawodach tej rangi. Moim zdaniem nie ma w tym przypadku. Wszyscy zawodnicy mówią, że igrzyska olimpijskie to ich marzenie. Tak odpowiadają już dzieci, które trenują dyscypliny olimpijskie. To marzenie u wielu dorosłych zawodników tkwi w nich od samego początku uprawiania sportu. Kiedy zakwalifikują się wreszcie na igrzyska, presja jest ogromna, nie tylko ta wewnętrzna. Oprócz siatkarzy mamy też przykłady innych polskich sportowców, którzy w Tokio mieli spore trudności, choćby Iga Świątek. Duże oczekiwania, presja, doświadczenia rodzica, który sam był olimpijczykiem. To może negatywnie wpłynąć na wykonanie sportowe.

Są zawodnicy, którzy dodatkową presję nakładają na swoje barki sami. Muhammad Ali u szczytu formy lubił wyprowadzać przeciwników z równowagi przewidując rundę, w której wygra walkę. Z kolei Adam Małysz, nawet gdy wygrywał zawody za zawodami, powtarzał tylko mantrę o dwóch równych skokach. Które podejście jest lepsze?

- Z perspektywy psychologa sportowego Adam Małysz jest przykładem sportowca idealnego. Widać, że odbył bardzo dobry trening mentalny, inni zawodnicy mogą się na jego postawie wzorować. Nigdy nie deklarował, że przywiezie z ważnych zawodów złoty medal, mówił o dwóch równych i dobrych skokach. Można się zastanowić, przekładając wyczyn Małysza na amatorską aktywność sportową, co ta filozofia dwóch równych skoków mogłaby oznaczać dla każdego z nas? Natomiast deklaracje, kiedy i w jaki sposób pokona się przeciwnika są obecne w sportach walki, jednak mogą być zgubne. Nadmierne oczekiwania i presja, jakie nakładamy w ten sposób na siebie mogą powodować pewne blokady w ciele i umyśle, czyli niekorzystne objawy psychosomatyczne. Jeśli przebieg walki przestanie się układać po naszej myśli, trudniej będzie nam sięgnąć po rezerwy mentalne.

Czyli polecamy dużą pewność siebie w połączeniu z powściągliwością w wyrażaniu buńczucznych deklaracji?

- I rozróżnienie pewności siebie deklarowanej od rzeczywistej. Jeśli jest zawodnik, który wylewnie opowiada o tym, w której rundzie wygra, to widzę, że ma pewność siebie na poziomie deklaracji, ale nie wiem, jak ona wygląda na realnym poziomie w walce sportowej. To weryfikuje przeciwnik.

Sporo sportowców-amatorów pani prowadzi?

- Coraz więcej. Szczególnie przed pandemią, ponieważ organizowano coraz więcej amatorskich zawodów sportowych. Zauważyłam też taki trend, że byli sportowcy, którzy skończyli karierę zawodniczą i zajęli się pracą zawodową, w pewnym momencie wracają do sportu, rywalizować w ligach i zawodach masterskich. Często wiedzą, że pewnych rzeczy fizycznie już nie przeskoczą, ale mogą być coraz lepsi mentalnie i bardzo chętnie sięgają po trening wygrywania.

Zwyciężania można się nauczyć?

- Nie mamy tego wpisanego w genach. Wszystko jedno więc czy jesteśmy z rodziny sportowej czy nie, czy brylowaliśmy na wuefie czy nie. Są pewne umiejętności, które możemy nabyć i wyćwiczyć - i to jest bardzo dobra informacja dla nas wszystkich. Wygrana składa się z wielu elementów, również tych mentalnych. Umiejętność koncentracji, podniesienie poziomu pewności siebie, opanowanie języka sukcesu, prawidłowe wyznaczanie celu i sposobu jego realizacji - tego wszystkiego możemy się nauczyć i przełożyć ze sportu na inne dziedziny życia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL