Reklama

Łodzie czyszczące będą przerabiać zebrany w oceanach plastik na paliwo

Czy możliwe jest, żeby łodzie czyszczące oceany były zasilane paliwem z plastiku, które same zebrały? Naukowcy postanowili sprawdzić tę teorię, która może pomóc w pozbyciu się niesławnej Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci.

Plastikowe śmieci paliwem przyszłości? To możliwe

Badacze postanowili sprawdzić, czy łodzie czyszczące oceany można wyposażyć w reaktory zmieniające zebrany plastik w tzw. niebieski diesel, który można wykorzystać do ich zasilania, dzięki czemu nie tylko nie musiałby tak często zawijać do portu, ale i byłyby faktycznie korzystne dla środowiska. Bo choć pierwotny plan organizacji nawołujących do stworzenia programów czyszczących oceany zakładał statki dryfujące z prądami i przy okazji zbierające plastik, to obecnie korzystamy w tym celu z jednostek zasilanych paliwami kopalnymi.

Reklama

Oznacza to, że z jednej strony zbieramy plastik, a z drugiej trujemy atmosferę dwutlenkiem węgla, więc ostatecznie bilans wcale nie musi wyjść na plus dla środowiska. I tu pojawia się pomysł z 2017 roku, który sugerował zmianę plastikowych śmieci w paliwo - tyle że tym razem mowa nie o dużych placówkach przemysłowych, ale małych reaktorach, które można zamontować bezpośrednio na statkach. 

Naukowcy Harvard University, Worcester Polytechnic Institute i Woods Hole Oceanographic Institution postanowili więc skupić się na metodzie zwanej skraplaniem hydrotermalnym, czyli procesie termicznej depolimeryzacji, która zakłada przetwarzanie plastiku w substancję podobną do ropy naftowej. Wymaga ona rozgrzania plastiku do temperatur rzędu 300-550°C i poddania go działaniu ciśnienia 250 do 300 razy większego niż to na poziomie morza, co redukuje materiał do oleju, który można wykorzystać jako paliwo przypominające gęstością energii diesel do celów morskich. 

Pomysł zakłada powstanie specjalnych oddalonych od siebie o 25 km magazynów śmieci w pobliżu Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci (dryfujące skupisko plastikowych odpadów utworzone przez prądy oceaniczne między Kalifornią a Hawajami), gdzie statki mogłyby podpływać w celu pobrania “materiału" do produkcji paliwa. Tam za sprawą zautomatyzowanego procesu plastik byłby ładowany do ich konwerterów, a następnie przerobiony na paliwo - zdaniem badaczy wydajność byłaby wystarczająca do zasilenia samego konwertera, silnika oraz stworzenia zapasów na powrót łodzi do brzegu.

I jest tylko jeden problem... spalanie takiego plastikowego oleju również uwalnia do atmosfery dwutlenek węgla, chociaż podobno znacznie mniej niż typowe paliwa kopalne (w 10-letniej perspektywie jest to 0,02% udziału w globalnym budżecie węglowym), a przy okazji pozbywamy się śmieci, które w dużej części zalegałyby na wysypiskach (produktem ubocznym procesu jest też nieduża ilość odpadów stałych, które raz na kilka miesięcy należałoby odstawić do brzegu). Mówiąc krótko, pomysł jest możliwy do realizacji i może przynieść wiele korzyści środowiskowych, warto więc rozważyć jego wykorzystanie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje