Dowód na powolną śmierć wszechświata

Przed entropią, która w izolowanym układzie termodynamicznym dąży do maksimum, nie ma ucieczki, wobec czego nasz wszechświat - według niektórych fizyków - powolnie umrze. Międzynarodowemu zespołowi astronomów, którzy przyjrzeli się 200 tysiącom galaktyk, udało się właśnie dołożyć cegiełkę do teorii Wielkiego Chłodu.

Przed entropią, która w izolowanym układzie termodynamicznym dąży do maksimum, nie ma ucieczki, wobec czego nasz wszechświat - według niektórych fizyków - powolnie umrze. Międzynarodowemu zespołowi astronomów, którzy przyjrzeli się 200 tysiącom galaktyk, udało się właśnie dołożyć cegiełkę do teorii Wielkiego Chłodu.

Przed entropią, która w izolowanym układzie termodynamicznym dąży do maksimum, nie ma ucieczki, wobec czego nasz wszechświat - według niektórych fizyków - powolnie umrze. Międzynarodowemu zespołowi astronomów, którzy przyjrzeli się 200 tysiącom galaktyk, udało się właśnie dołożyć cegiełkę do teorii Wielkiego Chłodu.

W badaniu będącym częścią większego przeglądu nieba, projektu Galaxy And Mass Assembly (GAMA), użyto najmocniejszych spośród dostępnych teleskopów: VISTA i VST, a także teleskopów kosmicznych GALEX i WISE. Z ich pomocą zmierzono ile dokładnie energii emitowanej jest przez 200 tysięcy galaktyk.

Reklama

I okazało się, że jest jej znacznie mniej niż w przeszłości - 2 miliardy lat temu emisja z tamtego obszaru była dwukrotnie wyższa we wszystkich długościach fali - od podczerwieni do ultrafioletu.

Według teorii Wielkiego Chłodu (śmierci cieplnej wszechświata) cała energia we wszechświecie pochodzi z Wielkiego Wybuchu, nie robi się jej więcej ani mniej, to układ izolowany (choć nie wszyscy się z tym zgadzają, wszak rozszerza się on cały czas, jeśli jednak rozszerzał się będzie bez końca to również grozi mu śmierć cieplna), ale część z niej została uwięziona w masie, a gwiazdy zajmują się jej dalszym rozpraszaniem przekształcając ją ponownie w energię w ramach fuzji jądrowej.

Oznacza to, że wszechświat zmierza do uzyskania równowagi termodynamicznej, czyli w jego przypadku - śmierci. Na nasze szczęście zając ma to tryliony lat, a więc ludzkości już pewnie wtedy nie będzie, przynajmniej nie w takim kształcie jak obecnie.

Nie wiemy jednak wszystkiego, a zatem los wszechświata nie jest jeszcze przesądzony. Trwa obecnie spór dotyczący tego czy rozszerzający się wszechświat jest w stanie osiągnąć maksymalną entropię - jeśli bowiem maksymalna wartość entropii (dla coraz większego układu) rośnie szybciej niż sama entropia to wszechświat tak naprawdę odsuwa się coraz dalej od cieplnej śmierci (co też nie znaczy, że nie spotka go zupełnie inny koniec). Do tego tak naprawdę nie wiemy nic na temat entropii grawitacyjnej, a więc to grawitacja, na której poległ sam Einstein, może być kluczem do wszystkiego.

Źródło:

Geekweek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy