Technowiking wygrywa w sądzie

W styczniu mężczyzna, który znany jest jako bohater jednego ze słynniejszych memów internetowych - technowiking - pozwał w berlińskim sądzie mężczyznę, dzięki któremu zyskał sławę - Mathiasa Fritscha. Technowiking, który nadal pozostaje anonimowy, żądał od Fritscha pieniędzy za cierpienie jakie rzekomo wywołała jego internetowa sława.

W styczniu mężczyzna, który znany jest jako bohater jednego ze słynniejszych memów internetowych - technowiking - pozwał w berlińskim sądzie mężczyznę, dzięki któremu zyskał sławę - Mathiasa Fritscha. Technowiking, który nadal pozostaje anonimowy, żądał od Fritscha pieniędzy za cierpienie jakie rzekomo wywołała jego internetowa sława.

W styczniu mężczyzna, który znany jest jako bohater jednego ze słynniejszych memów internetowych - technowiking - pozwał w berlińskim sądzie mężczyznę, dzięki któremu zyskał sławę - Mathiasa Fritscha. Technowiking, który nadal pozostaje anonimowy, żądał od Fritscha pieniędzy za cierpienie jakie rzekomo wywołała jego internetowa sława.

Technowiking narodził się podczas jednej z techno parad za naszą zachodnią granicą w 2000 roku. Mężczyzna wyglądający niczym stereotypowy wiking, z długimi blond włosami, brodą, a także z wisiorkiem przedstawiającym młot Thora, który przez całą długość filmiku oddawał się tańcowi w pewnym momencie uratował kobietę przed innym, naćpanym uczestnikiem imprezy, który bez pardonu na nią wpadł.

Reklama

Oryginalne wideo zdobyło ponad 4 miliony wyświetleń, lecz to był początek kuli śnieżnej - pojawiły się najróżniejsze przeróbki, powstała cała seria produktów z wizerunkiem technowikinga, a nawet mod do gry GTA. To wszystko oczywiście bez zgody wikinga.

Cztery lata temu po raz pierwszy prawnicy mężczyzny skontaktowali się z Fritschem wysyłając mu list z żądaniem zaprzestania naruszeń praw technowikinga - wtedy też Fritsch przestał przyjmować pieniądze jakie YouTube płaciło mu za wyświetlenia filmiku (a nazbierało się tego 8 tysięcy euro).

Jednak to nie wystarczyło i po kolejnych trzech latach do sądu został wniesiony pozew, który ostatnio sąd rozpatrzył. Wyrok głosi, że Fritsch nie może nigdzie wyświetlać filmiku z technowikigniem, musi ponieść 56% kosztów procesu (resztę pokryje druga strona), musi oddać 8 tysięcy euro zarobione na YouTube i musi pokryć 1500 euro wydatków technowikinga jakie ten poniósł na prawnika cztery lata temu. Sąd nie zgodził się jednak na przyznanie technowikingowi 10 tysięcy euro jako zadośćuczynienie za doznane krzywdy.

Łącznie będzie to kosztować mężczyznę, który nagrał słynny taniec technowikinga około 15 tysięcy euro. Najważniejsze jest jednak to, że wyrok dotyczy tylko Fritscha Sam technowiking niestety nie pojawił się ani razu przed sądem i nadal pozostaje anonimowy.

A szkoda, bo chyba lepszym sposobem na wykorzystanie internetowej sławy byłoby ujawnienie się i zarabianie na gadżetach ze swoim wizerunkiem.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy