Reklama

Ofensywa w Saarze. Jak walczyli Francuzi w 1939 roku

Francuscy żołnierze z trofeami zdobytymi we wrześniu 1939 roku w Zagłębiu Saary /AFP

Reklama

Francuskie uderzenie na III Rzeszę historia zapamiętała jako ofensywę w Saarze. Miała ona pozwolić zająć pozycje dogodne przeprowadzenia natarcia w głąb III Rzeszy. Nim jednak Francuzi przygotowali odpowiednie siły, Wojsko Polskie zostało pokonane.

Francja obiecała, że rozwinie działania ofensywne przeciwko Niemcom swymi głównymi siłami, począwszy od 15 dnia, czyli najwcześniej 18 września 1939 roku. Wówczas rząd polski i sztab Naczelnego Wodza, marszałka Śmigłego-Rydza był już poza granicami kraju, a pozostawieni bez dowództwa żołnierze toczyli boje z przeważającymi siłami trzech armii.

Każdy szczegół współpracy został ujęty w uaktualnionej 19 maja 1939 roku polsko-francuskiej umowie o wzajemnej pomocy. Znalazł się w niej zapis: "W przypadku niemieckiej agresji przeciw Polsce albo w przypadku zagrożenia jej interesów żywotnych w Gdańsku, które wywołałoby akcję zbrojną ze strony Polski, armia francuska rozpocznie automatycznie działanie swych różnych sił zbrojnych w sposób następujący:

Reklama

1. Francja przystąpi natychmiast do działań lotniczych według planu ustalonego poprzednio.

2.  Gdy tylko część sił francuskich będzie gotowa (około trzeciego dnia po mobilizacji), Francja rozwinie stopniowo dalsze działania zaczepne o celach ograniczonych.

3. Gdy tylko zaznaczy się główny wysiłek niemiecki przeciw Polsce, Francja rozwinie działanie ofensywne przeciwko Niemcom swymi głównymi siłami, począwszy od 15 dnia".

Polska ratyfikowała tę umowę dopiero 4 września 1939 roku. Francuzi jeszcze później...

Wojna w powietrzu

Jak dziś wiadomo, pierwszy punkt sojusznicy wypełnili częściowo. Pierwsze alianckie samoloty znalazły się nad III Rzeszą przed południem 3 września, prowadząc rozpoznanie. Następnego dnia 41 samolotów z siedmiu dywizjonów bombardowało niemieckie porty, uszkadzając pancernik "Admirał Scheer" i krążownik "Emden", a prawdopodobne trafienie uzyskano na kolejnym pancerniku. Brytyjczycy stracili w tym nalocie pięć Blenheimów i dwa Wellingtony. Luftwaffe jednego Bf-109D.

Do kolejnych walk dochodziło nad Morzem Północnym, gdzie obie strony straciły po kilka samolotów. Francuzi w tym czasie skoncentrowali się na prowadzeniu misji rozpoznawczych przed planowanymi operacjami zaczepnymi. Nie przeprowadzili z kolei w pierwszych czterech dniach wojny żadnego nalotu bombowego.

Powodów było kilka. Głównie było to związane z brakiem środków i niechęci dowództwa do wysyłania nad Niemcy przestarzałych samolotów. Francuzi zupełnie nie posiadali samolotów bombowych odpowiadających klasie polskiego PZL-37 "Łoś", czy niemieckiego He-111.

Podczas, gdy Polacy posiadali we wrześniu 1939 roku 110 "Łosi" w tym 36 w jednostkach liniowych, tak Francuzi posiadali jedynie 17 bombowców, w tym 10 sztuk nowoczesnego Lioré & Olivier LeO 451. Żaden z nich nie znajdował się w jednostkach liniowych.

Francuskie lotnictwo bombowe było oparte na starych Bloch MB.210 i Amiot 143, które, ze względu na małą prędkość i niewielki pułap operacyjny, mogły prowadzić naloty jedynie w nocy. Niestety niewiele załóg było przeszkolonych w takich operacjach.

W majowej umowie sprecyzowano, że francuskie lotnictwo, przy wykorzystaniu Blochów MB.210, będzie prowadziło nocne naloty wahadłowe i po wykonaniu misji maszyny miały lądować w Polsce. W ciągu dnia miały być wykonane przeglądy, tankowanie i bombowce miały w drodze do Francji ponownie zbombardować Rzeszę. Nie przeprowadzono żadnej takiej operacji, gdyż Polacy nie przygotowali ani jednego lotniska dla francuskich maszyn.

Pierwsze starcie Francuzów z Niemcami miało miejsce w ramach wypełniania drugiego punktu umowy - "rozwijania stopniowo dalszych działań zaczepnych o celach ograniczonych", które wkrótce rozwinęły się do dość sporej ofensywy w Zagłębiu Saary.

Ofensywa

Drugi punkt został natomiast w całości wypełniony, choć pod naciskiem Brytyjczyków. Sztab generała Gamelina nie był skory do rozpoczęcia ofensywy nawet na niewielką skalę. Dopiero pod wpływem generała Ironside’a zmienił się stosunek francuskiej generalicji do rozpoczęcia działań zaczepnych.

Trzeba jednak przyznać, że gen. Gamelin już w chwili wypowiedzenia wojny gotów był rozpocząć "działania zaczepne o celach ograniczonych", o których była mowa w umowie z maja. Powstrzymywali go jednak sztabowcy i politycy, którzy nadal liczyli na polubowne rozwiązanie konfliktu.

Jednak, kiedy stwierdzono, że główny kierunek ataku Wehrmachtu jest skierowany na Warszawę, a Wojsko Polskie wycofuje się w zastraszającym tempie, wzmocniono 2. Grupę Armii, która dostała zielone światło do ataku, w nadziei, że odciąży to Polaków.

7 września żołnierze francuskich 3. i 4. Armii po przekroczyły granicę francusko-niemiecką w Zagłębiu Saary i rozpoczęły systematyczne oczyszczanie przedpola Linii Zygfryda, a także rozpoznawały niemieckie punkty oporu. W powietrzu zaczęło się pojawiać coraz więcej samolotów rozpoznawczych i osłaniających je myśliwców. Pierwszego dnia ofensywy Niemcy zestrzelili cztery samoloty bez strat własnych.

Na lądzie jedenaście z dwunastu francuskich dywizji, wchodzących w skład 2. Grupy Armii, posuwało się na froncie o szerokości 32 kilometrów w kierunku Saarbrücken. Pierwszego dnia Francuzi wdarli się miejscami na 7-8 kilometrów w głąb III Rzeszy, napotykając bardzo słaby opór. Niemieckie jednostki schowały się za Linią Zygfryda.

Największą stratą były cztery czołgi Renault R35, zniszczone na minach na północ od Bliesbrück i klucz przestarzałych bombowców MB.200 i dwóch M.B.131, które zostały zestrzelone przez niemieckie myśliwce. Każda z francuskich wypraw bombowych kończyła się rzezią powolnych samolotów.

Zacięte walki?

Do 9 września Francuzi zajęli większość lasu Warndt i około tuzina wsi i miasteczek. Dzień później niewielki niemiecki oddział odbił wioskę Apach, którą siły francuskie odzyskały zaledwie kilka godzin później. Francuski 32. pułk piechoty 12 września zdobył miasto Brenschelbach, tracąc dziewięciu żołnierzy. W pobliżu styku granic Francji, Niemiec i Luksemburga wysadzono most Schengen, odcinając część niemieckich oddziałów.

W "Polsce Zbrojnej" z 11 września 1939 roku można przeczytać: "Radiostacja włoska podaje na podstawie komunikatu naczelnego dowództwa niemieckiego, że w niedzielę po raz pierwszy wojska francuskie przekroczyły linię Zygfryda i stoczyły zaciętą walkę na terenie niemieckim". Wtórował jej "Dobry Wieczór! Kurier Czerwony", który 15 września pisał: "Ofensywa na froncie zachodnim rozwija się wprawdzie powoli, ale systematycznie. Wczoraj wojska francuskie wkroczyły już na przedmieścia Saarbrücken. (...)".

Obie wiadomości nie były do końca ścisłe. Francuzi nie tyle przełamali Linię Zygfryda, co obeszli ją kilka kilometrów na południe od jej krańca, bezpośrednio na wschód od Saarbrücken, gdzie zajęli pozycje wyjściowe do planowanej ofensywy. Ofensywy, do której ostatecznie nie doszło.

Szybka klęska

Podczas rozmów polsko-francuskich przewidywano, że Polska utrzyma zwartą linię obrony przynajmniej przez trzy tygodnie. W tym przypadku do 21 września. Ofensywa miała odciążyć front w Polsce i zmusić Niemców do przerzucenia sił na zachód. Jednak alianci uzależniali rozpoczęcie operacji na szeroką skalę od sytuacji w Polsce. Ta nie wyglądała najlepiej.

Wbrew radom francuskiej generalicji marszałek Śmigły-Rydz nie oparł obrony na linii Wisły i Narwi, a ustawił wojska kordonowo wzdłuż granicy. Skutkiem takiej obrony było, to że bitwa graniczna, mimo ogromnego poświęcenia liniowych żołnierzy, została przegrana.

Niemcy do 8 września zajęli całe Zagłębie Śląskie, Kraków, stanęli na przedpolach Warszawy. Całkowicie rozbitych zostało pięć dywizji piechoty. Rozbita została Armia "Prusy", a pozostałe cofały się często w panice. Gen. Rómmel, dowódca Armii "Łódź" zbiegł do Warszawy pozostawiając żołnierzy i armię na łasce losu. Strategia Naczelnego Wodza nie sprawdziła się.

Dzień później Śmigły-Rydz wysłał do gen. Gamelina depeszę, w której informował, że sytuacja na froncie jest bardzo ciężka i apelował o wzmożenie działań na froncie zachodnim. Gamelin odpowiedział niezwłocznie:

"Ponad połowa dywizji na froncie północno-wschodnim jest zaangażowana w boju. Niemcy stawiają zaciekły opor. Z zeznań jeńców wynika, ze Niemcy wzmacniają linie frontu nowymi silnymi jednostkami. Akcje naszego lotnictwa są ściśle powiązane z operacjami na ladzie. Wiemy, ze zaangażowaliśmy znaczna część Luftwaffe. Reasumując, nasze działanie jest bardziej niż wystarczające, biorąc pod uwagę, ze mobilizacja naszych sił jest jeszcze toku. W tej sytuacji większy wysiłek jest niemożliwy".

Nieco mijał się z prawdą, ale niewiele. Faktycznie większość pierwszoliniowych dywizji lądowych było zaangażowanych w Palatynie i Saarze. Prawdą jest, że 56,5 procenta niemieckich myśliwców stacjonowało na froncie zachodnim. Jednak jedynie trzy z piętnastu grup myśliwskich było zaangażowanych w walki nad Saarą. Było to około 100-110. myśliwców. Pięć kolejnych walczyło przeciwko Brytyjczykom.

Prawdą jest, że 10 września dwie trzecie francuskich dywizji było w trakcie mobilizacji i szkolenia. Ostatecznie do 17 września na froncie wzdłuż granicy z Niemcami armia francuska zdołała rozwinąć 34 dywizje, z czego połowę rezerwowych, oraz jednostki forteczne, nienadające się do walki manewrowej. Po drugiej stronie frontu stały 44 dywizje, z czego 13 pierwszorzutowych.

Szanse na powodzenie

Na spotkaniu w Sztabie Generalnym gen. Gamelin stwierdził, że jeśli potwierdzą się informacje o przełamaniu linii wielkich rzek, to działania armii francuskiej stracą jakikolwiek sens, ponieważ nim uda się przełamać Linię Zygfryda, to Polska upadnie.

Mimo to nadal planowano ofensywę, która pierwotnie miała się rozpocząć 15 września. Jednak już 11 września zostało potwierdzone przełamanie linii Narwi i Bugu oraz sforsowanie Sanu.

Wobec tego 12 września 1939 roku w Abbeville odbyło się posiedzenie francusko-brytyjskiej Najwyższej Rady Wojennej z udziałem premierów Neville Chamberlaina i Edouarda Daladiera oraz gen. Gamelina. Ten ostatni stwierdził, że jeśli Polacy nie są w stanie powstrzymać Wehrmachtu na linii rzek, to klęska Wojska Polskiego jest kwestią dni, a nie miesięcy, jak przypuszczano jeszcze niedawno.

Francuzi jeszcze się łudzili, że Polacy powstrzymają Niemców na przedpolach Warszawy i przedmościu rumuńskim, więc rozpoczęcie ofensywy wstępnie przesunięto na 17 września. Jednak po wkroczeniu na teren II Rzeczypospolitej Armii Czerwonej, ofensywa odciążająca Polskę straciła jakąkolwiek rację bytu. Francuzi okopali się na pozycjach naprzeciw niemieckich umocnień i nadal prowadzili mobilizację.

Do końca miesiąca trwały jedynie walki w powietrzu. Na lądzie ograniczono się do walk patroli. Podczas wrześniowych walk Francuzi stracili 1848 żołnierzy wojsk lądowych i 60 lotników. Lotnictwo straciło 58 samolotów, w tym 33 zestrzelone przez niemieckie myśliwce. Niemcy stracili 666 żołnierzy i 56 samolotów, z tego jedynie 12 strącili francuscy myśliwcy, a cztery Brytyjczycy. RAF stracił podczas wrześniowych operacji 20 samolotów.

Kontrofensywa

Widząc, jak szybko postępuje operacja w Polsce niemieckie naczelne dowództwo już od 7 września zaczęło przerzucać na zachód pierwsze jednostki. Najpierw przerzucono zbędne dywizjony myśliwskie. Tego dnia polskie lotnictwo myśliwskie właściwie straciło zdolność operacyjną i niemieckie bombowce mogły latać w zasadzie bezkarnie.

Od 9 września polskie myśliwce, z powodu braku paliwa, amunicji i fatalnego stanu maszyn, prowadziły w zasadzie wyłącznie niezbędne loty rozpoznawcze i łącznikowe.

Podobnie działo się z dywizjami rezerwowymi, które zaczęto przerzucać na zachód. W październiku 1939 roku ich śladem ruszyło kilka dywizji pierwszorzutowych. Hitler wysunął propozycję rozejmu, którą alianci odrzucili. Niemcy przygotowywali się więc do odzyskania utraconych ziem.

16 października 1 Armia dowodzona przez gen. Erwina von Witzlebena rozpoczęła kontrofensywę , która trwała do 24 października. Po pięciu dniach, 21 października, Niemcom udało się wypchnąć Francuzów z terenu III Rzeszy. Ruszyli dalej. W ciągu następnych kilku dni zajęli kilka kilometrów kwadratowych terytorium Francji. W październikowej operacji po niemieckiej stronie zginęło 196 żołnierzy, rannych zostało 356, a Luftwaffe straciło jedenaście samolotów.

W kolejnych miesiącach, aż do 10 maja 1940 roku trwała "śmieszna wojna", podczas której ograniczono się do nielicznych walk patroli, wymiany ognia artylerii i walk lotniczych.

Zarówno Francuzi, a zwłaszcza Brytyjczycy, pragnęli wykorzystać ten czas do unowocześnienia swoich armii i przygotowania się do wojny. Obie armie opanował szał zakupów uzbrojenia. Niestety było już za późno.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama