Rzecznik OECD, Stephen Di Biasio poinformował, że dziwne zachowanie sieci zauważono już w sierpniu i walka z zagnieżdżonym w systemie złośliwym oprogramowaniem trwa już od trzech miesięcy. - Mamy zespół, którego zadaniem jest wyczyszczenie sieci, jednak na dzień dzisiejszy nie mogę zapewnić, że całkowicie pozbyliśmy się malware z naszego systemu - poinformował Di Biasio.
- Wiemy, że był to dość wyszukany atak. W OECD wykorzystujemy protokoły bezpieczeństwa najwyższej klasy, a mimo to zostały one ominięte przez atakujących. Mogę zapewnić, że atak nie miał na celu zniszczenia infrastruktury. Jest oczywiste, że szukano informacji - dodał.
Malware dostało się do sieci najprawdopodobniej poprzez pamięć USB flash, zaś ataki przeprowadzane były "z różnych rejonów geograficznych". - Podejrzewamy, że do zarażenia doszło przez klips USB. Nasi agenci krążą po całym świecie. Często są na różnego rodzaju konferencjach, wymieniają się informacjami, pamięciami USB - wyjaśnił Di Biasio.









