Reklama

Rosyjska mobilizacja zabierze pilotów i dobije krajowe lotnictwo

Rozpoczęta w Rosji mobilizacja może okazać się ogromnym ciosem dla tamtejszego lotnictwa komercyjnego. Wezwanie na front w Ukrainie ma zabrać ponad połowę pracowników Aerofłotu, głównie pilotów i kontrolerów lotu. A wobec obecnej sytuacji rosyjskiego lotnictwa pasażerskiego, może to być gwóźdź do jego trumny.

Wezwani piloci traktowani są jako jedni z najważniejszych zmobilizowanych żołnierzy. Jeśli wojsko rosyjskie widzi w nich nadzieję na poprawę swojej sytuacji na froncie, to dla rosyjskiej gospodarki ich zabraknie...

Ile pracowników lotnictwa pójdzie w kamasze

Według rosyjskiej gazety Kommiersant, rosyjska mobilizacja pochłonie połowę pracowników sektora krajowych linii lotniczych.

Mowa tu o Aerofłocie oraz mniejszych liniach Pobieda, oraz Rossija. Istnieją jednak niepotwierdzone źródła mówiące o zabraniu na wojnę w Ukrainie nawet 80 proc. pracowników sektora linii lotniczych.

Zmobilizowani to przede wszystkim piloci, operatorzy lotów czy mechanicy. Jednak, jak zauważa Kommiersant, dużą część poboru z sektora lotniczego mogą stanowić także specjaliści IT czy pracownicy sektora marketingu.

Reklama

Rosyjski pilot, czyli żołnierz wyższej wagi

Wobec trwającej w Rosji mobilizacji, dowództwo widzi w pracownikach lotnisk i linii lotniczych bardzo ważne wsparcie w działaniach zbrojnych w Ukrainie. Szczególnie jeżeli mówi się o komercyjnych pilotach. Wielu z nich swoje doświadczenie pilotażu wyniosło z wojskowych szkół lotniczych, gdzie odbywali obowiązkową służbę.

Ci, którzy służyli jako zwykli rezerwiści, np. piechoty, a wyrobili licencje w cywilu, mają być łatwo przeszkoleni w obsłudze wojskowych maszyn.

Rosyjskie dowództwo nadzieje pokłada także w mechanikach, którzy mając doświadczenie w naprawie maszyn, mogliby je wykorzystać nie tylko do naprawy samolotów i helikopterów. Obecna sytuacja na froncie rosyjsko-ukraińskim sprawia, że potrzeba wielu mechaników ciężkiego sprzętu i żołnierzy oddziałów inżynieryjnych.

Rosyjskie dowództwo nastawia się na "optymalizację" zmobilizowanych i wykorzystanie ich doświadczenia z cywila. Pracownicy sektora lotniczego to dla reżimu Putina źródło niezwykle wartościowych poborowych. Niemniej, wielu z nich nie garnie się do służby i stara się ją ominąć.

Co ciekawe pomaga im w tym poniekąd samo państwo. Aerofłot i inne państwowe linie lotnicze starają się bowiem zachować część swoich pracowników.

Chaos, który zabija gospodarkę lotniczą

Rosyjskie linie lotnicze już stworzyły listy pracowników, którzy mieliby zostać zwolnieni ze służby. Jednak ze względu na bałagan organizacyjny całej mobilizacji będą musiały poczekać na odpowiedź. Problemem było bowiem złożenie list w odpowiednim ministerstwie.

Linie lotnicze nie zostały poinformowane czy takie listy muszą składać w regionalnych urzędach ministerstwa transportu, czy obrony. Sytuacja wprawia w zakłopotanie kierownictwo linii lotniczych. Zwłoka ma fatalne konsekwencje dla całego rosyjskiego lotnictwa.

Rosyjska branża lotnicza, znajdująca się w trudnej sytuacji ze względu na zachodnie sankcje, pozbawiona kluczowych pracowników stoi przed groźbą całkowitego załamania.

Nic więc dziwnego, że zmobilizowani wzięli sprawę w swoje ręce. Federalny Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego wystosował specjalny list w sprawie zwolnienia dużej części kontrolerów ruchu lotniczego. Skierowany do rosyjskiego premiera, Michaiła Miszustina, ma być pytaniem o to, jak szybko można się spodziewać sprawdzenia list pracowników.

Znając jednak chaos obecnej mobilizacji w Rosji, odpowiedź może nadejść, gdy pracownicy już znajdą się w Ukrainie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy