Reklama

Polska Marynarka powoli umiera. Uda się jej reanimacja?

Marynarka Wojenna do 2030 roku ma dostać ponad 20 nowych jednostek pływających oraz kilkanaście samolotów, śmigłowców i bezzałogowców.

Polska Marynarka Wojenna to 8,1 tysiąca osób personelu, 84 jednostki pływające i 44 statki powietrzne. Niestety znacząca część jej sprzętu jest przestarzała, ponieważ w ostatnim dwudziestoleciu praktycznie nie było dostaw nowych okrętów. Szansą na zmianę sytuacji jest ogłoszony w ubiegłym roku program modernizacji do 2022 roku i koncepcja rozwoju do 2030 roku. Rocznie na ten cel ma być przeznaczanych co najmniej 900 milionów złotych. Najbliższych kilkanaście lat będzie trudne, ponieważ zostanie wycofanych ze służby wiele okrętów i śmigłowców, a ich następcy mają pojawić się dopiero za kilka lat.

Reklama

Niknąca siła uderzenia

Marynarka Wojenna ma 39 okrętów bojowych, w tym tylko 13 uderzeniowych, które wchodzą w skład 3 Flotylli Okrętów w Gdyni. Nawodne jednostki uderzeniowe znajdują się w Dywizjonie Okrętów Bojowych. Największe, ale też najstarsze z nich, to otrzymane od USA dwie fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry. Na ORP "Gen. K. Pułaski" polską banderę podniesiono 15 marca 2000 roku, ale do służby w US Navy okręt ten wszedł 20 lat wcześniej jako USS "Clark". W podobnym wieku jest ORP "Gen. T. Kościuszko", na którym polska bandera pojawiła się 28 czerwca 2002 roku.

Drugim co do wielkości okrętem DOB jest korweta zwalczania okrętów podwodnych ORP "Kaszub" (projektu 620). Na jednostce zbudowanej w Stoczni Północnej w Gdańsku banderę podniesiono 15 marca 1987 roku. ORP "Kaszub" jest "pamiątką" po programie modernizacji MW z lat osiemdziesiątych XX wieku. Wtedy planowano budowę siedmiu bliźniaczych jednostek, a powstała tylko jedna.

W służbie pozostają OORP "Metalowiec" i "Rolnik", dwa z czterech okrętów rakietowych typu Tarantul I (projektu 1241 RE), które Związek Radziecki sprzedał Polsce w latach osiemdziesiątych. Najmłodsze są trzy okręty rakietowe projektu 660. OORP "Orkan", "Piorun" i "Grom" weszły do służby w latach 1992-1995. W Stoczni Północnej do ich budowy użyto, odkupionych od stoczni VEB Peene-Werft w Wolgast po zjednoczeniu Niemiec, niewykorzystanych kadłubów typu Sassnitz (zaprojektowane dla floty wojennej Niemieckiej Republiki Demokratycznej). Niestety musiało minąć ponad dziesięć lat, by okręty te zostały uzbrojone w pociski przeciwokrętowe - szwedzkie RBS-15.

Pozostałe jednostki uderzeniowe znajdują się w Dywizjonie Okrętów Podwodnych. Największą z nich jest zbudowany w ZSRR ORP "Orzeł" typu Kilo (projekt 877E). Polską banderę podniesiono na nim 29 kwietnia 1986 roku. Planowano zakup trzech takich okrętów, ale pogrążonej w kryzysie gospodarczym Polski lat osiemdziesiątych nie było stać na taką transakcję. W zamian wydzierżawiono (później odkupiono) od Związku Radzieckiego w latach 1987 i 1988 dwa używane okręty typu Foxtrot (projektu 641), które w radzieckiej flocie służyły od połowy szóstej dekady XX wieku.

Na OORP "Dzik" i "Wilk" bandery opuszczono w 2003 roku. Poradzieckie jednostki zostały zastąpione przez podarowane przez Norwegów okręty typu Kobben (typ 207). Z pięciu otrzymanych do służby w latach 2002-2004 weszły cztery - OORP "Sokół", "Sęp", "Bielik" i "Kondor". Jest to jednak rozwiązanie tymczasowe, ponieważ te jednostki liczą prawie tyle samo lat co wycofane Foxtroty.

W najbliższych latach sytuacja marynarki będzie bardzo trudna. Według "Koncepcji rozwoju Marynarki Wojennej do 2030 roku" do 2022 roku zniknie z niej większość jednostek uderzeniowych. Już w przyszłym roku zostanie opuszczona bandera na Tarantulach i jednym z Kobbenów (na pozostałych do 2017 roku), a w 2015 roku na fregacie "Gen. T. Kościuszko". Dwa lata później flotę opuści też "Kaszub". Tym samym liczba okrętów uderzeniowych zredukowana zostanie o prawie dwie trzecie. Dzięki ograniczonej modernizacji fregata ORP "Gen. K. Pułaski" będzie mogła służyć do 2025 roku. Po tego typu zabiegach ORP "Orzeł" będzie użytkowany do połowy lat dwudziestych XXI wieku, a małe okręty rakietowe typu Orkan do 2030 roku.

Priorytetowe okręty

- Podstawowym dokumentem planistycznym opracowanym w Dowództwie Marynarki Wojennej jest «Program operacyjny - zwalczanie zagrożeń na morzu w latach 2013-2022/2030», w którym we wrześniu 2012 roku określono sposób osiągania przez MW oczekiwanych zdolności operacyjnych poprzez wprowadzanie do niej nowoczesnego sprzętu - twierdzi komandor Krzysztof Marciniak, szef Zarządu Planowania Obronnego i Rozwoju MW - N5.

W owym programie znalazły się wszystkie projekty modernizacyjne, które pojawiły się w "Koncepcji rozwoju Marynarki Wojennej do 2030 roku". Dokument opracowany w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego we współpracy ze specjalistami z Dowództwa MW minister obrony Tomasz Siemoniak zaakceptował w marcu 2012 roku. Na podstawie obu dokumentów Sztab Generalny przygotował "Program modernizacji SZRP w latach 2013-2022" zawierający charakterystykę projektów programu operacyjnego.

Pierwszą nową jednostką będzie patrolowiec ORP "Ślązak", który powstanie na bazie kadłuba korwety wielozadaniowej "Gawron". Ma on wejść do służby w 2016 roku. Szybki okręt, rozwijający prędkość ponad 30 węzłów, będzie mógł wykonywać zadania patrolowe i eskortowe.

- ORP "Ślązak" będzie spełniać również wymogi stawiane jednostkom dowodzenia zespołem okrętów oraz stanowić platformę przenoszenia modułów misji - podkreśla komandor Marciniak.

Pod określeniem "moduły misji" skrywają się mniej lub bardziej rozbudowane systemy specjalnych kontenerów z różnorodnym wyposażeniem, takim jak sonary, systemy przeciwminowe czy moduły socjalne dla dodatkowo zaokrętowanych osób. ORP "Ślązak" początkowo zostanie wyposażony w uzbrojenie artyleryjskie, ale na okręcie o wyporności 2150 ton, jeśli zajdzie taka potrzeba i znajdą się na ten cel pieniądze, będzie można umieścić bardziej zaawansowane systemy, charakterystyczne dla korwety rakietowej.

"Miecznik" to program budowy trzech okrętów obrony wybrzeża (OOW). W grę wchodzą jednostki o wyporności około 2000 ton i długości 100 metrów. Marynarze liczą, że pierwsza trafi do nich już w 2017 roku, a następne dwie w latach 2021 i 2023. Przeznaczony do działań na morzu, ale też ochrony baz, OOW będzie dysponować artylerią i systemami rakietowymi. Przewidziane jest miejsce dla śmigłowca lub rozpoznawczego bezzałogowca, a ponieważ okręt ma działać w pobliżu wybrzeży, będzie to samo lądowisko bez hangaru. Podobnie jak ORP "Ślązak", będzie mógł zabierać "moduły misji".

Marynarka Wojenna zamierza zbudować okręty patrolowe na bazie kadłuba takiego samego typu jak w OOW (ale nie identycznego). Program "Czapla" dotyczy trzech jednostek. W porównaniu z OOW patrolowce będą nieco mniejsze - 1800 ton wyporności i 80 metrów długości. Słabsze będzie ich uzbrojenie - zostaną wyposażone tylko w artylerię lufową i rakiety do obrony bezpośredniej. Pierwszy z nich ma trafić do marynarzy w 2017 roku, drugi w 2020, a trzeci w 2025 roku. W lipcu i sierpniu Inspektorat Uzbrojenia przeprowadzi dialog techniczny z firmami zainteresowanymi udziałem w projektach budowy OOW i patrolowców.

Trzecim niezwykle ważnym projektem jest "Orka". Dotyczy budowy trzech jednostek podwodnych.

- Chcemy, aby nowy okręt miał około 2 tysięcy ton wyporności, co oznacza, że mieściłby się w kategorii jednostek średnich - mówi komandor Marciniak. Okręty będą mieć napęd niezależny od powietrza (Air Independent Propulsion), co wydłuży czas ich przebywania pod wodą do około trzech tygodni. Zostaną wyposażone nie tylko w torpedy, lecz także w pociski rakietowe do zwalczania celów nawodnych i nadbrzeżnych. Pojawiły się opinie, że w ich arsenale powinny się znaleźć również rakiety manewrujące, które można wykorzystać do ataku celów w głębi lądu.

- Pociski manewrujące znacząco wzmocniłyby nasz potencjał odstraszania - stwierdza Andrzej Kiński, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa". - Decyzja w tej sprawie leży w gestii raczej polityków niż wojskowych. Jeśli zdecydowano by się na nie, należałoby to uwzględnić już przy wyborze typu okrętu.

Istnieje techniczna możliwość wystrzeliwania rakiet manewrujących z okrętów konwencjonalnych. Hiszpanie na przykład postanowili uzbroić w tomahawki jednostki typu S-80. Marynarka Wojenna RP nigdy jednak nie przedstawiła swoich wymagań co do pocisków manewrujących. Wojskowi twierdzą, że to broń o charakterze bardziej ofensywnym niż planowane pociski kierowane i jej nosicielem musi być okręt dużo większy od tego, jaki chcemy pozyskać. Zauważają, że Hiszpanie mają duży problem z realizacją projektu S-80, między innymi przez przeszacowanie wyposażenia, co przyniesie drogą przebudowę tych jednostek.

W obszarze zainteresowania są cztery projekty okrętów podwodnych - francuski Scorpène, niemieckie U212A i U214A oraz szwedzki A26. Pierwsza z jednostek miałby być przekazana marynarce w 2018 roku, a kolejne byłyby oddawane w latach 2021-2022. Okręty podwodne są niezbędne naszym siłom morskim, ponieważ Bałtyk jest idealnym miejscem do ich działania. Specyfika tego akwenu sprawia, że choć nie jest głęboki, trudno je wykryć.

Nowi łowcy min

Tradycyjnie ważnym elementem polskiej marynarki były siły przeciwminowe. Niedawno w okręt dowodzenia siłami obrony przeciwminowej przekształcono jednostkę logistyczną ORP "Kontradmirał Xawery Czernicki", jedną z niewielu nowych, które pojawiły się w składzie MW w ostatnim dwudziestoleciu. Macierzystym portem okrętu jest Świnoujście, baza 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Tam też stacjonuje 12 Woliński Dywizjon Trałowców. W jego składzie jest tuzin jednostek typu Gardno (projektu 207P). Te trałowce bazowe weszły do służby w latach 1984-1991.

Wykorzystanie w konstrukcji ich kadłuba i pokładówki laminatu poliestrowo-szklanego sprawiło, że są to okręty mało magnetyczne. W 13 Dywizjonie Trałowców z 3 FO znajdują się cztery najnowsze trałowce bazowe typu Mamry (projektu 207M). Okręty, na których podniesiono banderę w latach 1992-1994, są zmodernizowanymi jednostkami typu Gardno. W Trzynastym jest też najstarszy z serii tych trałowców - ORP "Gopło" (projektu 207DM), który rozpoczął służbę w MW w 1982 roku. Ostatnimi jednostkami dywizjonu są trzy niszczyciele min typu Flaming (projektu 206FM). OORP "Flaming", "Mewa" i "Czajka" zostały zbudowane w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku jako trałowce projektu 206F. W latach 1999-2002 przeszły modernizację i zostały przebudowane na niszczyciele min.

Jednostki te niebawem będą obchodzić pięćdziesięciolecie służby pod polską banderą i są potrzebni ich następcy. Marynarka Wojenna otrzyma zatem, w ramach programu "Kormoran", trzy niszczyciele min o wyporności około 800 ton i długości 60 metrów. Kadłuby tych okrętów zostaną wykonane ze stali amagnetycznej, która jest odporna na uszkodzenia i korozję, ale też wyklucza aktywację zapalników min magnetycznych. Prototypowy Kormoran ma być przekazany marynarce już w 2016 roku. Drugi trafi do niej w 2018 roku, a trzeci cztery lata później.

Do zwalczania min będą mogły służyć również patrolowce zbudowane w ramach programu "Czapla". Okręty te mają zabierać moduł misji między innymi do zwalczania zagrożenia minowego. Prace nad tym modułem trwają (program "Kijanka"). System ten zostanie zbudowany na bazie zdalnie sterowanych pojazdów podwodnych (jest też projekt bezzałogowego pojazdu nawodnego). Nie przewidywano natomiast unowocześnienia trałowców. Pięć z nich zostanie wycofanych ze służby do roku 2022, a reszta przed 2026 rokiem.

Planowane wsparcie

Potrzebni są też następcy 15 pływających jednostek pomocniczych i 30 bazowych środków pływających (kutry, motorówki i barki), ponieważ większość z nich jest dosyć wiekowa. Program modernizacji przewiduje budowę w ramach projektu "Delfin" dwóch okrętów rozpoznawczych (jeden do 2022 roku). Zastąpią one pochodzące z połowy lat siedemdziesiątych XX wieku OORP "Hydrograf" i "Nawigator", które zakończą służbę przed 2017 rokiem. W planach jest też kupno następców równie wiekowych ratowniczych OORP "Piast" i "Lech" oraz jednego okrętu hydrograficznego i stacji demagnetyzacyjnej.

Tych sześć nowych jednostek ma trafić pod polską banderę w latach 2021-2024. Podobnie jak w wypadku OOW i patrolowców, chciano je zbudować na bazie kadłuba tego samego typu. Nie wiadomo jednak, czy tych zamierzeń nie trzeba będzie zrewidować ze względu na różnice w wyporności pomiędzy poszczególnymi jednostkami. Nie przewidziano montowania uzbrojenia na pokładach tych okrętów, ale będą one mogły przenosić moduły misji. W mediach pojawiły się opinie, że dzięki nim patrolowce mogłyby wykonywać zadania hydrograficzne i rozpoznawcze, a zaoszczędzone pieniądze zainwestowano by w dodatkowe okręty uderzeniowe. Według komandora Marciniaka, nie wszystkie zadania hydrograficzne, poszukiwawczo-ratownicze i rozpoznania można jednak wykonywać dzięki modułom misji.

Program "Marlin" jest najbardziej imponującym projektem nowej jednostki pływającej dla polskiej marynarki. Ma powstać okręt wsparcia działań połączonych (Joint Support Ship, JSS).

- Jednostka ta wpisuje się w określone w "Strategicznym przeglądzie bezpieczeństwa narodowego RP" z 2012 roku oczekiwania utrzymania narodowych zdolności w działaniach ekspedycyjnych - mówi komandor Marciniak. - Odpowiada też tendencjom rozwojowym europejskich flot wojennych oraz zadaniom wynikającym z nowej koncepcji działań morskich NATO - dodaje szef N5.

Okręty JSS przewidziane są do transportu kontyngentu Wojsk Lądowych lub Wojsk Specjalnych w rejon narastającego konfliktu. Taka jednostka ma też zapewnić tym siłom wsparcie logistyczne, dowodzenie i zabezpieczenie medyczne (szpital z salami operacyjnymi do przeprowadzania zabiegów chirurgicznych). Może stanowić bezpieczną pływającą bazę lub pełnić funkcję pływającego szpitala. Okręty tej klasy mogą być z powodzeniem wykorzystywane również do niesienia pomocy ofiarom klęsk żywiołowych czy ewakuacji polskich obywateli z zagrożonych rejonów. Jest to o tyle ważne, że Unia Europejska oczekuje od państw członkowskich, żeby były przygotowane do udziału w operacjach humanitarnych.

Marynarze zakładają, że "Marlin" w całości zostanie zbudowany w krajowej stoczni. Bandera Rzeczypospolitej ma załopotać na nim w 2022 roku. Według wstępnych założeń wyporność polskiego JSS wyniesie około 15 tysięcy ton i będzie on przewoził śmigłowce oraz barki desantowe. Taka jednostka jest potrzebna, by MW zachowała zdolności do transportu wojsk, ponieważ ze służby zostaną wycofane okręty transportowo-minowe (choć to jednostki nieporównywalne z "Marlinem").

Innym dużym projektem jest okręt logistyczny "Bałtyk", który zastąpi noszący to imię zbiornikowiec. Nowa jednostka będzie znacznie większa (około 10 tysięcy ton wyporności). Jest ona przewidziana do zaopatrywania zespołów okrętów w morzu i będzie transportowała między innymi paliwo, żywność, amunicję oraz części zamienne.

Realia zamiast marzeń

Program operacyjny został przygotowany na miarę możliwości. Nie jest to jednak szczyt marzeń marynarzy. Nie daje on bowiem szansy wprowadzenia następcy każdego wycofywanego okrętu czy statku powietrznego. W efekcie w 2022 roku MW będzie miała około 25 jednostek pływających, 12-14 samolotów i 12 śmigłowców. W 2030 roku będzie podobna liczba okrętów oraz 10 samolotów i 13 śmigłowców.

Oficerowie w Dowództwie MW podkreślają, że plany zostały dostosowane do obecnych możliwości ekonomicznych Polski, więc musiano zrezygnować na przykład z następców fregat rakietowych typu Oliver Hazard Perry. Marynarze mają jednak nadzieję, że w przyszłości polska bandera załopocze na nowych fregatach.

- Wymagania operacyjne dla nowych okrętów, które mają być pozyskane do 2022 roku, są już przygotowane - podkreśla szef N5.

Na początku tego roku zostały one zredefiniowane. Teraz na podstawie danych z marynarki Inspektorat Uzbrojenia przygotowuje program uzbrojenia. Komandor Marciniak twierdzi, że po analizie możliwości ekonomicznych tak dostosowano liczbę okrętów poszczególnych typów, by możliwe było zachowanie obecnych zdolności operacyjnych i ich utrzymanie w przyszłości, żeby nasza MW mogła wykonywać zadania narodowe i wypełniać zobowiązania sojusznicze. Przyjęty w programie operacyjnym trójkowy system pozyskiwania okrętów ma pozwolić na stałe utrzymanie w gotowości bojowej co najmniej jednej jednostki danego typu. W tym czasie druga przebywa w stoczni, gdzie jest remontowana lub modernizowana, a trzecia odtwarza zdolność bojową. Oczywiście to teoria, która nie zawsze idzie w parze z praktyką.

Kłopot pojawia się, gdy trzeba użyć w tym samym czasie więcej niż jednego okrętu danego typu. Problem ma z tym nie tylko Polska. Inne państwa NATO i Unii Europejskiej radzą sobie w ten sposób, że zacieśniają współpracę - planują wspólną budowę platform czy integrację systemów szkolenia i logistyki. Inną metodą jest większe nasycenie okrętów automatyką. Dzięki temu można zredukować liczbę marynarzy w załogach, ale jednocześnie zwiększyć liczbę załóg. Wymiana ich i rozbudowa jednostek logistycznych pozwala wydłużyć czas przebywania jednostek w rejonie działań i równocześnie uniknąć kosztownych i czasochłonnych ich rotacji.

Program budowy nowych okrętów to szansa dla polskiego przemysłu, i to nie tylko dla stoczni. Doświadczenia z realizacji projektu "Gawron" wykazały, że budowa jednej jednostki danego typu wiąże się z bardzo wysokimi kosztami przygotowania załóg stoczniowych, specjalistycznego oprzyrządowania i innych inwestycji technologicznych. Ceny jednostkowe okrętów zmniejszają się radykalnie, gdy buduje się serię jednostek.

Maksymilian Dura w artykule, który ukazał się na łamach miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa", w jego listopadowym numerze w 2012 roku, wątpi, czy uda się to osiągnąć ze względu na zbyt długie rozciągnięcie w czasie budowy okrętów tego samego typu. Ponadto poszczególne jednostki będą znacząco różniły się wyposażeniem. Autor ostrzega też, że długotrwałe procedury mogą spowodować opóźnienia w realizacji poszczególnych projektów.

W kraju powstaną największa nowa jednostka, okręt logistyczny, oraz niszczyciele min. Ze względu na oddalenie czasowe oraz wziąwszy pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, możliwe jest też zbudowanie nowych okrętów pomocniczych. Oczywiście przedstawiciele stoczni pragnęliby, aby to u nas powstały wszystkie jednostki, ale to jest nierealne.

Jest połowa 2013 roku, co oznacza, że mamy niewiele czasu, aby dotrzymać terminu przekazania MW w 2017 roku pierwszych okrętów obrony wybrzeża i patrolowców Czapla. Byli oficerowie MW ze stowarzyszenia Rady Budowy Okrętów i przedstawiciele Stoczni MW mają nadzieję, że jednostki te zostaną zbudowane w kraju z wykorzystaniem zmodyfikowanego projektu już posiadanego przez stronę polską. Jeśli jednak zostanie wybrany nowy, to realna wydaje się budowa w Polsce dopiero drugiego okrętu z serii. Dzisiaj najmniej prawdopodobna jest realizacja w kraju projektu Orka, ponieważ do tej pory nie zbudowano u nas ani jednego okrętu podwodnego. W wypadku tego projektu sukcesem będzie wynegocjowanie włączenia krajowych firm jako podwykonawców, i to nie tylko do budowy jednostek zamówionych przez naszą Marynarkę Wojenną.

Tadeusz Wróbel

Polska Zbrojna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy