Reklama

Tajemnice ostatniego patrolu "Orła" cz. II

Już w kwietniu 1940 r. załoga "Orła" zauważyła, że przed przejściem ważnych konwojów Niemcy wysyłali w rejon planowanej trasy liczne patrolowce i samoloty. Miały one "akcją wymiatającą" zagwarantować bezpieczeństwo zespołom głównym. Nawet rutynowe bombardowania mogły zatopić okręt lub poważnie go uszkodzić. Tak również mogło się stać na początku czerwca...

Koniecznie przeczytaj pierwszą część historii "Orła"!

Po tygodniu do "Orła" skierowano nowy rozkaz. Radiogram z popołudnia 1 czerwca [Captain (S) 2's 1506/1] nakazywał dowódcy "Orła" opuścić po zachodzie słońca sektor A3 i przejść do sektora A1 (który rozciągał się od 56°30'N do 55°45'N, a granice wschodnią i zachodnią miał takie same jak sektor A3), dokąd okręt powinien dotrzeć około północy. Analizując ówczesną sytuację na Morzu Północnym odkryłem, że ten rozkaz mógł być dla "Orła" i jego załogi fatalny w skutkach.

Reklama

Niemieckie niespodzianki

Angielskie dowództwo nie miało wówczas pojęcia, że Niemcy od czasu inwazji na Norwegię postawili nowe zapory minowe. Oprócz zagród 16a i 16b, na pozycji których ekipa "Imora" poszukiwała wraku "Orła" latem 2008 r., Niemcy postawili na Morzu Północnym jeszcze 7 (!) innych dużych zagród minowych do momentu, gdy nasz okręt podwodny wyruszył na patrol. Nie mieli zresztą wyboru - w bojach o norweskie porty (w starciach z flotą brytyjską i norweską obroną wybrzeża) stracili 3 krążowniki i 10 niszczycieli.

Musieli więc tym sposobem zrównoważyć przewagę liczebną alianckiej floty. W dniach 8-9 kwietnia 1940 r. niemiecki zespół - złożony ze stawiaczy min Cobra i Roland - położył w Skagerraku zagrodę minową o nazwie Minensperren I, stawiacze min Preussen i Königin Luise zaporę Minensperren II. Wspierało je w tych działaniach dodatkowo 7 trałowców. Druga operacja minowa tych samych stawiaczy min miała miejsce nocą z 12/13 kwietnia. Położono zagrody Minensperren III i Minensperren IV.

Zapora Minensperren V została postawiona w Skagerraku przez Cobrę i Rolanda w asyście 5 torpedowców nocą z 24/25 kwietnia. Pięć dni później - nocą z 29/30.IV.1940 r. - cztery stawiacze min (Roland, Cobra, Kaiser, Preussen), w towarzystwie niszczycieli Richard Beitzen, Bruno Heinemann i torpedowców Moewe, Leopard, Wolf i Condor, wyruszyły w rejon na północ od Great Fisherman's Bank w celu postawienia pola minowego nr 17 (złożonego z 482 min typu EMD i 1119 ochraniaczy).

Zderzenie we mgle

W powrotnej drodze Preussen staranował w Skagerraku i zatopił własny torpedowiec Leopard. Kolejna operacja minowa Niemców, w tym samym składzie zespołu stawiaczy min i niszczycieli (dodatkowo z torpedowcem Greif), miała miejsce z 9/10 maja 1940 r. Skierowano wtedy zespół minujący na zachód od Great Fisherman's Bank. Tym razem akcja Niemców spotkała się z przeciwdziałaniem Brytyjczyków - krążownik Birmingham, niszczyciele: Janus, Hyperion, Hereward, Havock, niszczyciele 5. Flotylli: Kelly, Kandahar i Hostile, a także niszczyciele: Fury, Foresight, Mohawk, Bulldog i Gallant - miały szansę przechwycić i zniszczyć niemiecki zespół minujący.

Niemcy zyskali jednak wsparcie własnych ścigaczy: S 30, S 31, S 32, S 33 i S 34. W trakcie walki HMS Kelly otrzymał trafienie torpedą z S 31 i został poważnie uszkodzony o godz. 22.30 na pozycji 56°48'N, 05°09'E (27 zabitych). Został następnie wzięty na hol przez niszczyciel HMS Bulldog. Po północy z obydwoma okrętami po kolei we mgle zderzył się kuter torpedowy S 33 i został przy tym uszkodzony. Operację holowania niszczyciela Kelly do bazy, trwającą aż do 13 maja, osłaniały HMS Kandahar, Fury, Gallant oraz krążowniki HMS Sheffield i HMS Manchester. Niemiecki zespół minujący uszedł bez strat.

Potężne pole minowe

Do tej pory nie poznałem dokładnych pozycji owych siedmiu pól minowych (poza zbadanymi ósmym i dziewiątym polem 16a i 16b), ale informacje z "Chronik des Seekrieges 1939-1945" pozwalają choć w przybliżeniu ustalić, że część tych pól postawiono tak, aby wydłużyć ścianę zagród minowych, łącząc nowe zagrody z postawionym jeszcze w 1939 r. na zachód od Półwyspu Jutlandzkiego, potężnym niemieckim polem minowym o nazwie Westwall. Ciągnęło się ono od wybrzeży niemieckich ku północy, prawie do wysokości półwyspu.

Szkic tych pól znajduje się ww. kronice niemieckiej na dwóch mapkach sytuacyjnych, a bardziej interesujące nas, w związku z "Orłem", pola minowe - na mapce pokazującej operację Weserübung od początku do końca trwania kampanii norweskiej. Na szkicu widać, że zapora z 1939 została wydłużona na tyle, że ciągnie się wyżej ku północnemu zachodowi. Tekst kroniki potwierdza, że zagrody 16a i 16b były ostatnimi, najbardziej wysuniętymi na północ zagrodami, które kończyły przedłużenie zapory Westwall.

Nawet mapy opublikowane w "Odkrywcy" (9/2008) potwierdzają moje przypuszczenia. Zagrodę minową 16a ustawiono w stosunku do ostatniej zagrody 16b skośnie, a zagrody niemieckie, stawiane wcześniej, mogły biec w takiej samej pozycji w kierunku południe, południowy wschód. Na pewno były między nimi korytarze żeglugowe wolne od min, tak jak pomiędzy zagrodą 16a i 16b, ale najbardziej przerażający jest fakt, że wówczas niektóre z zagród Niemców biegłyby przez sektor A1, do którego rozkazem posłano "Orła"!

Wtedy nasz okręt podwodny mógł zatonąć na minach dużo bardziej na południe od rejonów, w których poszukiwała go wyprawa z 2008 r. Szkic z kroniki pokazuje wydłużenie pól w taki sposób, że pola stare i nowe przypominają razem kształtem złamaną literę "I", której górna część jest odchylona w lewo. To wyjątkowo pasuje do ułożenia najbardziej wysuniętego na zachód pola 16a. Tym samym, rejon sektora A1 stałby się w moim przekonaniu trzecim rejonem, który należałoby sprawdzić, poszukując wraku "Orła".

Dokumenty (nadal) ściśle tajne

Założenie swoje opieram na przekonaniu, że Niemcy nie mogli pozostawić tak dużej luki pomiędzy starą zaporą Westwall a zagrodami 16a i 16b, jeśli chcieli zatrzymać wypady pod Norwegię nawodnych sił aliantów i rejsy ich okrętów podwodnych.

Niewykluczone, że wywiad brytyjski po złamaniu szyfru Hydra w 1941 r., poznał położenie wszystkich niemieckich pól minowych na Morzu Północnym, ale do dzisiaj informacje uzyskane dzięki złamaniu Enigmy, m.in. o polach brytyjskich, są w Anglii uważane za tajne, a dostęp do nich jest niezwykle trudny. Z moich doświadczeń wynika, że znacznie prostsza jest to sprawa w przypadku danych niemieckich.

Pilny rozkaz dla "Orła"

Następny rozkaz dla "Orła" skierowano do kpt. Grudzińskiego 2 czerwca. Radiogram z przedpołudnia tego dnia [Captain (S) 2's 1002/2] nakazywał dowódcy "Orła" udać się pospiesznie, o 9.00 rano 3 czerwca, poprzez punkt o współrzędnych 57°00'N, 04°00'E do obszaru wokół pozycji 57°00'N, 06°00'E, w którym okręt miał zluzować HMS Trident. Miał on z kolei miał 2 czerwca wieczorem opuścić sektor i odejść do bazy w Rosyth. Dowódcy "Orła" zalecono też, by na wschód od 05°00'E, który to południk był granicą zasięgu ataków niemieckich samolotów, nie wynurzał okrętu. Okręt mógł dotrzeć do nowej pozycji wieczorem 3 czerwca.

Zamysłem Brytyjczyków było, aby okręt kierując się najpierw ku północy (z niewielkim odchyleniem ku wschodowi), jak najdłużej uniknął wykrycia przez niemieckie okręty nawodne i lotnictwo, zanim nie skieruje się prosto na wschód ku wyznaczonemu ostatniemu sektorowi. Gdyby go osiągnął, znalazłby się o ponad 120 mil na południe od Egersundu. Nie wiadomo, czy mu się to udało, i czy w ogóle odebrał owe rozkazy. To pozostaje w sferze domysłów.

Miał atakować niemiecki konwój?

Należy jednak brać pod uwagę fakt, że mógł dotrzeć do wyznaczonego rozkazami nowego miejsca działań. Przesunięcie "Orła" do sektora w miejsce Tridenta nie było przypadkowe. Wywiad brytyjski mógł się dowiedzieć o planowanym przejściu niemieckich pancerników Scharnhorst i Gneisenau, które miały atakować alianckie konwoje transportowe do Norwegii, w ramach planowanej operacji "Juno". Gdyby "Orzeł" dotarł tam około 4 czerwca, to miałby sporą szansę przechwycić niemiecki zespół adm. Marschalla.

Rozkazy dla "Orła" nakazywały mu pozostawać w tym sektorze do godz. 22.00 dnia 6 czerwca, tymczasem niemiecki zespół znalazł się w jego rejonie w godzinach popołudniowych 5 czerwca. Niemcy osłaniali swoje duże jednostki 4 niszczycielami i wodnosamolotami z powietrza, gdyby naszej jednostce powiódł się atak na jeden z pancerników, wtedy mogłoby nie dojść do zatopienia ani lotniskowca Glorious, ani 2 dzielnych brytyjskich niszczycieli i 3 innych jednostek brytyjskich.

Niemcy w przypadku uszkodzenia jednego ze swoich pancerników na pewno przerwaliby operację. Tak się stało przecież po niebezpiecznym trafieniu torpedą Scharnhorsta przez Acastę w dniu bitwy 8 czerwca. Polski okręt nie otrzymał jednak od losu takiej szansy, możliwe, że zginął już wcześniej, chyba, że jakieś nowe dowody w przyszłości temu zaprzeczą.

Już w kwietniu 1940 r. załoga "Orła" zauważyła, że przed przejściem ważnych konwojów i zespołów okrętów własnych, Niemcy wysyłali w rejony planowanych przejść liczne patrolowce i samoloty, które miały "akcją wymiatającą" zagwarantować bezpieczeństwo zespołom głównym. Nawet rutynowe bombardowania mogły zatopić okręt lub uniemożliwić mu zadanymi uszkodzeniami wynurzenie. Tak również mogło się stać w początku czerwca. Do dzisiaj zagadką pozostaje niemiecka informacja propagandowa o zatopionym okręcie podwodnym wroga w wyniku ataku lotniczego.

Był to najpierw komunikat radiowy datujący zatopienie wrogiego okrętu podwodnego na 29 maja, następnie notka prasowa zamieszczona w miesięczniku morskim "Marine Rundschau". Nie jest jasne, czy dotyczyła ataku na któryś z alianckich okrętów podwodnych w pierwszej połowie maja, czy dopiero w jego końcu. Powojenne badania z 1962 r. nie znalazły potwierdzenia takiego faktu w niemieckich dokumentach. Możliwość, że komunikat wiąże się z "Orłem" też istnieje - w kwietniu i pierwszej połowie maja "Orła" wielokrotnie atakowały współpracujące z okrętami samoloty, rzucając bomby "na peryskop", jak i na wynurzoną jednostkę.

"Orzeł" ofiarą wodnosamolotu?

Wtedy kpt. Grudziński wymykał się z wszystkich opresji, ale szczęście podczas siódmego patrolu mogło go opuścić. Brytyjski adm. Max Horton już w 1940 r. podejrzewał, że polski okręt padł ofiarą ataku niemieckiego wodnosamolotu. Ostatni wyznaczony sektor dla "Orła" też należy kiedyś sprawdzić. Ekipie "Imora" zabrakło już na to czasu i środków, choć planowano zbadać różne meldowane tam wraki. Statek powracając przepłynął tylko środkiem ostatniego sektora wyznaczonego dla "Orła".

Hipoteza mata Feliksa Prządaka z lat 60., że "Orła" zatopił omyłkowo holenderski okręt podwodny okazała się nieprawdziwa. Żaden holenderski okręt nie działał wtedy na Morzu Północnym, a O-13 zaginął na nim dopiero w połowie czerwca 1940 r. jako następny okręt po "Orle" - jego losów także do dzisiaj nie wyjaśniono.

Być może zapędzony w pole minowe

Na Morzu Północnym, prócz powracającego do bazy Tridenta, znajdował się wówczas francuski okręt podwodny Rubis - wyszedł w rejs bojowy tego dnia co "Orzeł" i postawił miny na zachód od Haugesundu w dniu 27 maja. 30 maja Francuzi powrócili do Dundee. Ważniejszą informacją o tym okręcie będzie fakt, postawienia, jeszcze 10 maja, na południe od Egersundu zagrody minowej FD-14 (na pozycji 58°21'N, 06°01'E). Jeszcze bliżej "Orła", na wschód od jego sektora, znajdowała się zagroda FD-1 postawiona 4.IV.1940 r. przez HMS Narwal (57°37'N, 06°35'E). Pamiętając, że sektor wyznaczony dla "Orła" znajdował się o 120 mil południe od Egersundu, z centrum sektora w pozycji 57°00'N, 06°00'E, można tylko mieć nadzieję, że działania przeciw podwodne Niemców nie wpędziły wytrwałym i długim pościgiem naszego okrętu na te zagrody.

Tajemniczy zapis w dzienniku pokładowym

Na Morze Północne, cztery dni po "Orle", wypłynął z Rosyth brytyjski okręt podwodny HMS Taku. Przy wyspie May okręt obrał kurs południowo-wschodni, a następnie skierował się niemal prostopadle w stronę zachodniej krawędzi rejonu A3 (południowej jego części), do którego wszedł w godzinach rannych 28 maja. Od czterech dni na północ od niego operował nasz "Orzeł".

Dowódcą HMS Taku był Lt. Cdr. Voltelin James Howard Van der Byl. Miał więc podobne do "holenderskiego" nazwisko, ale nie ma wystarczających dowodów na to, że atakował jakiś cel, a trudno byłoby to ukryć ze względu na mniejszą liczbę torped, z jaką by powrócił, gdyby do tego doszło. Właśnie w dzienniku okrętowym Taku, w dniu wejścia do rejonu A3, występuje podejrzany zapis: "Obranie celu: 134. Przechwycony 7.5' z przodu".

Zapis pozostał niedokończony i sugeruje, ze Brytyjczyk "coś" przez jakiś czas ścigał, ale nie ma dalej w zapiskach dziennika należytego wyjaśnienia - co to było, i czy ostatecznie nie okazało się fałszywym alarmem. Zapiski z 1 czerwca dokonane w dzienniku HMS Taku dają dowód na to, że jakiś gwałtowny atak miał miejsce podczas ostatniego patrolu "Orła" - mniej więcej w rejonie jego działań: "Sobota 1 czerwca była natomiast zgoła odmienna. Krótko po północy >Taku< omal nie uderzył w metrowej wysokości czarną, stożkowego kształtu boję z doczepioną białą opaską. Przez noc panowała wokół cisza, przerwana nagle w godzinach rannych odgłosami większej liczby wybuchów - prawdopodobnie bomb, w pewnej odległości od HMS >Taku<. Po zmroku ponownie zarejestrowano serię wybuchów. Okręt wynurzył się na godzinę przed północą. Powierzchnia morza była gładka jak lustro. Niebo zachmurzone. Widoczność od 1 do 3 mil".

Brytyjczycy coś słyszeli

Odgłosy odległych wybuchów usłyszano ponownie w niedzielę w godzinach popołudniowych. HMS Taku zakończył patrol 12 czerwca dojściem do swej bazy w Rosyth. Lt. Cdr. Van der Byl w dzienniku pod datą 1, jak również 2 czerwca nie podał kierunku, z którego pochodziły serie wybuchów. Oficjalna odpowiedź na "brak kierunku" znajduje się w raporcie z patrolu Taku, w którym zawarty jest też komentarz admirała Maksa Hortona dotyczący wydarzeń z 1 czerwca. W punkcie 3. czytamy: "(...) Zarejestrowane eksplozje 1 czerwca mogą mieć związek z utratą Polskiego Okrętu Podwodnego ORP >Orzeł<, który był na patrolu w północnej części tego samego rejonu". Zapiski potwierdzają, że w jakiejś odległości od brytyjskiego okrętu trwało "polowanie" okrętów nawodnych i może samolotów na jakiś cel (może na "Orła"?), natomiast historycy do dzisiaj uparcie twierdzą, że nie potwierdzają tego żadne zgromadzone źródła. A może nie wszystkie ocalały? Poszły na dno wraz z okrętami?

Wezwania pozostawione bez odpowiedzi

Atak wrogich jednostek na "Orła" rankiem 1 czerwca mógł nastąpić jeszcze w północnej części A3 (gdzie zgodnie z rozkazami powinien się wtedy znajdować), przed jego przejściem do sektora A1. Gdyby nasz okręt zgubił prześladowców i próbował przejść do sektora A1 po odebraniu rozkazu, to zgodnie z nim miał to zrobić po zmroku, a wtedy właśnie na Taku odnotowano drugą serię wybuchów.

"Orzeł" mógł wówczas ponownie zostać "przyłapany" przez wroga, albo seria usłyszanych wybuchów mogła oznaczać jego ostatnie chwile po wejściu na minę, gdyby znalazł się już bliżej sektora A1, gdzie podejrzewam, też były wrogie zagrody. Radiogram z 5 czerwca [Captain (S) 2's 1603/5] nakazywał dowódcy "Orła" zakończyć patrolowanie w dniu 6 czerwca o 22.00 i w położeniu nawodnym powrócić do Rosyth, gdzie okrętu oczekiwano rankiem 8 czerwca. "Orzeł" nie pojawił się w bazie w wyznaczonym terminie, wobec czego, 8 czerwca w radiogramie nadanym o 12.12, polecono dowódcy "Orła" podać pozycję. Wezwanie pozostało bez odpowiedzi. 10 czerwca "Orzeł" został oficjalnie uznany przez Admiralicję Brytyjską za zaginiony. W dwa dni później wiadomość o stracie okrętu ogłosiło publicznie również polskie Kierownictwo PMW.

Czy odnajdziemy kiedyś "Orła"?

Wszystkie hipotezy na temat działań "Orła" opierają się na założeniu, że radiostacja okrętu mogła rozkazy odbierać, i że faktycznie to czyniła. Jej awaria w trakcie działań tego patrolu sprawiłaby, że okręt przemieszczałby się po morzu kierowany rozkazami swego dowódcy, a nie rozkazami z bazy, których na okręcie nie poznano. Nie muszę dodawać, że dla poszukujących wraku okrętu byłaby to jedna wielka komplikacja, bo wojenne kursy okrętu byłyby wtedy zupełnie inne.

Naświetlona czytelnikom liczba możliwych scenariuszy utraty okrętu i problemów ludzi poszukujących go może zaskakiwać, ale taka jest niestety prawda.

Tadeusz Kasperski

Odkrywca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy