Wyniki badań amerykańskich geofizyków opublikowane na łamach czasopisma naukowego Nature Geoscience przedstawiają hipotezę tłumaczącą obecność stref o ultraniskiej prędkości rozchodzenia się fal na granicy płaszcza Ziemi i jądra zewnętrznego.
Zdaniem badaczy wspomniane strefy są chemicznymi pozostałościami po pierwotnej Ziemi sprzed miliardów lat. Porównali oni je do "grudek mąki na dnie miski z ugniecionym ciastem", czyli elementów, które nie zdołały zmieszać się z pozostałą resztą materiału.
Wnętrze Ziemi składa się wielu warstw. Najwyżej znajduje się skorupa ziemska, pod nią do głębokości 2900 kilometrów rozpościera się płaszcz ziemski, a dalej jądro zewnętrzne o płynnej strukturze oraz jądro wewnętrzne już mające stałą formę.
Naukowcy zbadali za pomocą fal sejsmicznych, gdzie dokładnie znajdują się strefy o ultraniskiej prędkości oraz jaką mają strukturę. Okazuje się, że pomiędzy płaszczem ziemskim a jądrem zewnętrznym fale sejsmiczne generowane z powierzchni Ziemi spowalniały aż o połowę, a gęstość tych obszarów wzrastała o jedną trzecią.
Początkowo badacze sądzili, że "tajemnicze strefy" są po prostu źródłem magmy dla "hot spotów", czyli obszarów o dużej aktywności wulkanicznej niezwiązanej z ruchem płyt tektonicznych. Kiedy okazało się, że w tych strefach występuje uwarstwienie, zasugerowali, że być może są one pozostałościami po procesach zachodzących w Ziemi w inicjalnym stanie.
Aby wyniki badań były wiarygodne, geofizycy generowali fale sejsmiczne na Morzu Koralowym pomiędzy Australią i Nową Kaledonią. Jest to idealna lokalizacja ze względu na obfitość trzęsień ziemi na tym obszarze, które zapewniają wysokiej rozdzielczości sejsmiczny obraz granicy pomiędzy płaszczem a jądrem Ziemi.










