Reklama

Trzy polskie wynalazki, dzięki którym Hitler przegrał wojnę. Nie znasz żadnego z nich!

Peryskop odwracalny, wykrywacz min i wyrzutnik bombowy. Trzy zupełnie nieznane i genialne wynalazki Polaków, które pozwoliły pokonać hitlerowskie Niemcy.

Wojna to taki dziwny czas, kiedy decydującą rolę w osiągnięciu zwycięstwa odgrywają wynalazki i rozwój broni. Mało osób wie, że w czasie Drugiej Wojny Światowej to polscy inżynierowie swoimi genialnymi pomysłami przyczynili się do pokonania faszystowskich Niemiec. Oczywiście wszyscy pamiętają o słynnej Enigmie i złamaniu niemieckiego szyfrowania depesz przez grupę polskich matematyków z biura szyfrów Sztabu Głównego Wojska Polskiego (m.in. Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego). To było rzeczywiście wielkie i niewątpliwie mogło przesądzić o losach wojny, ale przecież istnieli inni genialni polscy inżynierowie, o których dziś mało kto pamięta. Ich wynalazki okazały się kluczowe do pokonania Niemiec. Poznajmy trzy z nich.

Reklama

Wyrzutnik bombowy Władysława Świąteckiego

Podczas bombardowania z powietrza bardzo ważne jest to, w jaki sposób bomby opuszczają samolot. Kiedy czytamy o tym, jak alianckie samoloty równały z ziemią niemieckie miasta, nie przypuszczamy nawet, że każda bomba opuszczała pokład za pomocą polskiego wynalazku - wyrzutnika bombowego.
Jego konstruktorem był Władysław Świątecki, który ukończył w Rosji słynny Cesarski Petersburski Instytut Politechniczny. Po powrocie do kraju już  wstąpił do oddziału lotniczego I Korpusu Polskiego, gdzie dał się poznać jako znakomity pilot ósmej eskadry wywiadowczej. Za bohaterstwo został odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy oraz Krzyżem Walecznych. Po wojnie studiował w paryskiej Ecole Superieure de’l Aeronautique, którą ukończył w 1922 r. 

Swoją karierę rozpoczął w Zakładach Mechanicznych E. Plage i T. Laśkiewicz w Lublinie. To właśnie tam w 1923 roku stworzył pierwszy wyrzutnik bombowy dla licencyjnych samolotów Ansaldo A-300 opatentowany w Polsce i USA. Jego wyrzutniki były uniwersalne, proste w konstrukcji, niezawodne i dość tanie w produkcji. Miały też fenomenalną cechę - pasowały do różnych wymiarów bomb

W 1930 r. inż. Świątecki założył własną firmę w Lublinie pod nazwą Wytwórnia wyrzutników do bomb inż. Władysław Świątecki. Cały czas udoskonalał konstrukcję wyrzutników, które były kupowane przez kolejne armie świata. Jego firma eksportowała je m.in. do Turcji, Bułgarii czy Jugosławii. 
Licencje na ich wytwarzanie kupiła rumuńska firma I.A.R., francuska Garda oraz włoska Caproni. Tuż przed wybuchem wojny wyrzutnikami Świąteckiego zainteresowali się Anglicy. Po 1939 roku zaproponowali mu, aby uciekł z okupowanej Polski na Wyspy Brytyjskie i tam dalej doskonalił swój genialny wynalazek.

W 1940 roku inż. Świątecki opracował nowatorski wyrzutnik elektro-magnetyczny do bomb o masie 4000 funtów. Brytyjczycy rozpoczęli masową produkcję wyrzutników Polaka, które były instalowane w bombowcach. Do końca wojny wyprodukowano 165 tysięcy sztuk wynalazku Polaka. Inżynier Świątecki nie doczekał końca wojny. Po ciężkiej chorobie zmarł w Edynburgu ze świadomością, że w pewien sposób ma swój udział w każdej bombie, która spadała na Niemcy z samolotów aliantów.

Peryskop odwracalny Rudolfa Gundlacha

II Wojna Światowa to był czas, kiedy ścierały się ze sobą wojska pancerne, w tym oczywiście czołgi. Wszyscy wiemy, jak ważna jest dobra widoczność z wnętrza czołgu, która pozwala kontrolować pole walki. I tu przełomowym okazał się wynalazek polskiego inżyniera Rudolfa Gundlacha, który opracował tzw. peryskop odwracalny. To bardzo prosta i niezawodna konstrukcja, która pozwalała załodze pojazdu pancernego na obserwację pola walki w promieniu 360° bez konieczności odwracania głowy. Miało to ogromne znaczenie, gdyż miejsca w pojazdach było bardzo mało.

Przed wybuchem wojny peryskop Gundlacha zainstalowano w polskich czołgach TK-S i 7TP. Wynalazek został opatentowany 3 stycznia 1936 roku. W okresie II wojny światowej w niezmienionej wersji trafił do czołgów brytyjskich i był wytwarzany przez firmę Vickers-Armstrong. To właśnie dzieło Polaka wpłynęło na powstanie peryskopów dla słynnych, amerykańskich czołgów M4 Sherman. To znaczy, że każdy czołg Trzeciej Rzeszy przed trafieniem był dostrzeżony za pomocą dzieła polskiego inżyniera. 

Ta historia ma bardzo ciekawy wątek. Inżynier Gundlach po kampanii wrześniowej w roku 1939 przedostał się do Francji. Po wojnie wytoczył proces firmom, które produkowały jego peryskop na podstawie jego patentu i ten proces wygrał. W 1947 roku sprzedał swój patent i uzyskał dzięki temu małą fortunę. Z uzyskanych z patentu pieniędzy kupił fermę we Francji pod Paryżem, gdzie pozostał do końca życia.

Wykrywacz min Józefa Kosackiego

To kolejny niedoceniony polski wynalazek, który odegrał w czasie II Wojny Światowej ogromną rolę. Jego autorem był inżynier Józef Stanisław Kosacki, absolwent Wydziału Elektrycznego na Politechnice Warszawskiej, który ukończył w 1933 roku. Po studiach trafił do batalionu elektrotechnicznego w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie uzyskał stopień podporucznika rezerwy. Następnie podjął pracę w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym.

Kiedy wybuchła wojna udało mu się przedostać do Wielkiej Brytanii, gdzie został skierowany do Centrum Wyszkolenia Łączności w szkockim mieście Dundee. Tam był świadkiem tragicznego wydarzenia - polscy żołnierze stracili życie po wybuchu miny na  własnym przeciwdesantowym polu minowym. Inżynier Kosacki postanowił stworzyć wykrywacz min, który pozwoli uniknąć takich tragedii. Natychmiast zaczął pracować nad urządzeniem, które w przyszłości ocaliło życie tysiącom alianckich żołnierzy. Konstruowanie prototypu zajęło mu trzy miesiące. Była to bardzo prosta, ale genialna konstrukcja. Kiedy w połowie 1941 roku Anglicy ogłosili konkurs na wykrywacz min nasz rodak wygrał go w cuglach. Jego wykrywacz zaczął być produkowany na masową skalę pod nazwą Polish Mine Detector Mark 1.

Jego fantastyczne urządzenie miało debiut podczas drugiej bitwy pod El-Alamein, na przełomie października i listopada 1942 roku. Dzięki 500-set polskim wykrywaczom Józefa Kosackiego usunięto ponad 40 tysięcy min niemieckich. Umożliwiło to obejście pozycji niemiecko-włoskich, co ostatecznie zadecydowało o zwycięstwie aliantów. Jego wynalazek stał się w czasie wojny praktycznie żelaznym wyposażeniem każdej jednostki. Do końca wojny wyprodukowano ponad 80 tysięcy sztuk wykrywaczy autorstwa Kosackiego.

Był to wyjątkowy człowiek, o czym świadczyć może to, co zrobił ze swoim patentem. Swój wykrywacz min uznał za swój udział w wojnie z Hitlerem i zrzekł się do niego praw, tłumacząc, że jest to jego "wkład w zwycięstwo ze złem". Dzięki temu zmodyfikowane wersje jego wykrywacza można do dziś znaleźć na całym świecie. Wiele krajów produkowało je do połowy lat 90.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy