Reklama

Panoptykon: Humanitarne więzienia, które zmieniły się w koszmar

Czyste, bezpieczne i nowoczesne. Takie więzienia miały zastąpić brutalne, brudne i śmiertelnie niebezpieczne zakłady karne, jakie stawiano jeszcze u progu epoki przemysłowej. Ale rzeczywistość zdecydowanie odbiegała od planów. Na tyle, że dziś “panoptykon" stał się symbolem bezlitosnego, wszechwiedzącego państwa.

Skrzydło F zakładu karnego Stateville, położone o godzinę jazdy od Chicago, nie miało dobrej sławy. Mieszczące 348 osób więzienie o zaostrzonym rygorze było porównywane przez więźniów do większej wersji Thunderdome z trzeciej części Mad Maxa. 

Nie chodziło tylko o fakt, że sami podopieczni zakładu mogli nieco przypominać barbarzyńców z postapokaliptycznych pustkowi. Chodziło o sam projekt więzienia. Okrągła hala o celach rozmieszczonych wzdłuż ścian z centralną wieżą obserwacyjną stosowała się do zasad budowy więzień opracowanych jeszcze w XVII w. Była tzw. panoptykonem. 

Reklama

"Warunki życia i pracy w tej źle pomyślanej strukturze są niehigieniczne, nieludzkie i poniżające zarówno dla więźniów, jak i personelu. Zbudowany w 1922 r. panoptykon jest projektem powszechnie uważanym za surowy, chaotyczny i nieefektywny" pisali przedstawiciele Stowarzyszenia Johna Howarda, organizacji zajmującej się reformą wymiaru sprawiedliwości. “Archaiczny projekt tworzy środowisko fizyczne, które jest szkodliwe dla zdrowia fizycznego i psychicznego więźniów i środowisko operacyjnie niebezpieczne dla personelu więziennego. W ponurych warunkach wewnątrz panuje uporczywy, nieznośny poziom hałasu; ekstremalne temperatury i słaba wentylacja". Władze stanu Illinois zgodziły się z tą opinią. Panoptykon zamknięto w 2016 r. 

Więzienne piekło

Miało być zupełnie inaczej. Panoptykon był rezultatem walki o prawa więźniów, o stworzenie warunków, w których mogą odbywać kary w humanitarnych warunkach, które dawałyby nadzieję na ich rehabilitację. 

Twórcą idei panoptykonu był angielski filozof Jeremy Bentham. Nie był fanem wszechogarniającej, państwowej kontroli. Przeciwnie. Był uważany za radykała, wzywającego do zrównania praw kobiet, gejów, zniesienie niewolnictwa, kary śmierci i kar cielesnych dla dzieci. 

Panoptykon, który bierze swoją nazwę od mitycznego olbrzyma Panoptesa, którego 100 oczu pozwalało mu obserwować otoczenie nawet podczas snu, był jednym z jego ulubionych projektów. Dopracowywał go przez kilkanaście lat i wielokrotnie próbował nakłonić brytyjskie władze do postawienia nowych więzień według jego nowego, radykalnego projektu. 

Bo reforma była bardzo pilnie potrzebna. Osiemnasto- i dziewiętnastowieczne więzienia wyglądały wciąż jak średniowieczne lochy. Kobiety, mężczyźni, dzieci, zatwardziali mordercy i przypadkowi dłużnicy wszyscy lądowali w tych samych mrocznych budynkach, w których panowały warunki tak przerażające, że w latach 1773-1774 w brytyjskich zakładach karnych więcej osób zmarło na tyfus, niż trafiło na szubienicę. Zakażenia nie ograniczały się zresztą do więziennych murów. W 1750 r. w centralnym londyńskim sądzie kryminalnym zwanym jako “Old Bailey" obecni zauważyli szczególnie "intensywny zapach". Tydzień później dwóch sędziów, prawnik, kilku członków ławy przysięgłych i ponad czterdziestu innych dostało wysokiej gorączki i zmarło. 

Humanitarnie i nowocześnie

Dlatego właśnie ludzie tacy, jak Bentham postanowili zrobić coś z drakońskimi i nieludzkimi więzieniami. “Jego" więzienie miało być czyste, higieniczne, suche i ogrzewane. Więźniami mieli opiekować się lekarze z zakładowego szpitala, cały obiekt miał mieć ogrzewanie, wentylację, wychodki i bieżącą wodę w każdej celi. Więźniowie mieli też dostawać ciepłe posiłki z centralnej kuchni. Więźniowie mieli zajmować się użyteczną pracą i nabywać umiejętności, które miały pozwolić im znaleźć zajęcie po wyjściu na wolność. Mieli być podzieleni na klasy według wieku, płci oraz rodzaju i wagi wykroczeń. Odrębne klasy miały być zamknięte w różnych blokach tego samego więzienia lub osobnych zakładach. W skrócie - więzienia miały być jednymi z najnowocześniejszych budynków swoich czasów, zaplanowanymi z naukową precyzją. 

Dotyczyło to także kwestii bezpieczeństwa i kontroli nad osadzonymi. Opracowany przez niego panoptykon miał być zaprojektowany tak, by minimalny zespół strażników był w stanie stale nadzorować zachowania setek więźniów. 

W tym celu cały obiekt był zaprojektowany na planie koła. Przypominał ogromną beczkę albo rzymskie Koloseum - ale miejsca obserwujących i obserwowanych były zamienione. Więźniowie mieli przebywać w celach położonych wzdłuż ścian budynku, na wielu poziomach. Cele - jasne i stosunkowo przestronne - miały mieć szerokie, otwarte wejścia zabezpieczone kratami skierowane do centrum budynku. 

Na środku miała znajdować się konstrukcja, najczęściej przypominająca wieżę, w której pracowali strażnicy. Dla Benthama niezwykle ważne było to, by więźniowie w celach byli doskonale widoczni - stąd duże okna dostarczające światła - ale sami strażnicy przebywający w centralnej części obiektu pozostawali ukryci. Dzięki temu przestępcy nigdy nie wiedzieliby, kiedy są obserwowani. Musieliby zakładać, że ktoś patrzy na ich każdy ruch. Wyobrażał sobie, że ten efekt można osiągnąć przez odpowiednie oświetlenie, albo przez obłożenie centralnej wieży weneckimi lustrami. Chodziło o to, by więźniowie, przekonani o tym, że mogą być obserwowani w każdej chwili, w efekcie obserwowali sami siebie i stawali się swoimi własnymi nadzorcami. Pomysł Benthama został przetworzony na twardy, architektoniczny projekt w 1791 r. przez architekta Willeya Reveleya. Ten konkretny projekt jednak nie doczekał się realizacji. 

Brzydka rzeczywistość

Zamiast zbudować Benthamowski panoptykon, brytyjski rząd zdecydował się na jego zmodyfikowaną wersję. Więzienie Pentonville, zbudowane w latach 40. XIX w., zbudowano na podstawie projektu, który wykorzystywał niektóre pomysły filozofa, ale zdecydowanie je przekształcał. W nowym więzieniu, jak w panoptykonie, personel więzienia pracował w znajdującej się w centrum “wieży", ale zamiast okrągłego, przypominającego cysternę budynku, więzienie miało kształt połowy rozgwiazdy, z korytarzami rozchodzącymi się promieniście z centralnego punktu. Więzienie było znane ze ścisłej dyscypliny - więźniowie nie mogli ze sobą rozmawiać, a podczas wspólnych ćwiczeń nosili maski z brązowego materiału. 

Ostatecznie jednak benthamowski panoptykon znalazł zastosowanie, choć więzienia tego typu nigdy nie stały się powszechne. Oprócz wspomnianego Stateville, klasycznymi panoptykonami były także Twin Towers Jail w Los Angeles, a także kilka więzień w Holandii, Francji i na Kubie. 

Stało się tak, bo mimo najlepszych intencji autora, panoptykon tworzył niemal tyle problemów, ile rozwiązywał. Bentham pierwotnie zakładał, że wszyscy osadzeni w panoptykonie będą mieszkać w pojedynczych celach, co miało zapobiegać przemocy, rozwiązłości i sprzyjać cichemu rozważaniu własnych grzechów przez osadzonych. Ale szybko okazało się, że taki sposób przetrzymywania więźniów jest faktycznie rodzajem tortury. 

Dużo poważniejszym problemem okazał się sam kształt panoptykonu. Ze swojej natury, takie więzienia musiały być ogromne, ale wielka, pusta przestrzeń w ich środku, pozwalająca na niezakłóconą obserwację więźniów sprawiała, że większość ich objętości była zmarnowana. Problemem było także to, że stosunkowo niewielki zespół strażników znajdował się w samym centrum, był więc otoczony przez więźniów. W razie buntu, gdyby więźniowie zdołali opanować jedno z zaledwie dwóch wejść  - strażnicy nie mieli wielkich szans na ucieczkę. Strażnicy ze swojej centralnej pozycji nie widzieli też, co dzieje się na zewnątrz, co mogło ułatwiać ucieczkę więźniów. 

Panoptykon XXI w.

Ostatecznie jednak projekt Benthama zyskał ogromne znaczenie, choć nie na sposób, o którym myślał filozof. W latach 70. XX w. inny filozof, Michele Foucault, wykorzystał panoptykon jako symbol permanentnej inwigilacji we współczesnym społeczeństwie. Dzisiejsze panoptykony - i te więzienne i te bardziej metaforyczne - nie muszą przybierać wymyślnych kształtów. Permanentną obserwację zapewniają kamery, czujniki i skomputeryzowane systemy. Bez względu na to, czy jesteśmy więźniami, czy nie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy