Reklama

Rum i tytoń dobre na wszystkie choroby

Olbrzymie robaki wychodzące z przełyku młodej kobiety, ataki rozwścieczonych morsów czy uderzenia pioruna... to nie scenariusz taniego filmu, lecz najprawdziwsza prawda! Te wszystkie niesamowite historie opisali w dziennikach lekarze okrętowi.

Życie dziewiętnastowiecznych marynarzy pływających na okrętach po morzach i ocenach było niezwykle barwne. Ale też i szalenie ciężkie oraz niebezpieczne. O znojach morskiej służby nikt nie wie tyle, ile Brytyjczycy, których potężna armada panowała wówczas na (prawie) wszystkich akwenach.

Rum dobry na wszystko

Brytyjskie Archiwum Narodowe odtajniło niedawno ponad tysiąc dzienników lekarzy okrętowych Royal Navy. Wynika z nich niezbicie, że medycy musieli radzić sobie z dużo bardziej skomplikowanymi przypadkami... niż spitymi do nieprzytomności marynarzami. Zresztą lekarze sami sobie byli trochę winni, bo rum był zalecany przez nich jako lekarstwo dobre na wszystkie przypadłości.

Jednakże najbardziej nieprawdopodobną historią opisaną w jednym z takich odtajnionych dzienników jest przypadek niejakiej Ellen McCarthy. Ta dwunastolatka znalazła się na pokładzie jednostki płynącej w 1825 roku z Irlandii do Kanady. W trakcie rejsu dziewczynka zaczęła się uskarżać na bóle brzucha i zaparcia. Miała bardzo szybkie tętno i olbrzymie pragnienie. Niedługo później zwymiotowała ona ponad dwumetrowego "robaka". Kilka chwil później wyszły z niej kolejne dwa. Lekarz okrętowy nie zanotował jednak w swoim dzienniku cóż to były za "robaki".

Reklama

Porażeni piorunem i zaatakowani przez morsy

W innych dziennikach zanotowano, jak trzej marynarze ze statku "Arab" płynącego w latach 1799-80 do Indii zostało porażonych piorunem podczas rejsu. Mężczyźni ci zmarli na skutek odniesionych obrażeń.

Jeszcze dziwniejszą przygodę przeżyli marynarze na pokładzie okrętu wysłanego w 1824 r. z misją badawczą do Arktyki. Jednostka została bowiem zaatakowana przez stado morsów. Dopiero po dłuższej chwili załoga zabiła bagnetami rozwścieczone zwierzęta.

Broń skuteczniejsza od miecza

W dziennikach znajdują się również opisy ugryzień marynarzy przez skorpiony oraz tarantule. W każdym przypadku lekarz zalecił leczenie rumem, który miał być skuteczny jeżeli poda się go odpowiednio szybko po ukąszeniu.

Oprócz zbawiennych, a zwłaszcza przeciwbólowych, właściwości rumu w lekarskich dziennikach znalazły się również informacje o druzgocących skutkach przyjmowania tego "lekarstwa". Jeden z medyków zanotował, że "rum zabił więcej marynarzy niż miecz".

Bardzo alternatywne metody leczenia

Oprócz rumu marynarzy starano się leczyć również dymem tytoniowym. Taką nowatorską metodę leczenia zastosowano w przypadku mężczyzny, który wypadł za burtę "Princess Royal" podczas rejsu przez kanał La Manche w 1801 r. Marynarz najprawdopodobniej był już martwy nim wyciągnięto go z wody.

Mimo to przez prawię godzinę do jego płuc wtłaczano dym. Z dziennika wynika, że zabiegi... pomogły, bo u mężczyzny wyczuwano puls. Lekarz z dumą obwieścił sukces. Dowodem skuteczności terapii miał być ponadto fakt, że mężczyznę hospitalizowano następnie z powodu zapalenia płuc. Tak przynajmniej zapisano w innym dzienniku.

nie tylko marynarze cierpieli na skutek rozmaitych morskich zagrożeń. Lekarz Godfrey Goodman, służący na okręcie "Dido", zapisał w swym dzienniku, że to właśnie marynarze z tej jednostki są odpowiedzialni za wywołanie epidemii odry na Fidżi. Zabiła ona prawie połowę mieszkańców wyspy.

MW na podst. AFP

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: lekarze | lekarz | choroby | tytoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy