Reklama

Sieć pełna podróbek

Postanowiłeś uniknąć przedświątecznej gehenny w sklepach i kupić prezenty w internecie? Cieszysz się jak dziecko, bo w sieci nie dość, że taniej i większy wybór, to jeszcze z domu nie trzeba wychodzić? Lepiej uważaj, bo co piąty produkt sprzedawany w internecie jest podróbką!

"Piękna i ekskluzywna torebka firmy Louis Vuitton, 100 proc. oryginał..." - czytasz opis jednej z wielu internetowych aukcji w serwisie Allegro. Beżowa skóra, złote nici, charakterystycznie nałożone na siebie litery "L" i "V", cztery rodzaje kwiatków, no i jeszcze ta cena - 800 zł. "Żona na pewno ucieszy się z takiego ekskluzywnego prezentu. Kupuję" - myślisz. Jeśli to byłeś ty, najnormalniej w świecie dałeś się zrobić w konia. Kupiłeś podróbkę. Nie ty jeden.

Okazja czyni frajera

Louis Vuitton jest najczęściej podrabianą marką w historii. Tylko 1 proc. wszystkich ubrań, torebek, walizek i skórzanych akcesoriów opatrzonych znakiem "LV" został rzeczywiście wyprodukowany przez tę firmę! Podrabiają ją wszyscy, bo to wyznacznik społecznej pozycji. Pozycji wartej tyle, by rzeczywiście wydać na torebkę 800, ale dolarów (około 2,8 tys. zł).

Reklama

"Golas Vuitton", jak z przekąsem nazywa się podrabiany produkt słynnej francuskiej firmy, odwołując się do stanu portfela jej kupca, jest najbardziej wyrazistym, ale niejedynym przykładem prężnie działającego podróbkowego biznesu.

- Podrabia się dokładnie wszystko. Począwszy od papierosów, skarpetek, majtek, podkoszulków, butów, telefonów komórkowych, komputerów, lamp, butli z gazem, na częściach samochodowych czy lekarstwach kończąc - wylicza Krzysztof Marszałek, koordynator ds. ochrony praw własności intelektualnej w Izbie Celnej w Krakowie.

Pół biedy, kiedy podrabianą rzecz kupujemy świadomie i świetnie zdajemy sobie sprawę z tego, że płacimy za towar udający produkt znanej marki. Ponad połowa Polaków - jak wykazały badania CBOS - nie jest jednak w stanie określić, czy kupowany przez nich produkt jest rzeczą oryginalną, czy też nie.

- Okazja czyni frajera - mówi wprost sprzedawca perfum w serwisie Allegro, któremu - jak zdradza - zdarza się "upychać ludziom marnej jakości fałszywki". Często za cenę niewiele niższą od tej w perfumerii.

Podróbki za prawie trzy miliardy zł

"Okazji" jest doprawdy sporo i wcale nie dotyczą tylko perfum. Ile dokładnie? Liczmy: 24 tys. par podrobionych adidasów o wartości rynkowej ponad 3,5 mln zł, 35 tys. fałszywych wkładów do maszynek do golenia Gilette i 15 tys. końcówek do elektrycznych szczoteczek do zębów Oral B, łącznie wartych pół miliona zł... To tylko trzy przykłady z dziesiątek tysięcy zarekwirowanych w ostatnich miesiącach przez celników podrabianych przedmiotów.

W ciągu pierwszy trzech kwartałów 2011 r. funkcjonariusze polskiej Służby Celnej skonfiskowali w sumie prawie 4,8 mln towarów naruszających przepisy prawa własności intelektualnej, czyli zarówno produktów podrobionych, jak i pirackich. Zgodnie z obowiązującymi zapisami rozporządzenia Rady Unii Europejskiej nr 1383/03 z 2003 r., te pierwsze to produkty, na których bez zezwolenia umieszczono zarejestrowany znak towarowy. Popularne "piraty" to kopie produktów wykonane bez zgody posiadającego do nich prawa.

Od lat absolutnym liderem statystyk podrabianych produktów są papierosy. Tylko w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku funkcjonariusze Służby Celnej skonfiskowali ich ponad 3,6 mln sztuk. Na kolejnych pozycjach znalazły się: obuwie (ponad 161 tys.), odzież (prawie 120 tys.) i kosmetyki (ponad 100 tys.). Te trzy ostatnie kategorii są także w czołówce, jeśli chodzi o wartość zatrzymanego towaru - wyceniono je na odpowiednio: 30,5 mln zł, 27,5 mln i 17 mln zł.

Wartość wszystkich zatrzymanych w ciągu pierwszych trzech kwartałów tego roku podrabianych produktów oszacowano na ponad 100 mln zł. Celnicy spodziewają się, że w ujęciu ogólnorocznym całkowita liczba i wartość skonfiskowanych w 2011 r. towarów będzie wyższa niż roku ubiegłym.

Ponad 3,6 mln sztuk produktów naruszających przepisy prawa własności intelektualnej zatrzymanych w 2010 r. wyceniono na 460 mln zł. Do tej kwoty należy doliczyć jeszcze przedmioty za niemal 22 mln zł, które skonfiskowała policja. Jest to ledwie ułamek wartości całego rynku towarów naruszających prawa własności intelektualnej w Polsce, szacowanego na ponad 2,8 mld zł. - Wartość skonfiskowanych towarów, jak i całego rynku, ustalana jest na podstawie wartości oryginalnych produktów - wyjaśnia Iwona Mońko, naczelnik Wydziału Ochrony Praw Własności Intelektualnej Departamentu Polityki Celnej w Ministerstwie Finansów.

Na bazarze, w sklepie i galerii

- Nacięłam się na okulary marki Ray-Ban - mówi Agnieszka, która jest ich wielką fanką. - Podróżując po świecie, dowiedziałam się, że można kupić niektóre modele tej firmy za 80 - 100 euro (ok. 400 zł). Kiedy więc zobaczyłam w krakowskim komisie używany model sprzed dwóch lat za 125 zł, z metkami (jakby ktoś je po prostu zatrzymał i dołączył do okularów oddając w komis), z charakterystycznym znaczkiem na jednym szkle, pomyślałam, że to superokazja. Dopiero po wnikliwym porównaniu z oryginałami okazało się, że niby wszystko wygląda tak samo, ale okulary różnią się detalami. Tymi, na które ich producent zwraca szczególną uwagę - wspomina Agnieszka.

Tę historię potwierdzają celnicy, opowiadający o doskonale podrobionych koszulkach, butach czy telefonach komórkowych. - Na rynku są podróbki bardzo prymitywne, aż kłujące w oczy, takie jak np. bluzy z napisem "Adidos", ale są i bardzo wyrafinowane, jak np. części samochodowe. Jeżeli nie jest się ekspertem, trudno mieć 100 proc. pewności, co jest oryginalne, a co nie - podsumowuje Krzysztof Marszałek z krakowskiej Izby Celnej. Podkreśla, że nieoryginalne rzeczy znajdziemy nie tylko na bazarach, w komisach czy małych sklepikach.

- Na potwierdzenie tych słów mamy przypadek z Nowego Sącza, gdzie kilka dni temu celnicy zatrzymali podrabiane torebki Louis Vuitton w jednej z tamtejszych galerii handlowych - mówi Tomasz Kierski, rzecznik prasowy krakowskiej Izby Celnej.

Podróbki zdarzają się także w ekskluzywnych butikach. Pod koniec 2009 r. policjanci w kilku sklepach mieszczących się w galeriach handlowych na terenie całego kraju skonfiskowali 17 tys. krawatów. Nie dość, że były one oznaczone metką firmy Pietro Baldini, to jeszcze zamiast z jedwabiu, zrobiono je w całości z poliestru. Wartość znaleziska oszacowano na 2 mln zł.

Internetowe wybryki podróbkarzy

Nadkomisarz Piotr Bieniak z Komendy Głównej Policji zwraca uwagę, że obecnie "w dużej części handel podróbkami przeniósł się do internetu". - Jak wykazują statystyki, już co piąte oszustwo w Polsce popełniane jest w sieci - mówi policjant.

Oczywiście, nie każde z dotyczy obrotu nieoryginalnymi produktami, ale jak wynika z danych World Intellectual Property Organization, instytucji zajmującej się monitorowaniem przestrzegania praw własności intelektualnej, już 22 proc. oferowanych w internecie towarów to podróbki.

Przekonał się o tym Rafał, który w najpopularniejszym internetowym serwisie aukcyjnym w Polsce kupił ładowarkę do telefonu komórkowego Nokia. - Kiedy oryginalna ładowarka odmówiła posłuszeństwa, znalazłem na Allegro bardzo ciekawą ofertę - urządzenie z przesyłką kosztowało jakieś 15 zł, co najmniej trzy razy mniej niż w sklepie. Kiedy ją dostałem, dokładnie obejrzałem i zauważyłem, że różniła się od mojej poprzedniej tylko minimalnie krótszym kablem i innymi śrubkami w obudowie. Poza tym troszkę dziwnie hałasowała, gdy znajdowała się kontakcie. Pomimo tego bez problemu używałem jej przez parę miesięcy. Aż pewnego dnia podczas ładowania komórki ładowarka spaliła się. Kiedy ją z ciekawości rozłożyłem na części pierwsze, zauważyłem, że transformator, czy co tam jest w środku, cały pokryty jest chińskimi "robaczkami" i wygląda raczej jakby pochodził z taniej zabawki. Wtedy zdałem sobie sprawę, że kupiłem jakąś marną podróbę - wspomina Rafał.

Internetowe serwisy aukcyjne przyznają, że wśród tysięcy aukcji najrozmaitszych rzeczy znajdują się oferty sprzedaży podrabianych produktów. Allegro nie ukrywa, że najwięcej z nich dotyczy odzieży i perfum. - Pojawia się trochę produktów nieoryginalnych, jednak większość jest przez nas w możliwie jak najkrótszym czasie weryfikowana i usuwana z serwisu. Wybryki masowych "podróbkarzy" są w zasadzie natychmiast neutralizowane - mówi Joanna Wagner z Allegro.

Dodaje, że serwis "od zawsze walczy z podróbkami", m.in. poprzez program "Współpraca w Ochronie Praw", który chroni obecnie interesy tak 270 marek, jak i kupujących, przed zakupem towarów naruszających prawo. Podobne rozwiązanie oferuje konkurent Allegro - eBay.

Nad legalnością transakcji czuwa także policja. - Nie chcę zdradzać "kuchni", ale policja na bieżąco monitoruje handel w sieci. Zajmują się tym funkcjonariusze z wydziału do zwalczania przestępczości gospodarczej, którzy podrabianych rzeczy szukają nie tylko na targowiskach i bazarach, ale również na aukcjach internetowych czy na stronach z ogłoszeniami - mówi nadkomisarz Piotr Bieniak.

Biznes lepszy niż handel narkotykami

Niezależnie od wysiłków producentów, policji, służb celnych czy serwisów aukcyjnych, podróbkowy biznes ma się dobrze. Counterfeiting Intelligence Bureau, agenda Międzynarodowej Izby Handlowej ds. towarów naruszających prawa własności intelektualnej, szacuje, że podróbki stanowią od 5 do 7 proc. światowego handlu. Wartość globalnego rynku produktów nieoryginalnych szacowana jest na ok. 750 mld dolarów i rośnie każdego roku o kilka proc.

Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że handel podróbkami jest o wiele bardziej dochodowym źródłem zarobku dla zorganizowanych grup przestępczych niż handel narkotykami. Jak obliczono, kilogram liści konopi przemycony do Europy wart jest 2 tys. euro (ok. 9 tys. zł), dokładnie o tysiąc euro mniej niż kilogram płyt CD z pirackim oprogramowaniem czy filmami.

Co ważne dla przestępców, obrót towarami naruszającymi prawa własności intelektualnej wiąże się z o wiele mniejszym ryzykiem niż handel narkotykami. Komisja Europejska jest zdania, że w ten sposób finansowana jest w znacznej mierze także działalność terrorystyczna.

Wartość światowego rynku podróbek rośnie także dlatego, że są one wytwarzane na skalę przemysłową - często w tych samych fabrykach, co produkty oryginalne. W wielu chińskich zakładach produkcja trwa bowiem całą dobę: za dnia wytwarza się towar ze znakiem firmowym, a w nocy - bez niego. Dzięki temu Chiny stały się światowym potentatem w produkcji podróbek. Szacuje się, że nawet 10 proc. PKB tego kraju może być wytwarzane w ten sposób.

Ze 103 mln towarów naruszających prawa własności intelektualnej, o wartości miliarda euro (ok. 4,5 mld zł), zatrzymanych na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej w ubiegłym roku, aż 85 proc. pochodziło właśnie z Państwa Środka. Chińczycy w podrabianiu są tak dobrzy, że u siebie mają nawet kopie całych sklepów, takich światowych marek, jak Apple czy IKEA. Ostatnio do kolekcji dorzucili także sfałszowany sklep polskiej firmy jubilerskiej W. Kruk - póki co działa on tylko w internecie.

Zabójczo niebezpieczne podróbki

Oprócz Chin prężnie na rynku podróbek działają również inne kraje. Turcja zalewa Unię Europejską podrabianym alkoholem i produktami spożywczymi, natomiast Egipt - zabawkami. Najbardziej niebezpieczne dla zdrowia i życia konsumentów są jednak towary z Indii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które słyną z podrabiania lekarstw.

Szacuje się, że 1/3 leków sprzedawanych w krajach rozwijających się to podróbki. Trafiają one także szerokim strumieniem na rynki państw UE - tylko w ciągu dwóch ostatnich miesięcy ubiegłego roku na granicach Unii skonfiskowano aż 34 mln fałszywych tabletek. Także w Polsce jest to poważny problem.

W październiku 2010 r. śląska policja zatrzymała mężczyznę, który handlował podrabianymi specyfikami na potencję. Funkcjonariusze znaleźli w jego samochodzie10 tys. tabletek, które mężczyzna sprzedawał po 18 zł za sztukę, trzy razy taniej niż oryginał.

- Nie możemy, ze względu na tajemnicę handlową, ujawniać nazw leków. Taka informacja sprawiłaby, że pacjenci baliby się zażywać leki w obawie, że mogą to być farmaceutyki podrobione - mówi Iwona Mońko z Wydziału Ochrony Praw Własności Intelektualnej Ministerstwa Finansów. Z danych udostępnionych przez Komisję Europejską wynika, że najczęściej podrabiane są, obok specyfików na potencję, środki odchudzające, przeciwbólowe oraz lekarstwa na grypę.

Komisja zwraca także uwagę, że zmienił się sposób, w jaki groźne dla zdrowia podrabiane produkty trafiają na rynek. - Doświadczamy ogromnego wzrostu liczby zatrzymanych przesyłek pocztowych. W 2010 r., w porównaniu z rokiem poprzednim, liczba takich przypadków potroiła się, z 15 tys. do ponad 48 tys. Wiele zatrzymanych towarów stanowiły lekarstwa i produkty do pielęgnacji ciała. Ta tendencja wzrostowa odzwierciedla rosnącą popularność zakupów w internecie - mówi Algirdas Šemeta, komisarz ds. podatków, unii celnej, audytu i zwalczania nadużyć finansowych.

Iwona Mońko dodaje, że to zjawisko nie ominie także Polski. - Ci, którzy naruszają prawa własności intelektualnej, uważają, że ich produkty są dzięki temu trudniejsze do wychwycenia - uważa Mońko.

O tym, że kupione w sieci lekarstwa mogą być potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia i życia, informuje także Europejski Sojusz Na Rzecz Dostępu Do Bezpiecznych Leków. Z testów, jakie przeprowadziła ta instytucja, wynika, że 62 proc. medykamentów dostępnych w internecie to podróbki lub produkty nie spełniające norm.

Atestów, kontroli jakości i bezpieczeństwa nie przechodzą także inne podrabiane towary. Stąd elektronika, odzież czy obuwie mogą być wyprodukowane z łatwopalnych lub rakotwórczych produktów. Tak było chociażby w przypadku 32 tys. podrabianych klapek plażowych, które skonfiskowano w gdyńskim porcie w kwietniu 2009 r. Celnicy zainteresowali się nimi, bo do kontenera, w którym się znajdowały, przyciągnął ich silny, duszący i rakotwórczy, jak się później okazało, zapach...

Wyrok sądu: zniszczyć

Powyższy przypadek dobrze tłumaczy, dlaczego lwia część skonfiskowanych produktów z podrobionym znakiem towarowym jest niszczona. Jakkolwiek prawo jasno stanowi, że takie towary nie powinny być dopuszczone do obrotu, to o tym, co się z nimi faktycznie stanie, w każdym przypadku decyduje sąd. Do niego właśnie z wnioskiem o ściganie przestępstwa zgłasza się właściciel praw.

- Skonfiskowane artykuły są w większości przypadków niszczone. Jeżeli bowiem nie można usunąć znamion naruszenia prawa, bo np. na plecach koszulki jest emblemat firmy i trzeba by było go wyciąć, to taki produkt nie może zostać nikomu przekazany. Podobnie kosmetyki, zabawki czy elektronika. To są produkty, za które nikt z właścicieli praw nie będzie ponosił odpowiedzialności i gwarantował, że dany produkt, mimo że usunie się znamię naruszenia, jest produktem wykonanym z bezpiecznych materiałów - wyjaśnia Iwona Mońko.

Głównie właśnie z tego powodu towary z podrobionymi znakami firmowymi nie są przekazywane do domów opieki społecznej czy domów dziecka. - W każdym przypadku, jeżeli wyrok sądu nie mówi o zniszczeniu tylko o przepadku na rzecz Skarbu Państwa, jesteśmy w kontakcie z właścicielem praw i to on nam podpowiada, czy faktycznie usunięcie znamiona naruszenia może mieć miejsce, i czy ten produkt będzie się potem nadawał do użytku. Nie przekażemy przecież dzieciom trampek bez podeszew czy napiętek... - mówi naczelnik Wydziału Ochrony Praw Własności Intelektualnej.

Dlaczego kupujemy podróbki?

Część z nas po prostu daje się nabrać. Zawierzamy sprzedawcy, działamy pod wpływem emocji, jesteśmy zaślepieni "okazyjnością" oferty, nie znamy się na modzie, nie wiemy, że "Chanel" pisze się przez jedno, a nie dwa "n"...

Odpowiedzi można mnożyć, jednak - jak wynika z sondażu CBOS - podróbki świadomie kupuje co trzeci Polak. Najczęściej za nieoryginalnymi towarami rozglądają się uczniowie, studenci, bezrobotni, robotnicy, pracownicy usług, technicy i średni personel. Zwykle są to osoby w wieku 25-34 lat. Polacy, jak sami przyznają, zazwyczaj kupują podrabiane ubrania i buty (65 proc. odpowiedzi respondentów), a od czasu do czasu kosmetyki i perfumy (24 proc.). Niewielu z nas (od 1 do 3 proc.) przyznaje się do zakupu części samochodowych, narzędzi, elektroniki, artykułów spożywczych czy papierosów.

W opinii 3/4 Polaków kupowanie rzeczy pochodzących z przemytu lub towarów nieoryginalnych jest czymś nagannym. Dlaczego więc świadomie wybieramy podróbkę? - Ludzie poprzez kupowanie rzeczy oryginalnych, czyli po prostu drogich, chcą pokazać innym, że są lepsi - uważa prof. Bogdan Wojciszke, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Profesor dodaje, że podróbki to domena osób niezamożnych, bo to właśnie oni szukają "tańszego zamiennika". - Obecnie w zakupach nie chodzi o zaspokajanie potrzeb konsumpcyjnych. To jest walka o status. Podróbki to natomiast sposób pozyskania tego statusu za niższą cenę. Tak robią ludzie biedni, bo bogaci czerpią przyjemność z tego, że dużo zapłacili - wyjaśnia prof. Wojciszke.

Stylista Tomasz Jacyków zauważa, że kupowanie podróbek to oszukiwanie samego siebie.- Ponieważ płacąc za markę, płacimy za określony lifestyle, w który wliczona jest cena produktu. Jeżeli płacę określoną cenę, to płacę za całokształt. Nie płacę za jakiś przedmiot, bo on nie ma kompletnie znaczenia. Znaczenie ma to, gdzie wchodzę, jak jestem traktowany, jaki tam panuje zapach. Ja za to płacę, a nie za przedmiot, który wynoszę ze sklepu - uważa Jacyków.

Kupujemy, bo nic nie ryzykujemy

Kilka miesięcy temu światowe media obiegła informacja o austriackiej turystce, która w miasteczku niedaleko Wenecji kupiła za 7 euro (ok. 30 zł) podrabianą torebkę Louis Vuitton. Na gorącym uczynku złapała ją tamtejsza straż miejska i "nagrodziła" mandatem w wysokości tysiąca euro (około 4,5 tys. zł). W Polsce taka sytuacja się nie zdarzy.

- Na gruncie obowiązujących przepisów osoba, która dokonała zakupu produktu oznaczonego podrobionym znakiem towarowym, nie może być pociągnięta do odpowiedzialności karnej - wyjaśnia adwokat Agnieszka Malczewska z Kancelarii Bukowski i Wspólnicy.

Zapisy artykułu 305 prawa własności przemysłowej jednoznacznie wskazują, że karze grzywny, ograniczenia albo pozbawienia wolności do lat 2 podlega ten, "kto w celu wprowadzenia do obrotu oznacza towary podrobionym znakiem towarowym, zarejestrowanym znakiem towarowym, którego nie ma prawa używać lub dokonuje obrotu towarami oznaczonymi takimi znakami". A jeśli uczyni sobie z tego stałe źródło dochodów, to za kratki może iść nawet na 5 lat. - Kupujący nie może być uznany za naruszającego, gdyż w obrocie uczestniczy jedynie jako konsument, a nie jako podmiot dokonujący obrotu - podsumowuje Malczewska.

Specjalizujący się w prawie własności intelektualnej adwokat podkreśla, że nie ma znaczenia, czy podróbkę kupiliśmy w pełni świadomie czy też daliśmy się nabrać. W żadnym wypadku nie zostaniemy także oskarżeni o paserstwo, gdyż - jak wyjaśnia - "wprowadzenie do obrotu towarów oznaczonych podrobionym znakiem towarowym nie może być utożsamiane z uzyskaniem rzeczy za pomocą przestępstwa, co stanowi znamię przestępstwa paserstwa".

Policjanci i celnicy, którzy walczą z podróbkami zarówno z urzędu, jak i na wniosek właściciela praw, przyznają, że nikomu podrobionych adidasów czy flakonika perfum na ulicy nie skonfiskują. - Nawet jeżeli ktoś przylatuje do Polski w koszulce z napisem "Adidos", o ile oczywiście podrabiane rzeczy mieszczą się w ramach norm dozwolonego limitu bezcłowego, to my tego nie ścigamy. Wynika to z rozporządzenia Rady Unii Europejskiej nr 1383/03 - wyjaśnia Krzysztof Marszałek z krakowskiej Izby Celnej.

Nadkomisarz Piotr Bieniak z Komendy Głównej Policji przypomina natomiast, że zapisy art. 305 prawa własności przemysłowej nie dotyczą piractwa komputerowego. To przestępstwo, w przeciwieństwie do obrotu podróbkami, ścigane jest z urzędu.

Jak nie dać się oszukać?

- Myśleć! - radzą zgodnie policjanci, celnicy, internetowe serwisy aukcyjne i - choć wydaje się to przewrotne - także sprzedawcy fałszywek. - Ludzie działają pod wpływem chwili. Wystarczy im krzykliwy opis, ładne zdjęcia i niska cena. Zarabiam na ich naiwności - mówi wprost sprzedawca podrabianych perfum w Allegro.

Gdy wybieramy się na zakupy - czy to na bazar, do sklepu czy w internecie - koniecznie musimy zwrócić uwagę na cenę oferowanego produktu. To najlepszy wyznacznik jego oryginalności, a szerzej mówiąc - legalności. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że produkt sprzedawany w większości sklepów kosztuje np. tysiąc zł, a w ofercie pewnego sprzedawcy znajduje się w cenie 250 zł? Jeżeli nie jest podrabiany, to na pewno kradziony.

Poza ceną, trudno jednak wskazać cechę, która świadczyłaby o tym, że kupujemy podróbkę. - Mamy setki artykułów w ofercie. Nie da się przedstawić prostej recepty na oryginalny produkt - mówi przedstawiciel polskiego oddziału jednego z największych producentów odzieży sportowej. - W naszym przypadku ustala to specjalny zespół, który jeździ po Polsce w poszukiwaniu podróbek - zdradza.

Najłatwiej ewentualne wątpliwości co do oryginalności towaru, który chcemy kupić będzie nam rozwiać w internecie. Jeżeli zakupy robimy w serwisie aukcyjnym zacznijmy od samej oferty sprzedaży: - Baczną uwagę należy zwracać na opis aukcji. Na fakt, czy umieszczone są realne zdjęcia przedmiotu. Jeżeli takie są, możemy w prosty sposób zweryfikować oryginalność produktu porównując przedmiot z egzemplarzem umieszczonym na stronie internetowej danego producenta - radzi Joanna Wagner z Allegro. - Wyznacznikiem wiarygodności sprzedającego są oczywiście również komentarze, które otrzymał wcześniej za zawarte w serwisie transakcje. Zbyt niskie ceny powinny nas skłonić do zastanowienia się przed podjęciem decyzji o zakupie - dodaje Wagner.

Powiedzenia naszych złych przypuszczeń, co do legalności produktu możemy poszukać także na stronach tropiących podrobione produkty oferowane w sieci, np. nieoryginalny.pl, allekicz.pl czy podrobkowo-wielkie.blogspot.com.

Gdy jest już za późno i kupiliśmy nieświadomie podróbkę, najlepiej zwrócić się do policji. Jeżeli sprzedaż miała miejsce w sieci, na jej pisemny wniosek, serwisy aukcyjne udostępnią funkcjonariuszom posiadane przez nich dane osoby, która sprzedała nieoryginalny towar. Doświadczeni Allegrowicze podpowiadają, że czasem sprawę z nieuczciwym kontrahentem załatwia stanowczy mail.

Podróbki były, są i będą

- Jest popyt, jest i podaż. Jeżeli ludzie by nie kupowali podróbek, to by nikt ich nie robił - uważa Iwona Mońko. - Cały czas musimy edukować społeczeństwo, że kupowanie podrabianych towarów jest nie tylko szkodliwe, ale i niebezpieczne. A przede wszystkim powoduje, że konsumenci sponsorują szarą strefę, mafię i środowiska przestępcze. Skarb Państwa także na tym traci - wyjaśnia naczelnik Wydziału Ochrony Praw Własności Intelektualnej.

Zdaniem Iwony Mońko, świadomość konsumentów musi być cały czas podnoszona, by nie nabierali się oni na wszelkiego rodzaju "superokazje" i nie sięgali po, nawet najlepiej wykonane, podróbki. - Wiadomo, leki kupuje się w aptece, a nie na ulicy. Luksusowego produktu nie kupuje się na bazarze, tylko w autoryzowanych punktach sprzedaży - wyjaśnia.

Zadbać o naszą wiedzę na temat stosunku do rzeczy nieoryginalnych ma nie kto inny, jak państwo. Przynajmniej na elementarnym poziomie. - Państwo powinno uczyć, że prawo własności intelektualnej to prawo jego właściciela. A jeżeli sięgamy po cudze dobro to jest to zwykła kradzież. Od tego trzeba zacząć, bo ludzie nie są tego świadomi. Jeszcze parę lat temu nieświadome tego były osoby z pierwszych stron gazet, które obnosiły się z luksusowymi, podrabianymi, towarami. Teraz muszą zdać sobie z tego sprawę wszyscy - podkreśla Mońko.

Marcin Wójcik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy