Reklama

Chińczycy mają bezzałogową "latającą łódź podwodną". Interesuje się nią armia

Plany latających łodzi podwodnych lub samolotów mogących utrzymywać się pod wodą mają już 100 lat. Trudno było je skonstruować, ale udało się to chyba Chińczykom. To może być potężna broń na morzu.

Plany latającej łodzi podwodnej powstały w Związku Radzieckim niemal sto lat temu, bo w latach 20 ubiegłego wieku. Latająca łódź podwodna nigdy jednak nie została skonstruowana. Konstrukcja zdolna wytrzymać ciśnienie wody okazała się za ciężka, by móc się wznieść w powietrze.

Pierwszą “latającą łódź podwodną" zbudowano dopiero czterdzieści lat później, w latach 60 ubiegłego wieku. Mogła jednak unosić się tylko bardzo krótki czas. Bezzałogowego drona zdolnego do poruszania się pod wodą i w powietrzu skonstruowali inżynierowie z amerykańskiego Rutgers University już w 2015 roku.

Reklama

Podobne projekty od czasu do czasu pojawiały się jeszcze później. Wszystkie napotykały jednak na problemy techniczne. Wygląda na to jednak, że pokonali je Chińczycy, donosi “South China Morning Post".

To bezzałogowy dron poruszający się pod wodą i w powietrzu

Doniesienia o “latającej łodzi podwodnej" pochodzą tylko z chińskich mediów. I są pewną przesadą. Nie jest to załogowy pojazd, ale bezzałogowy dron.

Jest to prototyp niewielkiej łodzi podwodnej, która może wznieść się w powietrze. Ma cztery śmigła i osiąga w locie prędkość do 75 km na godzinę, mniej więcej dwa razy większą niż większość dronów.

O udanych testach prototypu chińscy inżynierowie z Uniwersytetu Techniki Lotniczej i Kosmicznej w Nanjing donosili w czerwcu w czasopiśmie “Unmanned Systems Technology". Według portalu “Interesting Engineering" nie jest to jedyna latająca konstrukcja zdolna do poruszania się pod wodą opracowywana przez chińskich naukowców. 

Latające łodzie podwodne najbardziej interesują armie

Choć takie latające łodzie podwodne mogą też służyć cywilnym celom, ich zastosowaniem najbardziej zainteresowane są armie. Jest to jeden z najprostszych sposobów walki z potężnymi okrętami wojennymi, a raczej ich systemami ich obrony. Mogą unieszkodliwić większość zbliżających się statków powietrznych, pocisków, czy konwencjonalnych dronów.

W starciu z dronami, które nagle wynurzą się spod wody, mogą być mniej sprawne. Cele powietrzne namierzają radary, podwodne sonary. Latająca łódź podwodna mogłaby grać tak w kotka i myszkę, zanurzając się i wynurzając według potrzeby.

Z wody w powietrze kosztem utraty stabilności

Inna praca (opublikowana w chińskim periodyku “Electronics Optics & Control") w czerwcu szacuje, że takie latające łodzie podwodne mogłyby umknąć systemom obrony nawet ze stuprocentową skutecznością. O ile będą poruszać się z prędkością większą niż 150 km na godzinę i będą odpalane z odległości stu kilometrów. 

Jest jeden techniczny szkopuł. Podczas wynurzania się takie konstrukcje tracą stabilność. Nie mogą wystrzelić nagle w powietrze, muszą przez pewien czas ślizgać się po wodzie. Są więc jednocześnie łodziami podwodnymi, wodolotami i bezzałogowymi statkami powietrznymi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy