Reklama

Nawet 20 lat więzienia za nielegalny streaming. Malezja zaostrza prawo

Wydawać by się mogło, że ceny usług abonamentowych są ostatnio tak przystępne, że większość użytkowników zrezygnuje z nielegalnych źródeł na rzecz legalnej dystrybucji... Nic bardziej mylnego.

W związku z tym wiele krajów decyduje się na zaostrzenie przepisów prawa autorskiego, a najnowszy przykład to Malezja, gdzie piractwo może już niebawem kosztować wiele i to nie tylko gotówki, ale i lat życia. Jak informuje TorrentFreak, poprawki wprowadzone właśnie do przepisów prawa autorskiego zakładają nie tylko wyższe grzywny, ale i karę pozbawienia wolności do lat 20.

W nowych przepisach znalazł się zapis o osobach “oferujących usługi streamingowe i urządzenia, które działają na szkodę prawowitych właścicieli praw autorskich", więc maksymalny wymiar kary przewidziany jest raczej dla osób, które udostępniają treści, a nie je pobierają. 

Reklama

Pirackie serwisy streamingowe w rozkwicie

W tym miejscu warto zaznaczyć, że za sprawą platform streamingowych zmienił się obraz piractwa w sieci i zamiast pobierać seriale czy filmy z torrentów itp. internauci coraz częściej sięgają po tego typu usługi, tyle że ich legalność wciąż nie ma dla nich większego znaczenia.

A że przy okazji większość użytkowników wyszukuje interesujące ich materiały, wpisując ich tytuł w wyszukiwarkę internetową, a następnie klika pierwsze lepsze źródło, to w sieci obserwujemy nieustanny rozkwit nielegalnych usług streamingowych.

Jak szacuje zajmująca się cyberbezpieczeństwem firma DataProt, każdego roku w sieci dochodzi do 230 miliardów nielegalnych odtworzeń materiałów wideo, a roczne starty branży filmowej z tego tytułu szacowane są na 40 - 97,1 mld USD. Co ciekawe, aktualnie za ponad 80 proc. tego internetowego piractwa odpowiadają właśnie nielegalne serwisy streamingowe.

I tu wracamy do roli odgórnych regulacji, takich jak te wprowadzone w Malezji, które zniechęcać mają firmy do uczestniczenia w pirackich streamingach oraz tolerowania ich obecności. Jak wynika z nowych zapisów, menedżerowie, którzy nie będą w stanie wykazać, że nie wiedzieli o procederze albo z całą starannością nie przyłożyli się do jego przerwania, będą uznani za winnych przestępstwa.

Malezja została niejako zmuszona do załatania swoich regulacji przez zmiany krajobrazu usług sieciowych, bo dotąd - jak wiele innych krajów - zmagała się raczej z nielegalnym pobieraniem treści z internetu i podobnymi formami piractwa, więc brakowało przepisów umożliwiających karanie osób parających się nielegalnym streamingiem treści.

Teraz nie będzie to już problem i duża część firm czerpiących zyski z tego procederu, z pewnością zmuszona zostanie do zamknięcia działalności, bo raczej trudno będzie ją prowadzić zza krat.

No chyba, że przeniosą się do innego kraju, choćby do Polski, bo u nas kary nie są tak dotkliwe. W marcu tego roku głośno było o przypadku 18-latka, który nielegalnie udostępniał w sieci transmisje wydarzeń sportowych, dostępnych legalnie tylko za opłatą - według organizatorów tych imprez wyrządził im szkodę na ok. 4 mln złotych, za co może go spotkać kara do 3 lat pozbawienia wolności (maksymalny wymiar kary za to przestępstwo wynosi u nas 5 lat). 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy