Reklama

Brytyjczycy szykują nowe prawo dla w pełni autonomicznych pojazdów na swoich drogach

Właśnie dowiedzieliśmy się, że brytyjskie władze przymierzają się do akceptacji systemu utrzymywania pasa ruchu, dzięki któremu lokalni kierowcy po raz pierwszy będą mogli delektować się jazdą na pełnym autopilocie.

Pełnym, to znaczy z możliwością zdjęcia rąk z kierownicy, bo tak naprawdę ta kwestia jest tu nowa, bo sam system jest obecny w niektórych pojazdach już od dłuższego czasu. Wystarczy wspomnieć choćby o Tesla Autopilot, który charakteryzuje się autonomicznością na poziomie 3, ale kierowcy nie mogą w pełni z niego korzystać, bo zgodnie z prawem ich ręce muszą być na kierownicy, w pełnej gotowości do natychmiastowego przejęcia kontroli nad pojazdem. System może więc prowadzić pojazd, tj. przyspieszać i zwalniać, utrzymując bezpieczny dystans od innych kierowców, hamować czy nawet zmieniać pas, ale jeśli tylko zdejmiemy ręce z kierownicy, odpowiednie komendy głosowe przypomną nam o tym, że to niedozwolone i w razie konieczności odetną od opcji autopilota.

Reklama

Istnieje jednak szansa, że to się niedługo zmieni, bo właśnie w tej sprawie brytyjski Departament Transportu uruchomił właśnie zaproszenie do zgłaszania uwag. W tym przypadku rządowe agencje chcą sprawdzić, czy Automated Lane Keep Systems (ALKS) może być uznane za system autonomiczny, co oznaczałoby, że odpowiedzialność za zachowanie pojazdu po jego włączeniu spoczywać będzie na dostawcy technologii, a nie kierowcy. Jeśli tak się właśnie stanie, to kierowcy będą mogli legalnie oddać władzę sztucznej inteligencji i zająć się podczas jazdy czymś innym, choć nie da się ukryć, że na początku może być tu duży problem z zaufaniem. 

Zaproszenie do zgłaszania uwag ma na celu zebranie opinii na temat ostatnich propozycji ministerstwa w tym zakresie, jak choćby ograniczenie prędkości na autostradach do 112 km/h, konieczność. Co ciekawe, to dużo więcej niż zakłada przyjęte przez ponad 50 krajów, w tym członkowskich Unii Europejskiej, porozumienie w sprawie ALKS przyjęte w czerwcu. Jest tam bowiem mowa o 60 km/h, konieczności instalacji swoistej czarnej skrzynki w pojazdach, zapiętym pasie kierowcy czy możliwości działania jedynie na drogach, gdzie nie może być pieszych i rowerzystów, a pasy o różnych kierunkach ruchu oddzielone są pasem rezerwowym. Czy oznacza to, że Wielka Brytania tym razem skorzysta ze swojej pozycji praktycznie poza UE? Na to wygląda, a wszystko dla dobra kraju i jego kierowców:

- Technologia autonomiczna może prowadzić do jazdy bezpieczniejszej, przyjemniejszej i łatwiejszej dla kierowców i Wielka Brytania powinna być pierwszym krajem, który dostrzeże te zalety, zachęcając producentów do rozwijania i testowania nowych technologii. Wielka Brytania jest w tym zakresie światowym liderem, a wyniki Call for Evidence mogą być ważnym krokiem w naprzód dla tej ekscytującej technologii - tłumaczy Minister Transportu, Rachel Maclean. Podobnego zdania jest również Mike Hawes z Society of Motor Manufacturers and Traders, który uważa, że taka technologia może zapobiec 47 tysiącom poważnych wypadków i ocalić 3900 żyć w ciągu następnej dekady, jest więc o co walczyć. Jego zdaniem technologia jest gotowa do implementacji już w przyszłym roku i producenci czekają tylko na zielone światło od regulatorów, a zaproszenie do zgłaszania uwag może być przełomem. 

Źródło: GeekWeek.pl/gov.uk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy