Reklama

Juventus gra na Podkarpaciu. W Turynie o tym wiedzą

"Juve" z Poraża /Robert Urban /materiały prasowe

Reklama

Możesz interesować się piłką nożną latami, nie mając pojęcia o tym, że na naszych boiskach też grają piłkarze Juventusu. Samowolka? Nic z tych rzeczy. Włoski gigant lata temu udzielił Polakom błogosławieństwa.

Poraż. Wieś na Podkarpaciu. Nieodległy rzut kamieniem do Sanoka i Leska, nieco dalszy do Komańczy. Dobry punkt wypadowy w Bieszczady. Poza tym cisza, spokój i... drużyna piłkarska, obok której żaden fan futbolu nie przejdzie obojętnie.

Zainspirowani Bońkiem

Listopad 2015 roku. Zbigniew Boniek przemawia z okazji 70-lecia Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. 

"Wasz związek jest jednym z największych, ma największą liczbę klubów. Jak sobie poszperałem, okazało się, że na Podkarpaciu jest nawet Juventus. Nawet Juventus macie!" - cieszył się szef PZPN. 

Reklama

W Porażu jego słowa rozpamiętują do dziś. Tak jak karierę "Zibiego", bo gdyby nie on i jego błyskotliwa gra dla "Starej Damy", najpewniej nikt nie wpadłby na to, żeby miejscowy klub piłkarski przechrzcić na Juventus.

Oficjalne pismo do Turynu

Na początku była Astoria. A konkretnie od 1955 roku do pierwszej połowy lat 80. ubiegłego stulecia. To wtedy zespół z Turynu z Michelem Platinim, Paolo Rossim i Zbigniewem Bońkiem w składzie nie miał sobie równych w piłkarskiej Europie. 

Janusz Torba był wtedy juniorem Astorii.

- Ówczesny prezes Jan Kruczek był fanem Juventusu. Zastanawiał się, a może by tak nazwę klubu zmienić? Pismo oficjalne do Turynu napisał. Spontanicznie dość. Przyszła zgoda. To była raczej jednoosobowa decyzja. Szatnia nie miała z tym problemu.

Kiedy w Porażu rodził się Juventus obecnego prezesa klubu Marcina Latuska nie było jeszcze na świecie.

- Znam sprawę jedynie z opowieści. Wiem, że nazwa się przyjęła. Z początku w sąsiednich wioskach podchodzono do tego lekceważąco, śmiano się z nas, ale potem zazdroszczono, bo okazało się, że jak się chce, to można zostać Juventusem.

Poszła nawet plotka, powtarzana do dziś, że Włosi oprócz błogosławieństwa wysłali na Podkarpacie stroje meczowe. Nikt dotąd w Porażu tych koszulek nie zobaczył.

Juventus gra o A-klasę

Pod słynnym szyldem zespół awansował do "okręgówki". 

- To były inne czasy, szare, komunistyczne. Nieraz nawet autobusu nie było... w jedenastu do nyski wskakiwaliśmy i jechaliśmy na mecz. Dobrze te lata wspominam - przyznaje Janusz Torba, wieloletni kapitan Juventusu z Poraża.

Dziś zespół zbiera punkty w krośnieńskiej B-klasie, wypatrując szans na przeskoczenie o szczebelek wyżej w futbolowej hierarchii ligowej.

- Zawsze gramy o awans do A-klasy. W poprzednim sezonie niewiele brakło - przekonuje Janusz Torba. - Cel musi być. Bezpośredni awans daje pierwsze miejsce w grupie, drugi zespół gra baraż. Także liczymy na miejsce w czołowej dwójce - dodaje Marcin Latusek.

Na awans liczą również miejscowi kibice. W Porażu mieszka ok. 1200-1400 osób. Zdarza się, że co czwarty mieszkaniec wsi przyjdzie na mecz.

- Szczególnie jak są derby to nawet z 300 osób przyjdzie, a na wyjazdach nieraz naszych kibiców było więcej niż gospodarzy, po 50 osób nawet jechało z nami. Na meczach jest spokojnie. Przecież tu wszyscy się znają, rodziny pozakładali w sąsiednich wsiach albo pracują razem - podkreśla Janusz Torba.

Nie ma się z czego śmiać

Czy bycie Juventusem pomaga w codziennych realiach amatorskiej B-klasy?

Marcin Latusek: - Eee, chyba nie. Jak czegoś dla klubu nie wypracujemy, to nikt nam tego nie da. Pracujemy charytatywnie, głównie po godzinach.

- Pomaga, bo o klubie się mówi - zauważa Janusz Torba. I dodaje: - Nawet Zbigniew Boniek o nas wspomniał, przyjeżdżają czasem dziennikarze z Rzeszowa, teraz pan przyjechał. Pomagają też lokalni przedsiębiorcy.

Pytamy o Juventus kilku kibiców piłkarskich w nieodległym Sanoku. - No jest taka drużyna, ale z Porażem jest jeszcze jedna sprawa ciekawa. To taki lokalny Wąchock, częsty obiekt żartów - odpowiadają.

Ale czy śmiać się z hucznej nazwy klubu? Nie ma powodu.

Raz, że pomysłowość lingwistyczna działaczy dodaje smaczku niższym ligom piłkarskim od lat (wspomnijmy chociażby Błękit Cyców), dwa - dla wielu polskich piłkarzy, którym poziomem bliżej do B-klasy niż Serie B, to jedyna okazja, żeby pokopać piłkę w Juventusie. 

Dariusz Jaroń


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy