Reklama

Tak wyglądało zderzenie DART z Dimorphosem. Pierwsze zdjęcia z bliska!

Choć minie jeszcze trochę czasu, zanim przekonamy się, czy pierwszy test systemu planetarnej obrony Ziemi zakończył się pełnym sukcesem i DART zgodnie z planem zmienił orbitę Dimorphosa, to już poznajemy kolejne szczegóły tego historycznego wydarzenia.

Choć minie jeszcze trochę czasu, zanim przekonamy się, czy pierwszy test systemu planetarnej obrony Ziemi zakończył się pełnym sukcesem i DART zgodnie z planem zmienił orbitę Dimorphosa, to już poznajemy kolejne szczegóły tego historycznego wydarzenia.
Tak uderzenie sondy DART w Dimorphosa wyglądało z bliska /NASA/Johns Hopkins APL oraz ASI/NASA /domena publiczna

Wczoraj informowaliśmy o tym, że wystrzelona w listopadzie ubiegłego roku sonda DART (Double Asteroid Redirection Test), która przez wiele miesięcy zmierzała w stronę 160-metrowego naturalnego satelity asteroidy Didymos, oddalonego od naszej planety o 10,8 mln kilometrów, w końcu spotkała się ze swoim celem - przy prędkości 22 530 km/h uderzyła w powierzchnię Dimorphosa i tym samym ukończyła swoje zadanie. Dzięki kamerze DRACO umieszczonej na pokładzie sondy mogliśmy oglądać moment zbliżania się DART do celu, a także zobaczyć dość szczegółowy obraz jego powierzchni na chwilę przed kolizją.

Reklama

LiciaCube dostarczył pierwsze zdjęcia kolizji

Jako że była to jednak samobójcza misja, do obserwacji zderzenia trzeba było oddelegować inne narzędzia - uważnie śledziły je np. teleskopy projektu ATLAS (Asteroid Terrestrial-impact Last Alert System) prowadzonego wspólnie przez NASA i Uniwersytet Hawajski, teleskop Hubble’a i Jamesa Webba, a także mały włoski satelita, który poleciał w kosmos na pokładzie sondy DART i miał zdecydowanie najlepsze miejsca, bo obserwował wszystko z odległości zaledwie 55 km.

W połowie września włoska agencja kosmiczna poinformowała, że 14 kg satelita LiciaCube (Light Italian CubeSat for Imaging of Asteroids) został skutecznie uwolniony i nawiązał kontakt z bazą, więc możemy liczyć na relację z jego dwóch kamer. Wczoraj dowiedzieliśmy się zaś, że ok. 3 minuty po zderzeniu wykonał pierwsze zdjęcia i nagrania uderzenia, ale efekty zobaczymy dopiero za kilka dni.

Na szczęście nie musimy jednak tyle czekać, bo pierwsze zostały już udostępnione przez włoską agencję. Najpierw podzieliła się ona krótką animacją pokazującą Dimorphos na chwilę przed i po uderzeniu, które sprawia, że nagle staje się dużo jaśniejszy, a później serią zdjęć, na których wyraźnie widać asteroidę Didymos (na pierwszym planie), a także Dimorphos całkowicie otoczony materiałem powstałym w wyniku uderzenia (w tle).

I choć wydawać by się mogło, że zdjęcia z DRACO, które są zdecydowanie lepszej jakości, będą tu ważniejsze, to jest inaczej - owszem, dostarczają szczegółowy obraz powierzchni Dimorphos, ale tylko sprzed zderzenia, tymczasem LiciaCube obserwował wszystko z bliska i może przynieść odpowiedzi na wiele frapujących naukowców pytań.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy