Apple pozwane przez tysiące Koreańczyków

Jakiś czas temu na mocy wyroku południowokoreańskiego sądu Apple musiało wypłacić jednej osobie - prawnikowi nazwiskiem Kim Hyung-suk - kwotę 1 miliona południowokoreańskich wonów w ramach zadośćuczynienia. Teraz firma z Cupertino ma większe kłopoty, bo znowu w Korei jest pozywana w tej samej sprawie. Tym razem jednak nie robi tego jedna osoba, lecz 27 tysięcy.

Jakiś czas temu na mocy wyroku południowokoreańskiego sądu Apple musiało wypłacić jednej osobie - prawnikowi nazwiskiem Kim Hyung-suk - kwotę 1 miliona południowokoreańskich wonów w ramach zadośćuczynienia. Teraz firma z Cupertino ma większe kłopoty, bo znowu w Korei jest pozywana w tej samej sprawie. Tym razem jednak nie robi tego jedna osoba, lecz 27 tysięcy.

Jakiś czas temu na mocy wyroku południowokoreańskiego sądu Apple musiało wypłacić jednej osobie - prawnikowi nazwiskiem Kim Hyung-suk - kwotę 1 miliona południowokoreańskich wonów w ramach zadośćuczynienia. Teraz firma z Cupertino ma większe kłopoty, bo znowu w Korei jest pozywana w tej samej sprawie. Tym razem jednak nie robi tego jedna osoba, lecz 27 tysięcy.

Każda z tych osób domaga się również kwoty miliona wonów - co przy takiej ilości powodów daje łącznie około 26 milionów dolarów. W zeszłą środę zbiorowy pozew został złożony w sądzie rejonowym w mieście Changwon i, co ciekawe, jednym z prawników reprezentujących osoby poszkodowane przez Apple jest właśnie pan Hyung-suk.

Reklama

Skarżący w tym przypadku twierdzą, że śledzenie przez urządzenia Apple spowodowało u nich duży rozstrój emocjonalny.

Dla przypomnienia. W kwietniu bieżącego roku dwójka byłych pracowników Apple – Alasdair Allan i Pete Warden - odkryła, że od czasu pojawienia się systemu iOS 4, iPhone przez cały czas sprawdza nasze dokładne położenie i zapisuje je w ukrytym, lecz niezabezpieczonym pliku, do którego każdy może mieć dostęp. Jeśli jesteście ciekawi historii swoich podróży możecie to sprawdzić już teraz dzięki przygotowanej przez nich aplikacji, którą ściągniecie za darmo .

Co ciekawe wszystko wskazuje na to, że telefon zapisuje lokację nie na podstawie danych z modułu GPS, lecz z triangulacji przez nadajniki GSM - takie dane są może mniej precyzyjne, lecz jesteśmy śledzeni nawet wtedy gdy wyłączymy GPSy w telefonach.

Mimo że, Allen i Warden sprawdzili też telefony innych producentów i nie byli w stanie wykryć niczego podobnego to po dokładniejszym zbadaniu okazuje się, że zarówno Android, jak i WP7 zapisuje informacje o naszej lokacji.

Odkrycie to jest bardzo niepokojące z kilku względów. Po pierwsze, że Apple w ogóle zbiera o swoich użytkownikach takie dane. Po drugie zaś - że trzyma je w niezabezpieczonym w żaden sposób pliku, do którego dostęp może mieć każdy - zazdrosna narzeczona, prywatny detektyw, czy też w końcu - policja.

Po dokładniejszej analizie danych zapisywanych przez iPhone w pliku consolidate.db okazało się, że telefon tak naprawdę nie zapisuje naszego każdego kroku, a jedynie naszą pierwszą wizytę w danej lokacji. Może to więc mieć związek z lepszym wykorzystaniem usług lokalizacyjnych takich jak Google Maps czy FourSquare. Takie dane pozwalają bowiem później łatwiej takiej aplikacji ustalić nasze położenie.

Opcji tej początkowo nie można było wyłączyć, jednak update iOSa 4.3.3 przyniósł tę możliwość, jednocześnie zmniejszając znacznie wielkość pliku z danymi o naszym położeniu - tak żeby zawierał on tylko kilka ostatnich lokacji.

Okazuje się, że pozostałe smartfonowe systemy operacyjne - Android i Windows Phone 7 - również zapisują takie dane. Jeśli chcecie wyciągnąć swojego loga z danymi o waszej lokacji z telefonu na Androidzie możecie skorzystać z .

Obecnie kancelaria prawnicza pana Kima szykuje też pozew zbiorowy na terenie Stanów Zjednoczonych.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy