Polityczny głos futbolu

Piłka zbliża...Futbol łączy... Gramy do jednej bramki. Ileż to razy słyszeliśmy tego typu puste frazesy, które przewijały się w reklamach wielkich koncernów tuż przed samymi meczami. Ale są na świecie takie miejsca, gdzie te słowa znaczą coś więcej, bo nie tylko większą sprzedaż danego produktu, ale też ocalenie setek, a nawet tysięcy ludzkich istnień...

Piłka zbliża...Futbol łączy... Gramy do jednej bramki. Ileż to razy słyszeliśmy tego typu puste frazesy, które przewijały się w reklamach wielkich koncernów tuż przed samymi meczami. Ale są na świecie takie miejsca, gdzie te słowa znaczą coś więcej, bo nie tylko większą sprzedaż danego produktu, ale też ocalenie setek, a nawet tysięcy ludzkich istnień...

"Piłka zbliża"..."Futbol łączy"... "Gramy do jednej bramki".  Ileż to razy słyszeliśmy tego typu puste frazesy, które przewijały się w reklamach wielkich koncernów tuż przed samymi meczami. Ale są na świecie takie miejsca, gdzie te słowa znaczą coś więcej, bo nie tylko większą sprzedaż danego produktu, ale też ocalenie setek, a nawet tysięcy ludzkich istnień...

Choć opisywana tutaj historia dotyczy wydarzeń oscylujących wokół Pucharu Narodów Afryki w 2008 roku, to postanowiliśmy przytoczyć tę krótką opowieść choćby z tego względu, że pomimo upływu kilku lat główny przekaz zaistniałych wówczas sytuacji ani trochę nie stracił na wartości.

Reklama

Jak dobrze wiecie, 4 lata temu podczas odbywającego się na terenie Ghany PNA niemal jak zawsze swój udział w turnieju zanotował także zespół Wybrzeża Kości Słoniowej. I choć tamta impreza nie była może zbyt pomyślna dla "Słoni" (IV miejsce, po porażce z 4:2 z gospodarzami), to udział piłkarzy République de Côte d'Ivoire okazał się przełomowy dla historii tego kraju.

Przed tamtym Pucharem Narodów Afryki kraj Didiera Drogby był pogrążony w trwającej już 5 lat wojnie domowej. Państwo, w którym i tak nigdy nie był zbyt stabilnie ze względu na wysokie zróżnicowanie religijne (Islam – 38,6%, Animizm – 29,1%, Protestantyzm – 16,3%, Katolicyzm – 14,2%) doszły jeszcze różnice polityczne, które podzieliło Wybrzeże Kości Słoniowej na rebeliancką północ i wierne rządowi południe. Nie było dnia, żeby nie ginęli niewinni ludzie, a co bardziej zamożni mieszkańcy kraju tracili swoje majątki na łapówkach, byleby tylko bezpiecznie przedostać się z punktu A do punktu B.

Owe ograniczenia zniknęły jednak za dotknięciem magiczną różdżką, kiedy zaczęły się rozgrywki PNA. Na tamtą chwilę każdy zapomniał o dzielących ich poglądach i skupiono się tylko na tym, co wówczas wydawało się wszystkim najważniejsze - na futbolu. Reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej należała do faworytów turnieju, a Didier Drogba stał się prawdziwym bożyszczem swoich rodaków. Na czas trwania piłkarskiej imprezy ludzie zauważyli, że mogą żyć ponad podziałami, a kraj wcale nie musi pogrążać się z każdym dniem w chaosie. W procesie zjednoczenia nie przeszkodził nawet fakt, że Drogba wraz z kolegami wrócił do domu bez medalu, do którego zabrakło im przecież tak niewiele.

Niedługo później piłkarz Chelsea Londyn został wyróżniony tytułem najlepszego gracza Afryki, a zaledwie dzień później przewodniczący obu stronom krajowego konfliktu Guillaume Soro oraz prezydent Laurent Gbagbo podpisali traktat pokojowy, który został przypieczętowany mianowaniem Soro na premiera rządu. Wojna dobiegła końca, a mieszkańcy Wybrzeża Kości Słoniowej znowu mogli patrzeć z optymizmem w swoją przyszłość.

Dziś państwo leżące nad Zatoką Gwinejską nadal nie może pochwalić się wzorową stabilnością, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że żyje się znacznie lepiej. Sami piłkarze też jakby nabrali skrzydeł od tamtej pory i podczas tegorocznego PNA wrócili do rodaków ze srebrnymi medalami na szyi. Zaiste, piłka zbliża.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy