Szkolne sklepiki bez wpływu na otyłość?

Za jedną z przyczyn występowania otyłości u dzieci i nastolatków uważa się niezdrowe jedzenie sprzedawane w sklepikach szkolnych. Jednak amerykańscy naukowcy starają się udowodnić, że batoniki, chipsy, czekolada, hamburgery i słodzone napoje nie mają nic wspólnego z plagą tyjących dzieci.

Za jedną z przyczyn występowania otyłości u dzieci i nastolatków uważa się niezdrowe jedzenie sprzedawane w sklepikach szkolnych. Jednak amerykańscy naukowcy starają się udowodnić, że batoniki, chipsy, czekolada, hamburgery i słodzone napoje nie mają nic wspólnego z plagą tyjących dzieci.

Za jedną z przyczyn występowania otyłości u dzieci i nastolatków uważa się niezdrowe jedzenie sprzedawane w sklepikach szkolnych. Jednak amerykańscy naukowcy starają się udowodnić, że batoniki, chipsy, czekolada, hamburgery i słodzone napoje nie mają nic wspólnego z plagą tyjących dzieci.

Naukowcy z Uniwersytetu w Pensylwanii w swoich badaniach uwzględnili ponad 20 tysięcy dzieci w wieku 11-14 lat. W trakcie eksperymentu badano między innymi to czy w szkole, do której uczęszczają znajdują się sklepiki i bufety z tzw. śmieciowym jedzeniem.

Reklama

Okazuje się, że powszechny dostęp do kalorii i węglowodanów w postaci słodyczy i fast foodów wcale nie przekłada się na ilość otyłych dzieci w tych szkołach. Zdaniem naukowców kierujących badaniem, nawyki żywieniowe u dzieci i nastolatków w tym wieku są już ukształtowane i wynosi się je z domu. Dlatego też znacznie większą odpowiedzialność za wygląd i stan zdrowia swoich pociech ponoszą rodzice.

Kolejnym odkrywczym wnioskiem amerykańskich naukowców zdaje się być teza mówiąca o tym, że odpowiednio zorganizowany plan lekcji możne sprawić, że dzieci nie będą miały po prostu czasu na jedzenie posiłków między lekcjami.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL