Reklama

"Klient rządzi światem" - wywiad z Intelem

16 grudnia mija 60. rocznica powstania pierwszego tranzystora. Procesory przebyły długą drogę do 45-nanometrowej technologii. Nie ma lepszego momentu, aby porozmawiać z Tomaszem Klekowski, dyrektorem Intela na region Europy Centralnej i Wschodniej.



Tomasz Klekowski (37 lat) dyrektor Intela na region Europy Centralnej i Wschodniej. Związany z firmą od 1998 roku, swoją karierę u producenta procesorów rozpoczął jako konsultant dla sektora publicznego i przedsiębiorstw. Obecnie odpowiada on za działania Intela w Polsce, Albanii, Bośni, Bułgarii, Chorwacji, Czarnogórze, Czechach, Estonii, Hercegowinie, Litwie, Łotwie, Macedonii, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Węgrzech.

INTERIA.PL: Zacznijmy do początków branży komputerowej w Polsce - "Młody Technik", pierwsze numery "Bajtka" i audycje w "Rozgłośni Harcerskiej". Czy kiedykolwiek spodziewał się Pan, że Polska stanie się tak ważnym elementem europejskiego rynku?

Reklama

Tomasz Klekowski: Wtedy jeszcze chodziłem do szkoły podstawowej, a w ogólniaku szczytem marzeń był własny komputer. W tych czasach na lekcjach informatyki pracowaliśmy na ZX Spectrum i komputerze Timex. Na studiach wykładowcy zwykli mówić, że jedną z konieczności pracy informatyka jest posiadanie pudełka po butach, w którym można umieszczać karty perforowane. Wtedy prawdziwą podstawą działania studenta były dyskietki. Teraz na wykłady i do biblioteki przynosi się notebooka. Świat i polska branża IT przeszły długą drogę w wykorzystywaniu technologii.

Kiedy zacząłem pracować w branży, co roku słyszałem, że polski rynek IT zostanie zdominowany przez zachodnie firmy. Tymczasem po 15 latach polska branża IT jest bardzo różnorodna, a polskie firmy odgrywają ogromną rolę nie tylko w kraju, ale całym regionie. Oczywiście międzynarodowe korporacje przynoszą wiele innowacji - im większa różnorodność, tym łatwiejsze przenoszenie i implementacja nowości.

Nie sposób nie zauważyć, że wszyscy pracownicy Intela pracują w kubikach. Łącznie z szefostwem. Czy to dobre rozwiązanie?

To lepsze rozwiązanie niż odrębne pokoje, ale i ono ma pewne ograniczenia. Powoli zmieniamy kulturę kubikalową. Ludzie zamiast ze sobą rozmawiać, coraz częściej używali maili, co przekładało się na niedostateczny przepływ informacji. Teraz stawiamy na kulturę jeszcze większej współpracy, gdzie każdy może poprosić kogoś o pomoc. Mówimy tutaj stworzeniu w biurze miejsc, w których ludzie będą mogli sobie rozmawiać - na przykład przy małych barowych stolikach. Chcemy, aby pracownicy wychodzili z kubikali. Trzeba zachęcać do bezpośredniej współpracy - internet to nie wszystko. Technologia ma pomagać, a nie zastępować interakcje międzyludzkie.

Intel czynnie uczestniczył w zmianach na rynku IT, a Pan jest związany z firmą od prawie 10 lat. Jak porównałby Pan pracę w Intelu dzisiaj do tego, co działo się 10 lat temu?

Dekadę temu firma stawiała tak naprawdę na wnętrze komputera (hasło "Intel Inside"). Obecnie Intel postrzegany jest jako twórca technologii, firma, która zmienia rynek. Naszym zadaniem jest tak naprawdę edukowanie rynku i przygotowywanie go na nowe technologie. Na przykład w Polsce rozmawiamy z samorządami i uniwersytetami, chcąc m.in. zapewnić studentom darmowe notebooki.

Zmiany widać także na przykładzie naszych pracowników. Kiedyś pracowali u nas sami inżynierowie. Dzisiaj prawie każdy w Intelu ma w tytule menedżer, zajmując się jakimś konkretnym segmentem rynku. Ludzie pracują na coraz to nowych polach. Niedawno dowiedziałem się, że w Intelu pracuje zespół etnografów, którzy badają zachowania i potrzeby konkretnych grup społecznych. Kiedyś było to nie do pomyślenia.

Jedną z decyzji Intela było zaangażowanie się w projekt OLPC. Czy OLPC mógłby trafić do Polski?

OLPC to jedna z inicjatyw - Intel samemu przygotował także analogiczny projekt Classmate PC. OLPC i Classmate PC to projekty stworzone z myślą o krajach rozwijających się, przede wszystkim Afryce i Ameryce Południowej. W Polsce te urządzenia nie spełniałyby swojej roli.

Dzięki pracy Ministerstwa Edukacji do szkół trafiło kilkaset tysięcy komputerów. Takie rozwiązania są znacznie bardziej otwarte i mogą przynieść więcej korzyści. Skupianie się na najprostszych technologiach nie jest u nas konieczne. W Polsce nie ma czegoś takiego jak "bariera zakupu". Jeśli ktoś chce mieć dostęp do komputera - będzie go miał.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, Polska nie jest w tyle. Ze względu na znacznie bardziej elastyczną strukturę rynku, nowe technologie szybciej popularyzują się tutaj, niż w Europie Zachodniej, gdzie często rynek jest znacznie bardziej skostniały. Wystarczy spojrzeć na popularyzację procesorów 4-rdzeniowych, które w Polsce sprzedają się naprawdę dobrze.

OLPC przyciąga uwagę użytkowników ze względu na cenę. W Polsce nadal są miejsca, gdzie posiadanie komputera leży w gestii marzeń, nie mówiąc już o stałym dostępie do internetu.

W Polsce wyszkoliliśmy ponad 80 tysięcy nauczycieli. Ministerstwo Edukacji Narodowej zakupiło kilkaset tysięcy komputerów do szkół. Praktycznie wszędzie są pracownie komputerowe. Barierą nie jest dostęp, tylko wiedza jak wykorzystać komputer. Właśnie dlatego współpracujemy z polskim rządem nad programami, które popularyzują technologie.

Ujmijmy to następująco - jeśli chcemy, aby ludzie jeździli samochodami to trzeba pomóc w robieniu prawo jazdy, a nie rozdawać samochody. Jeśli wszyscy będą wiedzieć jak używać samochody - nie będzie problemów.

Jeśli już mamy prawo jazdy, to dlaczego mielibyśmy wybrać Penryn, najnowszą technologię Intela? Dlaczego ludzie powinni rezygnować z istniejących rozwiązań i inwestować w dopiero debiutujące urządzenia?

Kiedy kupujemy dziecku buty, szukamy czegoś o półtora numeru większego, nie bierzemy butów na miarę. Chcemy aby dziecko przechodziło w butach cały sezon. Komputer kupiony dzisiaj powinien współpracować dobrze ze wszystkimi aplikacjami przez 2 do 3 lat.

Wprowadzona obecnie zmiana jest największą zmianą w tranzystorach od 40 lat. Przez 40 lat w przemyśle były stosowane tranzystory oparte na krzemie i dwutlenku krzemu. Teraz możemy mówić o pierwszych procesorach produkowanych w 45-nanometrowym procesie. Dzięki zmianie w sposobie budowania tranzystora, pobierają one znacznie mniej prądu. Pracują ciszej. W notebookach oznacza to dłuższą prace, a w serwerowniach możemy umieścić więcej serwerów. Nie mówić już, że samo ich utrzymanie będzie znacznie tańsze.

Inwestowanie w najnowsze technologie ma sens. W Trójmieście uruchomiono klaster z serwerami. Służy on m.in. do tego, aby wynajdować nowe leki. Dzięki jego mocy obliczeniowej naukowcy mogą pracować na pojedynczym segmencie DNA.

Nowe rozwiązania mogą zostać wykorzystane także do efektywnego monitorowania miasta. Zamiast posadzenia przed monitorem setki ludzi, dzięki technologii rozpoznającej twarz może zrobić to jeden system oparty o bardzo wydajne procesory. Wszystko w czasie rzeczywistym.

Tak potężna moc obliczeniowa ma także bliższe przeciętnemu użytkownikowi zastosowanie. Np. mamy jedno zdjęcie przyjaciela i chcemy znaleźć jego pozostałe fotografie. Komputer jest w stanie zanalizować treść każdego ze zdjęć z osobna, znajdując te, które nas interesują. Innym przykładem są bardziej efektowne algorytmy kompresji/dekompresji materiałów wideo. Dzięki nowemu zestawowi instrukcji Penryn może dać nawet 60 proc wzrostu wydajności podczas zabawy z plikami wideo.

W technologii 45 nanometrów mówimy o elementach, które są 50 razy mniejsze od bakterii. Bakteria ma około 2 tys. nanometrów, ludzki włos 90 tys. nanometrów. Przy dużo większej wydajności można na mniejszej powierzchni umieścić więcej tranzystorów.

Intel ma bardzo silną pozycję na rynku. Firma już miała do czynienia z antytrustowymi procesami w USA i Korei Południowej. Także Komisja Europejska miała swoje obiekcje wobec Intela. Czy nie boicie się, że Intel może stać się monopolistą?

Bardzo wierzymy, że konkurencja jest potrzebna, a sama sytuacja na rynku jest kształtowana przez jakość danej firmy. Kiedy nasza konkurencja opracowywała dobre produkty, potrafiła zwiększać udziały na rynku. Kiedy jednak firma zaczyna pracować nieefektywnie i nieoptymalnie inwestować w nowe technologie - pozostaje w tyle, w takim rozumieniu, że klienci nie wybierają jej produktów.

To przecież rynek decyduje, czy nowe projekty spełniają oczekiwania, a klienci ostatnio dochodzą do wniosku, że to nasze produkty są lepsze.

My skupiamy się na tym, aby efektywnie wdrażać nowe technologie. Nasza strategia nosi nazwę tik-tak. Co 2 lata wprowadzamy nową architekturę procesora i jego budowę (silnik, etc.). W latach pomiędzy tym zmienia się "upakowanie" tranzystorów. Dzięki takim rozwiązaniom, co roku mam miejsce wzrost wydajności. Za rok wprowadzona zostanie nowość w architekturze procesora, a w 2009 roku możemy liczyć na nowy proces w technologii 32 nm. Dzięki temu utrzymujemy regularne tempo postępu technicznego.

Zbyt niskie ceny i nieuczciwa konkurencja to zarzuty Komisji Europejskiej wobec Intela.

Jeśli nasze ceny byłyby dumpowane - wyniki finansowe Intela byłby znacznie niższe. Nasza marża to z reguły około 50 proc. Nie bez znaczenia są tu koszty produkcji procesorów. Jeśli tranzystory są mniejsze to z jednej płytki krzemowej można wyprodukować więcej procesorów.

Jeśli jesteśmy w stanie zmniejszyć tranzystor, to możemy zaoferować rynkowi znacznie więcej za niższą cenę. Obniżki wiążą się z tym, że potrafimy produkować tanio i oferować nowoczesne technologie. Kiedy nasza konkurencja mogła pochwalić się podobną taktyką - ich udział rosły.

Niektórzy mogą zarzucać Intelowi, że stał się kolejnym Microsoftem. każdy sukces firmy jest tłumaczony jego pozycją. Czy nie boicie się takiego postrzegania?

Opinie internautów muszą być zróżnicowane. Właśnie dlatego m.in. mamy własnych etnografów, którzy pomagają nam w poznawaniu potrzeb ludzi. To przecież ludzie decydują o popularności danego produktu, nie firmy. To klient rządzi światem. Kiedyś Intel kiedyś chciał wprowadzić numer seryjny procesora. Wycofał się z tego pomysłu, ponieważ społeczność internetowa była temu przeciwna. Naszym zadaniem jest słuchać opinii i wyciągać z tego wnioski. A czym większa różnorodność opinii - tym lepiej.

Kieruje Pan także działaniami Intela w Albanii, Bośni, Bułgarii, Chorwacji, Czarnogórze, Czechach, Estonii, Hercegowinie, Litwie, Łotwie, Macedonii, Rumunii, Serbii, Słowacji, Słowenii i Węgrzech. Kraje te mają wiele wspólnego, ale i zapewne nie obędzie się bez różnić i drobnych nieporozumień.

Różnice są, chociaż jest ich znacznie mniej, niż może się wydawać - wymienione kraje doskonale radzą sobie w ramach jednego regionu. Dla mnie było zaskoczeniem, kiedy zaczęliśmy pracować z Czechami i okazało się, ze nikt nie jest na "Ty" - każdy tytułuje się zależnie od wykształcenia. Natomiast w angielskim formalizmy są mniej ostre. Rozmawiając w tym języku bardzo szybko udało się nam zmniejszyć dystans.

Im bardziej pracuje się z klientami na południu, tym więcej trzeba z nimi spędzić czasu poza salami konferencyjnymi i firmą. Tam znacznie większą rolę odgrywa kontakt międzyludzki. Generalnie, jeśli człowiek jest wystarczająco otwarty i potrafi zrozumieć wszystkie te różnice, to praca w regionie okaże się bardzo przyjemna.

Warto było stworzyć taki region, aby lepiej widzieć potrzebny "Nowej Europy". W sumie te 16 krajów to 120 milionów mieszkańców. Dla porównania Niemcy to około 80 milionów. Małe kraje samemu nie zdziałałyby wiele. W grupie możemy pokazać potrzeby wszystkich.

Z portalu INTERIA.PL korzysta wielu młodych ludzi, którzy kiedyś mogą pracować w Pana firmie. Jakie umiejętności muszą oni posiadać, aby stać się częścią zespołu Intela?

W ośrodku badawczo-rozwojowym w Gdańsku pracuje ponad 300 inżynierów zajmujących się konstruowaniem i produkcją nowych układów graficznych oraz technologiami bezprzewodowymi. Potrzebujemy dobrej klasy inżynierów zajmujących się grafiką trójwymiarową i technologiami bezprzewodowymi. Generalnie - dobrych informatyków z silnym warsztatem matematyczno-fizycznym.

Potęga Polski mogą być dobrzy inżynierowie, dlatego zachęcamy ludzi do pójścia w tym kierunku, a dzięki takim inwestycją jak w Gdańsku, Dolina Krzemowa przychodzi do nas. Najlepsi dostaną u nas taką samą pracę jak na Zachodzie. Natomiast jeśli będą chcieli, zawsze mogą pracować gdzie chcą - począwszy od Izraela, a na USA kończąc.

Natomiast jeśli chodzi o marketing i sprzedaż. Mam dość niekonwencjonalne podejście - szukamy jak najlepszych ludzi i to wcale nie muszą być osoby z najwyższymi ocenami. Stawiamy na osobowości, na ludzi, którzy osiągnęli coś w życiu. Niezależnie, czy był to wolontariat czy zawody sportowe. Nawet jeśli ktoś nie ma ocen, ale jest mocny w jakiejś konkretnej dziedzinie - zapraszamy.

Rozmawiał Łukasz Kujawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama