Reklama

Kac i 10 złotych w portfelu. Jak przeżyć dzień?

Pierwszy miesiąc studiowania zwykle kończy się problemami finansowymi, gdyż imprezy przeciągają się w nieskończoność. Budzisz się pewnego dnia po jednej z nich, zaglądasz do portfela i widzisz 10 zł. Sąsiadów nie ma, lodówka pusta, a kac męczy. Co kupić za tę kwotę, aby przeżyć dzień?

Skacowany student zagląda do kuchni i widzi pustkę. Gdzieś uchowało się trochę mąki, jakieś przyprawy. Makaronu może starczy, ale lepiej nie ryzykować. Wszystkie garnki są brudne, a głowa tak boli, że lepiej za zmywanie się nie zabierać, a jeśli już to jeden garnek. Może zachował się jakiś rondelek, żeby ugotować makaron.

Studenckim hitem zawsze były placki ziemniaczane, albo ryż z czymkolwiek, co znajdziemy w lodówce. Placki ziemniaczane są potrawą, przy której trzeba się napracować, a dzień po imprezie nie jest najlepszym czasem, by się męczyć.

Reklama

Wybieramy się zatem do najbliższego dyskontu. Rozglądamy się w alejkach pełnych produktów i do koszyka wrzucamy: makaron świderki, który można znaleźć za średnio 2-3 zł., nóżkę kurczaka za 3-4 zł., a później wędrujemy do zieleniaka i kupujemy warzywa rosołowe. Przy dobrych wyborach może jeszcze starczyć na ryż, lub tanie piwo na klina.

Rosół na kaca

Wracamy do domu i gotujemy rosół w wersji studenckiej. Znaczy to tylko tyle, że do garnka wlewamy wodę, wrzucamy mięso, stawiamy na małym ogniu. Teraz możemy otworzyć piwko i pilnować, aby woda nam nie wyparowała. Rosół, żeby pomógł i był taki, jak u babci musi gotować się długo i nie może się gotować intensywnie. Powinien delikatnie bulgotać przynajmniej 3 godziny. Daje to gwarancję, że rosół będzie klarowny. W połowie gotowania dodajemy włoszczyznę i solimy wywar.

Teraz pora na makaron. Do rondelka wlewamy wodę, solimy, kładziemy na ogień. Czekamy aż się woda zagotuje i wrzucamy makaron. Zwykle jest gotowy po około 15 minutach.

Mamy pierwsze danie gotowe. A do tego świetne lekarstwo. Jednak nie powinniśmy zapominać, że w garnku została nam nóżka, którą można również wykorzystać.

Czekamy, aż przestygnie, następnie obdzieramy kości z mięsa, bierzemy cebulę i trochę mąki. Mamy podstawowe składniki ubogiej wersji potrawki. Mięso i cebulę przysmażamy na patelni, dolewamy wody, dodajemy liście laurowe (zawsze jakimś cudem w wynajmowanych lokalach znajduje się liście laurowe), sól i pieprz. Ustawiamy mały ogień, żeby tylko bulgotało. Teraz czeka nas trudniejsza rzecz. Musimy zrobić zasmażkę. Roztapiamy odrobinę masła, dosypujemy mąkę i podlewamy wodą i przysmażamy aż zbrązowieje. Zasmażkę dodajemy do potrawki i dość intensywnie mieszamy. Teraz wystarczy poczekać, aż potrawa zgęstnieje. Po chwili jest gotowa do podania z ryżem, lub makaronem.

Włoskie inspiracje

Jeśli nie chcemy czekać zbyt długo na jedzenie, ani myć garnków możemy kupić makaron, puszkę tuńczyka za ok. 2,50 zł., puszkę pomidorów (ok. 3 zł) i bazylię (średnio 1,50 zł).

W tym przypadku gotujemy makaron podobnie, jak w poprzednim przepisie, odcedzamy wodę, a do garnka wrzucamy tuńczyka, pomidory i przyprawy. Po około 20 minutach mamy gotowe danie, które jest pożywne i pomaga na syndrom dnia poprzedniego.

W innej wersji możemy się podeprzeć kuchnią włoską i zamiast tuńczyka kupić boczek oraz czosnek. Cały czas mieścimy się w kwocie 10 zł. i jeszcze może starczyć na chmielowy napój.

Wówczas jednak musimy przełożyć makaron do talerza. Sos robimy w garnku. Pokrojony w kostkę boczek wrzucamy do środka, podobnie czosnek, dodajemy pomidory i przyprawy. W wersji luksusowej możemy dodać oliwki (1,80 zł).

Studenckie życie

Jesteśmy w jeszcze lepszej sytuacji, gdy ktoś z nami mieszka i może się dorzucić do obiadu. Wówczas spokojnie możemy poszaleć i zrobić obiad w bogatszej wersjij. Jednak zwykle takie sytuacje się nie zdarzają. Zwłaszcza na pierwszym roku studiów, gdy sami nie potrafimy jeszcze dobrze gospodarować gotówką, a klubowe życie jest bardzo kuszące.

Nie są to na pewno przepisy, którymi można się chwalić w towarzystwie, ani nie ukazują kunsztu kucharza. Jednak w tym przypadku nie o to chodzi. W założeniu nasz student wyrwał się z domu, nigdy nie gotował, a i pojemnością portfela też nie grzeszy, a musi zjeść coś co go postawi na nogi.

Każdy miał jakieś kulinarne przygody na studiach. Podzielcie się nimi, a stworzymy wspólnie kulinarny przewodnik, dla niezbyt zasobnych studentów.

Ceny określone zostały na podstawie średnich cen w krakowskich dyskontach.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy