Byli przekonani, że to drony kartelu. W USA potraktowali laserem… balony
Może i brzmi to jak scenariusz komedii, ale wydarzyło się naprawdę. Według doniesień Wall Street Journal, amerykańska agencja U.S. Customs and Border Protection użyła zaawansowanej broni laserowej LOCUST do strącenia… balonów na granicy USA i Meksyku i nie chodzi tu wcale o balony szpiegowskie.

Według źródeł Wall Street Journal, U.S. Customs and Border Protection zdecydowała się niedawno na laserową neutralizację "dronów kartelu", chociaż Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) ostrzegła, by nie prowadzić tej operacji. W efekcie jej szef Bryan Bedford, który dowiedział się o planach realizowanych wbrew jego zaleceniom, zmuszony był jednak zamknąć przestrzeń powietrzną w promieniu 11 mil wokół lotniska El Paso, powodując opóźnienia i przekierowania wielu lotów.
Chaos i brak komunikacji
To nagłe zamknięcie wywołało chaos, a także zaskoczyło urzędników Białego Domu, Pentagonu i Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który nadzoruje U.S. Customs and Border Protection. Ironia sytuacji? Po dokładnej analizie zestrzelonych obiektów okazało się, że są one najprawdopodobniej zwykłymi balonami imprezowymi. Jak poinformowały lokalne źródła WSJ, w dokumentach sprawy wprost można przeczytać, że "operacja" nie trafiła w cel, jakiego się spodziewano.
Reakcje polityków
Oficjalne powiadomienie FAA mówiło o dziesięciodniowej blokadzie, ale po "zestrzeleniu" balonów akcję skrócono. WSJ podkreśla, że cała sytuacja obrazuje długotrwałe napięcia i problemy komunikacyjne między agencjami federalnymi, które dotąd nie skomentowały sprawy.
Senator Tammy Duckworth z Illinois (Demokratka) w rozmowie z WSJ wezwała agencje do lepszej koordynacji: "Moglibyśmy coś uchwalić ustawowo, ale wolałabym, żeby po prostu zaczęli ze sobą rozmawiać" - mówiła członkini Senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych.
Prawdopodobnie wkrótce pojawią się dodatkowe informacje śledcze, w tym szczegóły dotyczące odnalezionych szczątków. Jednak jak podkreślają eksperci, takie wpadki często zamiata się pod dywan, więc jeśli na miejscu nagle nie znajdą się jakieś ślady dronów, ze strony władz amerykańskich można spodziewać się tylko ciszy.










