Reklama

Europejska Agencja Obrony, czyli?

Przed rozpoczęciem naszej prezydencji w Unii Europejskiej jak mantrę powtarzamy, że wspólna polityka obrony to priorytet. Przełożeniem tych deklaracji na konkrety może być wzmocnienie EAO.

O Europejskiej Agencji Obrony niewiele mówi się w mediach. Pracują w niej bowiem głównie urzędnicy, choć EDA (European Defence Agency) działa w określonych warunkach politycznych.

Bezpieczeństwo ponad wszystko

Doskonale widać to było pod koniec 2010 roku. W grudniu, w rocznicę wejścia w życie traktatu lizbońskiego, ministrowie krajów Trójkąta Weimarskiego (Polska, Francja, Niemcy) zaapelowali w liście do Catherine Ashton, wysokiego przedstawiciela UE do spraw wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, o bardziej aktywne działania w podległej jej dziedzinie. Radosław Sikorski, Bogdan Klich, Michéle Alliot-Marie, Guido Westerwelle, Alain Juppé i Karl-Theodor zu Guttenberg wśród wielu innych sugestii zwrócili się do lady Ashton z prośbą o wzmocnienie EDA i przyczynienie się do lepszej współpracy agencji z Dowództwem Sił Sojuszniczych NATO do spraw Transformacji.

9 grudnia 2010 roku Polska podpisała też list intencyjny w sprawie wejścia do programu zdjęć satelitarnych MUSIS (Multinational Space-based Imaging System for Surveillance, Reconnaissance and Observation) prowadzonego w ramach EDA przez Belgię, Niemcy, Francję, Hiszpanię, Włochy i Grecję. Minister Bogdan Klich podpisał również list intencyjny w sprawie programu bezzałogowych morskich systemów przeciwdziałania zagrożeniom minowym (Unmanned Maritime Systems, UMS). Był to jasny sygnał - pół roku przed rozpoczęciem naszej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej zależy nam na EDA jako miejscu łączącym programy zbrojeniowe różnych państw. Czas pokaże, czy zależy tylko nam, czy także większości krajów Unii.

Reklama

Dziesięć priorytetów

Co do tego, że współpraca w ramach EDA jest korzystna dla Polski, nie ma żadnych wątpliwości. Wystarczy spojrzeć na listę dziesięciu programów agencji, którymi jesteśmy zainteresowani. Departament Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego MON, który nam ją przesłał, na pierwszym miejscu umieścił MARSUR - program integracji narodowych sieci nadzoru obszarów morskich (cywilnych i wojskowych).

Na drugiej pozycji znalazł się APSS (Active Protection Systems Study) - system aktywnej ochrony opancerzonych wozów bojowych. Na trzecim wymieniono Europejską Flotę Transportu Powietrznego. Chodzi tu głównie o duże samoloty transportowe, które zapewniałyby niezakłócone dostawy sprzętu i ludzi na misje zagraniczne. Po zakończeniu operacji irackiej i podaniu daty wycofania z Afganistanu problem co prawda nie jest tak palący jak kiedyś, ale nadal ważny. Nie bez powodu sprawa samolotów transportowych pojawiła się jako jeden z naszych głównych roboczych postulatów przy pierwszych przymiarkach do prezydencji ponad rok temu.

Po co Polsce EDA?

EDA prowadzi także interesujące nas prace nad Europejskim Bezzałogowym Morskim Systemem Przeciwdziałania Zagrożeniom Minowym (EUMS), który poprawi bezpieczeństwo okrętów, oraz nad tak zwaną bronią nieśmiercionośną. Non-Lethal Capability to priorytetowy obszar badawczy techniki i technologii obronnych w naszych siłach zbrojnych, wynikający także z naszych zobowiązań wobec NATO.

Równie ważne są dla nas prace nad mobilnym laboratorium poziomu 2. Świetnie radzono by sobie w nim z improwizowanymi urządzeniami wybuchowymi (IED), które są codziennością dla naszych żołnierzy służących w misji ISAF. Lepszemu przygotowaniu żołnierzy, szczególnie po to, by radzili sobie w sytuacji izolacji na polu walki, służy także program Personnel Recovery Equipment.

"Żołnierz XXI wieku"

Europejska Agencja Obrony prowadzi również program "Żołnierz XXI wieku" (21 Century Soldier System), który dotyczy głównie nowoczesnego wyposażenia indywidualnego. Chodzi o jeszcze lepsze kamizelki kuloodporne, hełmy, kamery, noktowizory i sterujące wszystkim komputery.

Dwa ostatnie priorytety to ustanowienie wspólnej bazy danych środków biologicznych (The Establishment and Management of a Common Database of B-agents) i zarządzanie nią oraz europejskie zabezpieczone programowalne radio (European Secure Software Defined Radio - ESSOR). Nie są to może programy spektakularne, ale bardzo potrzebne. Czy można sobie bowiem wyobrazić mobilne europejskie grupy bojowe bez samolotów transportowych? Czy możliwa jest współpraca żołnierzy, z których każdy będzie wyszkolony inaczej i dostanie inne uzbrojenie? To oczywiście pytania retoryczne, świadczące o wadze na pozór drobnych spraw, jakimi zajmuje się EDA.

Oszczędności przekonują

Dotychczas na wszystkie projekty agencji Polska wydała 24,7 miliona euro, czyli ponad 10 procent z 210-milionowego budżetu wszystkich programów. Nie w każdym rzecz jasna uczestniczymy od początku.

Po pierwsze, wybieramy tylko te korzystne dla rozwoju naszej armii.

Po drugie, nawet w programach, na których nam zależy, konieczny jest czasem wkład techniczny lub finansowy przekraczający nasze możliwości. Tak było choćby ze wspomnianym wejściem do programu zdjęć satelitarnych MUSIS. Mamy tam status członka stowarzyszonego, bo na razie nie dysponujemy odpowiednimi zdolnościami narodowymi w tej dziedzinie. Będziemy mogli jednak śledzić prace i uczestniczyć w rozwoju programu. Oprócz tego jesteśmy zainteresowani rozwojem zdolności ochrony wojsk, transportu strategicznego oraz sieciocentrycznych, bezpiecznych systemów dowodzenia, kierowania i łączności, a także nadzorem obszarów morskich.

Agencją rządzi Polak

Osobą numer jeden w agencji jest nasz rodak, generał brygady Adam Sowa. Formalnie na jej czele stoi wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Catherine Ashton pomaga Rada Sterująca składająca się z 26 ministrów obrony krajów członkowskich (z wyjątkiem Danii), której podlega dyrektor agencji. Stanowisko to na razie nie jest jednak obsadzone. Zajmuje je zastępca dyrektora do spraw operacji (jest jeszcze drugi zastępca do spraw strategii) - generał Sowa. Wszystko wskazuje jednak na to, że jego nowym przełożonym będzie przedstawiciel dużego kraju Unii, Francuz lub Włoch. EDA od 2004 roku szefowali już Brytyjczyk i Niemiec.

Nóż w plecy

Decyzje dotyczące agencji nabrały dodatkowego znaczenia po 2 listopada 2010 roku i dwóch umowach francusko-brytyjskich dotyczących współpracy sił zbrojnych oraz testów głowic atomowych. Niektórzy postrzegają ją jako nóż wbity w plecy tworzonej dopiero wspólnej europejskiej polityki obrony. O ile po Londynie każdy mógł się takiego zachowania spodziewać, o tyle podejście Paryża było pewnym zaskoczeniem. Francuscy ministrowie podpisali jednak tak zwany list weimarski, który był wołaniem o wzmocnienie polityki obrony i instytucji ją tworzących. Polska, która w trakcie swojej prezydencji będzie chciała przekonać do EDA jak najwięcej państw Unii, nie jest więc bez szans.

Otwarte pozostaje jednak pytanie o kształt EDA. "Część krajów postrzega agencję wyłącznie w kategoriach platformy koordynującej wysiłki państw członkowskich, do której sprowadza się obecnie. Inne państwa chciałyby silnej agencji, z prawem planowania rozwoju zdolności i egzekwowania ich wykonania", wyjaśniają przedstawiciele Departamentu Polityki Bezpieczeństwa Międzynarodowego MON.

Siła w agencji

Wiadomo, że jak najmniejszej roli EDA chciałaby Wielka Brytania. Był to bodaj jedyny istotny punkt sporny podczas polsko-brytyjskich konsultacji międzyrządowych pod koniec października 2010 roku w Londynie. "Wielka Brytania od zawsze jest krajem bardzo samodzielnym, który nie lubi, jeśli coś ogranicza mu pole decyzji. Dlatego będzie bardzo trudno ją przekonać do europejskiej polityki obronnej", nie ma złudzeń doktor Paweł Świeboda, szef DemosEuropa.

Po "liście weimarskim" widać jednak, że korzyści ze wspólnych zakupów uzbrojenia dostrzegają Niemcy i Francuzi. Im dłużej potrwają oszczędności budżetowe w kolejnych krajach, tym ta prawda będzie powszechniejsza. Oznacza to także dobre czasy dla EDA, która może w końcu zajmie się rozpalającymi wyobraźnię kontraktami na setki milionów euro.

Marek Pielach

Śródtytuły pochodzą od redakcji portalu INTERIA.PL

Polska Zbrojna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy