Rosja ewakuuje setki śmigłowców. Poważny problem Putina

Gdy Pentagon przekazał Siłom Zbrojnym Ukrainy pierwszy pakiet pocisków dalekiego zasięgu ATACMS, nie było jeszcze wiadomo, że dokonają tak ogromnego spustoszenia w rosyjskim lotnictwie. Kreml ma ogromny problem.

Gdy Pentagon przekazał Siłom Zbrojnym Ukrainy pierwszy pakiet pocisków dalekiego zasięgu ATACMS, nie było jeszcze wiadomo, że dokonają tak ogromnego spustoszenia w rosyjskim lotnictwie. Kreml ma ogromny problem.
Rosja ewakuuje setki śmigłowców w obawie przez pociskami ATACMS /Maxar /123RF/PICSEL

17 października, Siły Zbrojne Ukrainy dokonały pierwszych dwóch ataków na okupowane przez Rosjan lotniska w Berdiańsku i Ługańsku za pomocą potężnych pocisków dalekiego zasięgu o nazwie ATACMS. W trakcie akcji udało się zniszczyć lub uszkodzić 21 śmigłowców. Wśród nich były "latające czołgi" Ka-52 Aligator, Mi-8, Mi-24 i Mi-28. Trzeba tutaj podkreślić, że od początku wojny, Rosja straciła już 324 śmigłowce i 320 myśliwców.

Wszystkie maszyny służyły rosyjskiej armii do realizacji regularnych ataków nie tylko na ukraińskie pozycje na froncie, ale również niszczenia składów amunicji czy paliw. Ukraińcom udało się wyeliminować z działań wojennych ogromną liczbę maszyn. Jak przyznali sami przedstawiciele SZU, od dnia ataku, Rosjanie znacząco ograniczyli misje z użyciem śmigłowców.

Reklama

Rosjanie ewakuują śmigłowce z Ukrainy

To sprawiło, że oddziały piechoty i pancerne odetchnęły z ulgą, gdyż niemal codziennie Rosjanie próbowali z pomocą helikopterów zniszczyć czołgi i wozy opancerzone czy atakowali umocnienia na pierwszej linii frontu. Śmigłowce dostarczały też zapasy żywności i sprzętu na swoje pozycje. Można śmiało rzec, że przez to mocno kulawa okazała się rosyjska ofensywa w Awdijiwce. 

Przedstawiciele SZU nie kryją, że sukces ataków przeszedł ich najśmielsze oczekiwania. Prawdopodobnie Rosjanie nie spodziewali się, że Ukraińcy już mają do swojej dyspozycji amerykańskie pociski ATACMS, o których mówi się głośno w mediach od początku roku. Kreml rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę akcję ewakuacji śmigłowców w promieniu ok. 160 kilometrów od linii frontu.

ATACMS sieją zniszczenie w rosyjskim lotnictwie

Właśnie taki zasięg mają pociski ATACMS w wersji kasetowej. Ukraiński wywiad potwierdził, że całe floty śmigłowców zniknęły nie tylko z terenów okupowanych Ukrainy, ale również Krymu. Kreml obawia się powtórki z rozrywki i woli dmuchać na zimne. Analitycy podkreślają, że skutki użycia ATACMS dopiero zaczną się nasilać i spędzać sen z powiek Rosjanom.

Nie tylko w kolejnych tygodniach mogą oni mieć o wiele większy chaos w logistyce zapewnienia zapasów, sprzętu i paliw na całej długości frontu, ale również wraz z posuwaniem się naprzód ukraińskiej armii, w kwestii wyzwalania okupowanych terenów, kolejne rosyjskie lotniska znajdą się w zasięgu pocisków ATACMS i kolejny raz może dojść do masakry śmigłowców czy nawet myśliwców.

Rosjanie próbują zestrzelić pociski ATACMS

Co ciekawe, w rosyjskich mediach propagandowych pojawiła się informacja, że dziś (25.10) udało się strącić przynajmniej dwa pociski ATACMS w północno-zachodniej części Ukrainy. Wszystko wskazuje jednak, że to fałszywa wiadomość, ponieważ Rosjanie nie przedstawili żadnych dowodów na potwierdzenie swoich słów.

Ukraina dostała od USA wariant M39 pocisków ATACMS Block I z naprowadzaniem inercyjnym, które mają zasięg ok. 160 km i przenoszą 950 bomb przeciwpiechotnych i przeciwpancernych M74. W latach 1990-1997 wyprodukowano ich 1650 egzemplarzy, a następnie zakończono produkcję na rzecz M39A1. Co ciekawe, M39 to jedyny wariant ATACMS, z którego można strzelać ze wszystkich wariantów wyrzutni M270 i M142, co z pewnością było jednym z czynników decydujących o przekazaniu go Ukrainie.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ATACMS
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy