Rosjanie drukują miny w 3D. Nowa broń spada z dronów
Rosyjskie wojska zaczęły wykorzystywać w obwodzie chersońskim nowy typ improwizowanych min przeciwpiechotnych drukowanych w technologii 3D. Według ukraińskiej policji urządzenia przypominają działaniem niesławne miny PFM-1 znane jako "motylkowe", ale są zrzucane z dronów i nie posiadają mechanizmu samodestrukcji.

Jak informują portale Militarnyi i Suspilne, powołując się na Wołodymyra Perepelicę, szefa wydziału materiałów wybuchowych w Głównym Zarządzie Narodowej Policji Ukrainy w obwodzie chersońskim, rosyjskie wojska rozrzucają w tym rejonie owinięte w materiał maskujący miny przeciwpiechotne wydrukowane w technologii 3D. Jak przekonuje strona ukraińska, zmodyfikowały w tym celu własną minę przeciwpiechotną określaną jako "Piernik".
Były "motylki", czas na "pierniki"
Według Perepelicy wykorzystywanie domowej produkcji min jest próbą zrekompensowania przez rosyjską armię niedoboru min PFM-1, które ze względu na charakterystyczny kształt nazywane są też "motylkami". Miny tego typu były przez Kreml wykorzystywane m.in. w Ukrainie i powszechnie potępiane, bo ich ofiarami najczęściej padała ludność cywilna, a szczególnie dzieci - z powodu niezwykłego kształtu oraz atrakcyjnych kolorów miny były często mylone przez dzieci z zabawkami, powodując poważne obrażenia ciała lub śmierć.
Jest drukowana na drukarce 3D. W środku znajduje się ładunek wybuchowy, detonator oraz elementy potrzebne do jej aktywacji. Działa na tej samej zasadzie co PFM - wybuch następuje pod naciskiem. Jeśli człowiek na nią nadepnie lub przejedzie po niej pojazd, plastik się wygina, czasami pęka i dochodzi do eksplozji
Rosjanie zmuszeni do improwizacji
Jak przekonują Ukraińcy, zastosowany tu zapalnik elektryczny jest bardziej czuły niż wcześniej stosowane mechaniczne, a średni nacisk potrzebny do aktywacji wynosi około siedmiu kilogramów. Oznacza to, że miny z druku 3D bez problemu mogą być uruchomione nie tylko przez dorosłego człowieka, ale i starsze dziecko. A skutki mogę być tragiczne, bo mówimy o ładunku wybuchowym wystarczająco silnym do zadania poważnych obrażeń, w tym oderwania stopy.
Rosyjskie siły zrzucają te miny przeciwpiechotne z małych dronów śmigłowych, nie posiadają one mechanizmu autodestrukcji i są owinięte materiałem maskującym, co utrudnia ich dostrzeżenie. Wystarczy tylko przypomnieć ostrzeżenia wydawane przez Koreę Południową, kiedy Pjongjang rozmieszczał podobne rozwiązanie w strefie zdemilitaryzowanej - kiedy miny mają kolor brązowy lub zielony, zaczynają przypominać liście, więc łatwo przypadkiem na nie nadepnąć.
Bardzo trudno dostrzec ten obiekt w trawie, a tkanina nie odbija bezpośrednio promieni słonecznych, lecz je pochłania. To dodatkowo maskuje ten obiekt
Przypomnijmy też, że to zaledwie najnowsza odsłona tegorocznego rosyjskiego minowania Ukrainy, bo pod koniec stycznia pojawiły się informacje, że Moskwa zaczęła zrzucać ładunki wybuchowe PTM z bezzałogowców Molnija, a ukraińska obrona powietrzna zestrzeliwała także inne drony, których szczątki zawierały kontenery PKM-1 z przeciwpancernymi minami PTM-3 (te same można wykorzystać do przenoszenia min PFM-1).










