Reklama

Ponad 7 milionów basenów olimpijskich dziennie. Tak szybko topnieje Grenlandia

Cisza, spokój, nic się nie dzieje... tak na pierwszy rzut oka wygląda Grenlandia, ale wystarczy spojrzeć dokładniej, żeby dostrzec ogromne kałuże zbierające się ostatnio w okolicach lodowców i przekonać się, że w rzeczywistości dzieje się tu dużo, niekoniecznie dobrego.

Cisza, spokój, nic się nie dzieje... tak na pierwszy rzut oka wygląda Grenlandia, ale wystarczy spojrzeć dokładniej, żeby dostrzec ogromne kałuże zbierające się ostatnio w okolicach lodowców i przekonać się, że w rzeczywistości dzieje się tu dużo, niekoniecznie dobrego.
Z Grenlandii wytapia się obecnie 6 mld wody dziennie. Wystarczająco do napełnienia ponad 7 mln basenów /123RF/PICSEL

Wystarczyło kilka cieplejszych dni z temperaturą o 5℃ wyższą od typowej, a mówiąc precyzyjniej 15,5℃ zamiast 10℃, aby pokrywa lodowa na północnych obszarach Grenlandii zaczęła się topić w błyskawicznym tempie. Jak podkreślają naukowcy, w okolicach lodowców widać ogromne kałuże i rzeki, którymi woda spływa do oceanu, a jest jej tak dużo, że każdego dnia można byłoby nią wypełnić 7,2 miliona basenów olimpijskich (albo pokryć całą powierzchnię Polski kilkucentymetrową warstwą wody).

Grenlandia topi się w błyskawicznym tempie

Z danych podanych przez amerykańskie centrum informacyjne i referencyjne National Snow and Ice Data Center wynika, że w dniach 15-17 lipca z Grenlandii wytopiło się 6 mld ton wody... każdego dnia. Przebywający na miejscu badacze są tym bardzo zaniepokojeni i wskazują, że jeśli przez jeszcze kilka dni będą mogli spacerować na miejscu w T-shirtach i krótkich spodenkach, co jest niespotykane o tej porze roku, to będziemy mieli naprawdę poważny powód do zmartwień - nie mogli nawet przekazać do badań rdzeni lodowych wydobytych w ramach projektu EastGRIP, bo ciepło spowodowało destabilizację lądowiska i uniemożliwiło lądowanie.

Reklama


Co warto podkreślić, naukowcy każdego lata obawiają się, że dojdzie do powtórki z 2019 roku, kiedy to nadzwyczaj ciepła wiosna i część lata spowodowały stopienie niemal całej powierzchniowej pokrywy lodowej, w efekcie czego do morza spłynęły 532 mld ton wody, a poziom wód na świecie podniósł się permanentnie o 1,5 mm. I trudno im się dziwić, bo na Grenlandii jest wystarczająco dużo lodu, by po jego stopieniu poziom wód na świecie podniósł się o... 7,5 metra!

Najnowsze badania wskazują zaś, że sytuacja pokrywy lodowej na półkuli północnej jest coraz bardziej niepewna, bo niespotykane dotąd tempo topnienia podstawy lodowej, wynikające ze spływania wody roztopowej, może jeszcze przyspieszyć topnienie.

Mówiąc krótko, im więcej lodu topi się na powierzchni, tym więcej wody spływa pod spód pokrywy lodowej i wywołuje topnienie również tam, a do tego trzeba też dołożyć tworzące się przy okazji pęknięcia, które prowadzą do oddzielania się fragmentów lodu.

W 2020 roku naukowcy ustalili zaś, że pokrywa lodowa Grenlandii stopniała już do momentu, w którym nie ma odwrotu, co oznacza, że żadne nasze wysiłki w zakresie powstrzymania, a raczej zahamowania globalnego ocieplenia, nie są w stanie zapobiec jej dezintegracji. Jak podkreślają badacze, głównie za sprawą zmian klimatycznych wywołanych działalnością człowieka, które od lat 80. ubiegłego wieku tylko przyspieszają.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy