Reklama

To mieszkanie w Ukrainie zabijało swoich lokatorów. O co chodzi z "lokalem 85"?

Kiedy kupujemy nowe mieszkanie, w głowie zawsze pojawiają się dziesiątki niepokojących myśli, ale nikt raczej nie zastanawia się, czy lokal go przypadkiem nie uśmierci. To raczej scenariusz na kiepski horror, a może nie?

Kiedy kupujemy nowe mieszkanie, w głowie zawsze pojawiają się dziesiątki niepokojących myśli, ale nikt raczej nie zastanawia się, czy lokal go przypadkiem nie uśmierci. To raczej scenariusz na kiepski horror, a może nie?
Jeden z bloków w Kramatorsku przez lata skrywał tajemnicze "śmiercionośne" mieszkanie /JUAN BARRETO/AFP /East News

W 1981 roku w ukraińskim Kramatorsku doszło do bardzo nietypowego przypadku zachorowania na białaczkę - lekarze nie byli w stanie wytłumaczyć, jak to możliwe, że choroba rozwinęła się tak szybko, że było za późno na jakąkolwiek pomoc i wcześniej zdrowa 18-letnia kobieta zmarła. A kiedy rok później taki sam los spotkał jej młodszego 16-letniego brata, a następnie matkę... nie, wciąż nie podejrzewali, że dzieje się coś dziwnego i zrzucili wszystko na dziedziczną skłonność do nowotworu.

Białaczka w podejrzany sposób zabiła 3 osoby. Winne mieszkanie?

I w sumie to trudno się im dziwić, bo było to najrozsądniejsze wytłumaczenie, tyle że geny nie zwiększają ryzyka zachorowania na nowotwory tak drastycznie i jeśli rodzeństwo choruje na raka, nasze osobiste ryzyko rośnie dosłownie o kilka punktów procentowych w stosunku do innych osób. Dlatego też, chociaż cała trójka była spokrewniona, prawdopodobieństwo ich zachorowania w tak krótkich odstępach czasu było bardzo niskie - niestety musiało dojść do kolejnych zachorowań, żeby ktoś zainteresował się głównym podejrzanym... 

Reklama

Bo choć mieszkanie nr 85 w bloku numer 7 przy ulicy Gwardii Kantemirowskiej w Kramatorsku zaczęło się cieszyć złą sławą, to wkrótce przydzielono do niego nowych lokatorów.

I dopiero kiedy u jednego z dzieci, a niedługo później także u drugiego (ten chłopiec przeżył), zdiagnozowano leukemię, stało się jasne, że trzeba dokładnie sprawdzić lokal. Inspekcja mieszkania przeprowadzona pod naciskiem nowych mieszkańców ujawniła zaś, że jedna ze ścian była źródłem promieniowania.

Po wycięciu jej najbardziej skażonego fragmentu i dokładnych analizach w laboratorium okazało się, że w środku znajduje się kapsułka radioaktywnego cezu-137! Jak to możliwe? Numer seryjny prowadził do kamieniołomu, w którym korzystano z mierników z cezem do sprawdzania promieniowania wydobytych skał i pech chciał, że pewnego dnia zaginął.

Początkowo trwały jego gorączkowe poszukiwania, ale terminy goniły, bo chodziło o przygotowania do Igrzysk Olimpijskich w Moskwie, więc sprawę zamieciono pod dywan, a mówiąc precyzyjniej pod kamienie, które posłużyły następnie do budowy bloku - to właśnie ta nieroztropna decyzja kosztowała życie cztery osoby i negatywnie wpłynęła na zdrowie 17 kolejnych.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: cez | promieniowanie | białaczka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy