Reklama

Święta zmienione w trzy dni koszmaru. Porwanie samolotu Air France 8969

Podczas świąt 1994 roku cały świat oglądał losy pasażerów i załogi samolotu Air France lotu 8969, który został porwany przez islamskich terrorystów w Algierze. Od Wigilii do ostatniego dnia świąt rozgrywała się potyczka, gdzie stawką było życie 221 ludzi. Niektórzy nie wrócili do domów.

Gęsta atmosfera i w końcu... wybuch

Rankiem 24 grudnia 1994 roku Airbus A300 Air France ląduje na lotniku im. Huariego Bumediena w Algierze. Mimo świątecznej pory atmosfera jest strasznie gorąca i to nie tylko ze względu na pogodę. W lokalnych gazetach ciągle piszą o krwawej wojnie domowej, która od kilku lat trawi Algierię. Air France do rejsów tam wysyła tylko ochotników, którym w locie 8969 przewodzi kapitan Bernard Delhemme.

Samolot około godziny 11:00 po zapełnieniu się pasażerami lotu powrotnego do Paryża ma już startować. Nagle na pokład wchodzi czwórka mężczyzn w mundurach obsługi lotniska. Mówią, że muszą sprawdzić wszystkie paszporty. Nikt nie protestuje, jednak wszyscy widzą, że mężczyźni są silnie uzbrojeni. Atmosfera staje się napięta. Sytuacja alarmuje kontrolę lotniska, która wysyła pod samolot żołnierzy. Wtedy czwórka mężczyzn pokazuje pasażerom własnoręcznie zrobione bomby i zaczyna ich terroryzować bronią.

Reklama

Allah wybrał nas do walki

Mężczyźni są członkami Zbrojnej Grupy Islamskiej (GIA), grupy terrorystycznej walczącej z rządem podczas wojny domowej w Algierii. Porywaczom przewodzi fanatyczny Abdul Abdullah Yahia. Po umieszczeniu ładunków wybuchowych, wraz z dwójką terrorystów wchodzi do kabiny pilotów i zmusza kapitana do powiadomienia wieży kontroli o porwaniu samolotu przez "żołnierzy Allaha".

Żądają oni uwolnienia dwóch członków islamskich partii politycznych. Rozpoczyna się gorączkowa akcja ratunkowa, a na lotnisku pojawiają się media, które relacjonują tragedię. Algierscy snajperzy zajmują pozycje, chcąc wyeliminować terrorystów w kokpicie. Ci jednak włożyli mundury pilotów, utrudniając identyfikację. Na negocjatora wybrano samego ministra spraw wewnętrznych Algierii. Prosi on o uwolnienie kobiet, dzieci i osób starszych.

Terroryści po dwóch godzinach ciszy odpowiadają nowymi żądaniami - chcą lecieć do Paryża, gdzie miałaby się odbyć konferencja prasowa. Lot uniemożliwia rampa przyczepiona do drzwi samolotu. Władze algierskie nie zgodziły się na jej usunięcie. Następuje groźny impas.

Około południa 24 grudnia we Francji premier Édouard Balladur i członkowie rządu, porzucają swoje świąteczne plany i przyjeżdżają do Paryża. Powołują sztab kryzysowy w sprawie lotu 8969. Francuzi proponują Algierczykom przejęcie sprawy. Ci jednak sami chcą twardo rozwiązać kwestię terrorystów. To przynosi opłakane skutki.

Pierwsze strzały

Terroryści zachowują się bardzo agresywnie. Zastraszają ludzi i żądają respektowania islamskiego kodeksu, np. każąc kobietom zakrywać włosy. Pasażerowie nie mają żadnego sygnału, że ktoś próbuje ich ratować. Na domiar złego terroryści oswajają ich ze śmiercią słowami o miłości Allaha, który przyjmie ich do raju.

Dalej prowadzą kontrolę paszportów. Okazuje się, że jeden z algierskich pasażerów jest policjantem. Postrzegając go jako wroga GIA, terroryści używają go jako przykładu dla algierskich władz. Abdul Abdullah Yahia kazał wyciągnąć go przed drzwi. Na oczach wszystkich, policjanta zastrzelono, a ciało wyrzucono przed samolot.

Ten obraz wstrząsa francuskim rządem, który mocniej naciska na Algierczyków o umożliwienie podjęcia akcji. Zaczynają krążyć głosy o wykorzystaniu francuskich sił specjalnych do odbicia samolotu. Algierczycy jednak twardo odmawiają, twierdząc, że sytuację mają pod kontrolą. Sami zaczynają w to wątpić, gdy terroryści wyrzucają przed samolot drugie ciało.

Ofiarą jest Bui Giang To, attaché handlowy w Ambasadzie Wietnamu w Algierii. Wszyscy już wiedzą, że każda z ponad 200 osób na pokładzie samolotu, może zginąć. Zobaczenie kolejnych ciał przed samolotem wydaje się kwestią czasu.

Spokój, ale nie na długo

Nieoczekiwanie jednak sytuacja zaczyna się stabilizować. Do końca Wigilii nie ginie żadna osoba. Terroryści przyjmują taktykę, gdzie wobec pasażerów naprzemiennie stosują terror z okazywaniem spokoju i życzliwości.

Gdy nastaje wigilijna noc, francuski rząd zaczyna działać za plecami Algierczyków. Do Majorki wysyła dokładnie takiego samego Airbusa A300 z operatorami francuskich sił antyterrorystycznych GIGN, dowodzonych przez majora Denisa Favie’a. Podczas lotu zapoznają się z wnętrzem samolotu.

W nocy algierskie służby odkrywają kryjówkę terrorystów, gdzie przygotowywali porwanie samolotu Air France. Znajdują w niej wstrząsające informacje, które tajnymi drogami trafiają do Francuzów. W Święta Bożego Narodzenia wyjawia je mediom minister spraw zagranicznych, Charles Pasque

Według planu terroryści chcą uderzyć w wieżę Eiffla, zabijając wszystkich na pokładzie i postronne ofiary w Paryżu. Skutki mogłyby być podobne do zamachu 11 września. Francuzi wiedzą, że muszą jak najszybciej wkroczyć do akcji.

Akt dobrej woli i strasznego bestialstwa

Rano 25 grudnia terroryści niespodziewanie uwalniają 63 kobiety, dzieci, osoby starsze i chorych. Algierskie władze wierzą, że jeszcze mogą uratować sytuację. Szczególnie gdy po zidentyfikowaniu Abdula, na lotnisko sprowadzili jego matkę. Ta błaga syna o zaprzestanie tragedii. Ten tylko odpowiada, że "spotkają się w raju".

Terroryści mają już dość. Z pasażerów wybierają francuskiego kucharza, aby ten błagalnym tonem powiadomił wieżę kontroli lotów, że jeśli do 21:30 nie dostaną zgody na odlot, zaczną co 30 minut zabijać kolejnych pasażerów. Algierczycy nie wiedzą, jak na to zareagować. Ostatecznie zakładają, że terroryści blefują.

Odpowiedź na to przychodzi po wyznaczonym terminie. Kucharz zostaje zastrzelony, a jego ciało wyrzucone przed samolot. Po algierskiej stronie wybucha panika, gdzie nikt nie wie, jak zareagować na taką brutalność terrorystów. Wtedy z ostatecznym stanowiskiem do Algierczyków zgłasza się rząd francuski — oddajcie nam sytuację albo poniesiecie konsekwencje za śmierć każdego pasażera samolotu Air France. Po tym strona algierska zgadza się na żądania terrorystów, umożliwiając lot do Paryża.

Radość porywaczy nie trwa jednak długo. Okazuje się, że ciągła praca generatora prądu zużyła dużą część paliwa. Samolot nie doleci do Paryża. Francuzi proponują, żeby dokonali międzylądowania w Marsylii. Porywacze się na to godzą, nie wiedząc, że czekać na nich będzie oddział GIGN.

Najgorszy moment i cisza przed burzą

Lot z Algieru do Marsylii to najstraszniejszy moment z całej akcji porwania Airbusa. Istnieje groźba, że terroryści nagle zabiją pilotów i przejmą kontrolę, rozbijając się na zaludnionym terenie. Pasażerowie, piloci, francuski rząd i operatorzy akcji, wszyscy wstrzymują oddech, gdy samolot wlatuje na terytorium Francji. I wszystkich łapie ulga, gdy o godzinie 3:33 drugiego dnia świąt samolot ląduje w Marsylii.

Terroryści żądają tankowania od razu, aby odlecieć najpóźniej o 9:40. Francuzi grają na zwłokę. Proszą o możliwość przekazania jedzenia pasażerom i opróżnienia toalet. Porywacze zgadzają się. Nie wiedzą, że osoby, które wysłano na pokład, to żołnierze GIGN. Rozstawiają oni ukryte kamery i mikrofony oraz analizują uzbrojenie terrorystów.

Z nowymi informacjami GIGN musi szybko stworzyć plan działania. Ciągłe opóźnianie tankowania męczy już i tak padniętych terrorystów. Jednak może doprowadzić do kolejnej tragedii. Decyzja o szturmie jest strasznie ryzykowna. GIGN wie, że dojdzie do strzelaniny z ciężko uzbrojonymi fanatykami na bardzo ciasnej przestrzeni, gdzie przebywa około 170 zakładników. Śmierć niewinnej osoby była wręcz pewna.

Operatorzy GIGN wiedzą też, że muszą podjąć to ryzyko. Szczególnie że terroryści po południu dokonali kolejnego pokazu siły, strzelając z kałasznikowa do wieży kontroli lotów. W ich planach jest zabicie czwartego zakładnika, tym razem jednego z pilotów. O godzinie 17:00 Major Favie prowadzi swój oddział do szturmu, rozpoczynając jedną z najbardziej spektakularnych akcji antyterrorystycznych w historii

Tango Down

30 antyterrorystów GIGN podzielonych na trzy grupy podjeżdża na rampach do samolotu. Jedna grupa Francuzów atakuje front maszyny, zajmując ogniem terrorystów, gdy dwie pozostałe zachodzą samolot od tyłu, aby uwolnić pasażerów. Po wejściu na pokład rozpoczyna się rzeź. Czterech operatorów GIGN od razu po wejściu zostaje rannych, ale zabijają jednego terrorystę. Francuzi okrążają porywaczy, zamykając ich w kokpicie. W nawale pocisków i huków granatów ratowani są pasażerowie, którzy odnoszą rany w wyniku walk.

W najgorszej sytuacji są piloci, którzy w kokpicie zostali przygwożdżeni ogniem. Jeden z nich stoi przy rozbitym oknie, będąc szczególnie narażonym na ostrzał. Ratuje się, wyskakując przez okno pięć metrów w dół. Daje to szansę snajperom, którzy mając już czystą linię strzału, ostrzeliwują kokpit, zabijając kolejnego terrorystę.

Teren przy kokpicie jest pełen łusek, a część operatorów GIGN wycofała się, ze względu na poniesione rany. Mimo to z każdym wystrzelonym pociskiem terroryści słabną. Wiadomo już, że Abdul Abdullah Yahia nie żyje. Po kilku minutach wyprowadzono z samolotu wszystkich zakładników. Pozostałe dwie grupy GIGN poruszają się w stronę kokpitu, gdzie został tylko jeden terrorysta. Ku zaskoczeniu wszystkich, nie zastrzelił przebywających z nim pilotów.  Według kapitana Delhemme’a był to wyraz dziwnego szacunku.

Po 20 minutach ostrzału i zaciekłej obrony pada ostatni porywacz. GIGN wyprowadza pozostałych pilotów, ciągle podejrzewając, że są przebranymi terrorystami. Ostatecznie mimo prawdziwej apokalipsy, podczas rajdu nie zginął żaden operator GIGN, członek załogi ani pasażer. Podczas szturmu kamery telewizyjne nagrywały zdarzenie.

Najlepsza akcja antyterrorystyczna

Rajd na Airbusa A300 lotu 8969 okrzyknięto najlepiej przeprowadzoną akcją antyterrorystyczną w historii. Cały oddział GIGN został odznaczony najwyższymi medalami. Do dziś ich akcja stanowi wzór działań w ciasnych pomieszczeniach z dużą liczbą cywili.

Świąteczne porwanie Airbusa lotu 8969 mimo trzech dni tragedii i ofiar skończyło się dobrze, biorąc pod uwagę możliwy scenariusz zamachu na wieżę Eiffla. Ze względu na swój wydźwięk, rajd GIGN był także szeroko przedstawiany w popkulturze. Na jego podstawie powstał film pt. Assault.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: akcja antyterrorystyczna | Airbus | katastrofa lotnicza | Francja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL