Reklama

Netflix, widzimy się w sądzie! Gigant pozwany przez uczestnika programu za nieludzkie warunki pracy

Uczestnik randkowego show Netlixa "Miłość jest ślepa" pozwał serwis streamingowy za złe warunki pracy. Co konkretnie zarzucono gigantowi?

Jeremy Hartwell, uczestnik drugiego sezonu programu "Miłość jest ślepa", emitowanego na Netflixie, pozwał niedawno firmę oraz producenta - Kinetic Content, a jego zarzuty są bardzo niepokojące.

"Miłość jest ślepa", ale czy na pewno?

Idea programu jest dość prosta. To swego rodzaju eksperyment społeczny, w którym single starają się odszukać swoje drugie połówki i zakochać się, a później zaręczyć, bez wcześniejszego spotkania twarzą w twarz. Czy to ma szansę powodzenia, to zdecydowanie kwestia sporna, ale jedno jest pewne - okropne warunki pracy nie sprzyjają nawiązywaniu relacji.

Reklama

Brak dostępu do wody, jedzenia, a to jeszcze nie wszystko

Jeremy Hartwell pozwał Netflixa oraz firmę produkcyjną Kinetic Content za nieludzkie warunki pracy. Zaczynało się dość standardowo, jak na takie programy - po przyjeździe uczestnicy zostali umieszczeni w izolacji na 24 godziny oraz pozbawieni wszystkich swoich rzeczy osobistych. W związku z koniecznością utrzymania tajemnicy biorący udział w programie nie mogą kontaktować się z bliskimi, stąd prawdopodobnie zabieranie telefonów itp.

Prawdziwy problem dotyczył jednak czegoś innego niż braku mediów społecznościowych. Uczestnicy pracowali całymi dniami, nawet po 20 godzin, z utrudnionym dostępem do wody oraz pożywienia. Jak czytamy w pozwie, łatwo dostępny był za to alkohol. Połączenie braku snu, odwodnienia, niedożywiania oraz nadmiaru alkoholu stanowi niebezpieczną mieszankę, która mogłaby skończyć się tragicznie.

Uczestnicy mieli także dostawać wyjątkowo niskie wynagrodzenie - ryczałt wynosił 1000 dolarów tygodniowo, co samo w sobie nie brzmi źle, ale jeśli weźmiemy pod uwagę pracę 20 godzin dzień w dzień, to zostajemy z lekko ponad 7 dolarami za godzinę (a to mniej niż połowa płacy minimalnej w Los Angeles).

Co więcej, każdy członek obsady, który zdecydowałby się odejść z serialu przed zakończeniem zdjęć, musiałby zapłacić 50 tysięcy dolarów odszkodowania.

Hartwell domaga się zapłacenia pensji, rekompensaty finansowej za przegapione przerwy na posiłki, odszkodowania za niewłaściwe praktyki biznesowe oraz kar cywilnych za naruszenie kodeksu pracy. Pozew został złożony w imieniu wszystkich uczestników i pracowników.

Stanowcza reakcja firmy

Jak można się było domyślać, producenci programu nie są zadowoleni z takiego obrotu sytuacji. W oświadczeniu czytamy, że uczestnik był w programie bardzo krótko, bo nawet mniej niż tydzień. Firma Kinetic Content zaznacza, że przygoda Hartwella zakończyła się w związku z tym, że nie udało się mu nawiązać głębszej relacji z żadnym innym uczestnikiem. I choć, teoretycznie, nie chcą spekulować na temat motywów złożenia pozwu, będą się bronić przed bezpodstawnymi zarzutami.

Na rozwiązanie sprawy będziemy musieli pewnie jeszcze trochę poczekać (o ile strony nie rozejdą się polubownie), ale stanowisko firmy budzi we mnie sprzeciw. Zarzuty są konkretne, szczegółowe, a jeśli faktycznie miało to miejsce, to argument w stylu "uczestnik pracował w nieludzkich warunkach tylko tydzień, a w ogóle to na pewno mu się przywidziało" jest po prostu słaby. Niezależnie od rozwiązania, na pewno nie zaszkodzi, żeby odpowiednie organy przyjrzały się sytuacji na planach produkcji giganta.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy