Horror pod choinką? Kilka rad, jak uniknąć pułapek "świątecznych prezentów"

Prezent za drogi, a może za tani? I ten lęk, czy się spodoba? Okres zakupów świątecznych prezentów to dla wielu osób ogromny stres. Psycholog dr Leszek Mellibruda wyjaśnia, dlaczego dawanie prezentów może zakończyć się katastrofą.

Dr Leszek Mellibruda, profesor Akademii Handlowej Nauk Stosowanych w Radomiu. Psycholog społeczny i biznesu 

GeekWeek: Czas świąt i ten obowiązek wręczania prezentów, bo jak inaczej... Zgodzi się pan, że dla niektórych ludzi ta "świąteczna prezentomania" to istny horror?

Dr Leszek Mellibruda: Dla niektórych radość, dla niektórych horror, dla jeszcze innych to oczekiwanie, a dla jeszcze innych to marzenia, jak by z tego uciec. 

Uciec?

Bo widzi pan...Są trzy główne nurty myślenia o prezentach. Po pierwsze to jest psychologia, po drugie to jest ekonomia, a po trzecie to jest kultura. W tym mieści się to wszystko, co nazywamy postawami konsumenckimi.

Reklama

A nie jest tak, że bardzo często zakup prezentu to efekt nagłego impulsu? Człowiek coś kupuje i potem tego żałuje, bo niestety nie trafił w gust osoby obdarowanej.

To jest jeden z klasycznych przypadków nietrafionych prezentów i to się zdarza. Ale zacznijmy od tego, dlaczego ludzie kupują prezenty.

...bo chcą komuś sprawić przyjemność. Trzeba rozpakować magiczną paczkę pod choinką, potem przeżyć radosną niespodziankę. O to chodzi?

To nie jest wcale takie oczywiste. Nierzadko zdarza się tak, a nawet możemy tutaj powiedzieć o pewnych zwyczajach, które burzą obyczaj "prezentowania się". Mówią one tak: daj mi pieniądze, a nie prezent. To się przecież przyjęło przy okazji ślubów, że bardzo często prezenty są zastępowane kopertą.

I jest ta dziwaczna "lista rzeczy", które trzeba kupić jako prezent dla młodych... zawsze mnie to rozbawia.

To jest jeszcze co innego, bo tutaj wkracza psychologia, czyli na czym polega spełnianie oczekiwań innych. Ale wróćmy do tych "kopert z pieniędzmi". I tutaj możemy zastanowić się, co lepsze: pieniądze czy prezent? Ja uważam, że pieniądze są pewnym pójściem na skróty, chociaż często zaspokajają oczekiwania i to wcale nie tak małej liczby ludzi. 

Koperta z pieniędzmi pod choinką dla dzieci jako prezent. Dostrzega pan w tym jakieś ryzyko?

Oczywiście. Po pierwsze w przypadku młodych ludzi i nie tylko już tak młodych budujemy przekonanie, że o pieniądze to nie trzeba się specjalnie starać, a nawet więcej, że pieniądze mogą pochodzić nie z pracy, że nie są one efektem zarabiania, ale jest to pewnego rodzaju prezent, czemu często towarzyszy zjawisko narastającego poczucia "należy mi się". A to powoduje dość głębokie konsekwencje psychologiczne. Obdarowani zaczynają marzyć o takich właśnie ekstra pieniądzach, które spłyną im z nieba i które dostaną bez specjalnego wysiłku.

Myśli pan, że w czasie świąt popularne będą "prezenty kopertowe"?

Ależ oczywiście! Zakładam się, że przynajmniej 20 procent prezentów to będą koperty, które ludzie będą pod choinkę kładli. Często w wyniku oczekiwań wprost wyrażonych, a często w wyniku wygody. Bo widzi pan, dążenie do komfortu jest dzisiaj bardzo ważną, życiową wartością. I to nawet w tak delikatnej sprawie, jak wręczanie świątecznych prezentów. 

Ale ta koperta z pieniędzmi pod choinką nie wygląda tak wyjątkowo, jak piękna paczka z przedmiotem w środku. Czy przez to czegoś nie tracimy z magii świąt?

Tak... opakowanie jest bardzo ważne, dlatego doradzam, aby każdy prezent zapakować osobno, a nie wrzucać do jednej torby. Zawsze przecież można taką kopertę też ładnie opakować, ale tutaj czynniki estetyczne nie są tak ważne. Chodzi raczej o to, aby w myśleniu o prezentach zaspokoić potrzeby drugiej strony. Tu jest taka sytuacja, która jednocześnie pozbawia ludzi radości wynikającej z niespodzianki.

Przestają być prezentami?

Dokładnie. Stają się rodzajem "wejściówki" na imprezę świąteczną i w dużym stopniu ludzie czują takie lekkie rozczarowanie otrzymując pieniądze i to nawet jeśli sobie życzyli, żeby to właśnie były pieniądze. Doznają poczucia niedosytu (czasami nieświadomego), że "tylko koperta", nawet bez rózgi lub liściku z miłymi słowami? - takie doznania mogą powodować ukrywane przed innymi poczucie "tylko tyle?", czyli pomniejszania wartości darowizny. Jest jeszcze druga strona myślenia, nie tylko wygoda i komfort.

Co ma pan na myśli?

Niektórzy sobie przeliczają. Co prawda w naszych czasach wszyscy sobie przeliczają, ale są tacy, którzy myślą tak: jeśli ja dam do koperty 200 złotych, to na prezent, który byłby sensowny, wydałbym 250 złotych lub więcej! Oszczędzam co najmniej 50 złotych i w tym jest również takie ekonomiczne myślenie.

Wręczanie pieniędzy bardziej się opłaca?

Tak, bo zyskują dwie strony. Jedna, bo otrzymała pieniądze i druga, bo zaoszczędziła 50 złotych. To wcale nie taka rzadka sytuacja. Ale to się wiąże z kolejnym ważnym czynnikiem psychologicznym, czyli wtedy, kiedy pojawia się myślenie, ile powinniśmy wydać i za ile powinien być prezent. Okazuje się, że często wręczanie prezentów jest często formą ścigania się z innymi, którzy również będą dawać prezenty.

Upiorny wyścig na to, kto kogo zakasuje prezentami pod choinkę?

Widzi pan... skończyła się era prezentów anonimowych. My przecież dobrze wiemy, od kogo dany prezent jest. W związku z tym kolejnym czynnikiem, który powoduje stres i niepokój jest to, ile inni dadzą i ile ja powinienem dać. Ale tu się pojawia się jeszcze inna, ciekawa sytuacja. Bardzo często ludzie przypominają sobie to, co było rok temu. Jaki prezent otrzymałem rok temu, od kogo i za ile.

Rozumiem, czyli może być tak: rok temu prezent od danej osoby był drogi i na tzw. "pełnym wypasie", a w tym roku ten ktoś kupił lub kupiła mi pod choinkę takie byle co...

To jest niestety dodatkowy czynnik tego horroru, który czasami się pojawia przy okazji świąt i który ludzie przeżywają. Bo rzeczywiście tych zjawisk psychologicznych przy okazji wyboru i dawania prezentu jest sporo. Jednym z podstawowych to jest oczywiście to, co ja mam jemu czy jej kupić. 

A czy to jest rzeczywiście obowiązek? Jeśli w czasie świąt wyłamiemy się i nie jako jedyni nie damy prezentu, to stajemy się wrogiem całej rodziny?

Może nie zawsze od razu wrogiem, ale bardzo często tak. Brak prezentu w takiej sytuacji, gdzie jest pewien niezwykle ważny rytuał otwierania prezentu, cieszenia się z niego, komentowania. Ci, którzy nie dali prezentu mogą z jednej strony odczuwać poczucie winy, bo powiedzmy podjęli taką decyzję, bo są przeciwni dawania prezentów pod choinkę i już. Ale z drugiej strony jeśli ktoś się dowie, że jest taka osoba, która nie wręczyła mi prezentu, to może być to zacząć potraktowane, jako ukryta wrogość. To już nie tylko chodzi o to, że jest mało miłości czy przyjaźni, ale czasami jest to odbierane jako taka zamaskowana forma wrogości i taka sytuacja powoduje, że ludzie czują się nieswojo. A niektórzy nawet poniżeni lub odtrąceni.

Czyli nie mamy wyjścia: musimy kupić prezent, bo inaczej będą kłopoty?

Nawet jeśli uczestnicy świątecznego spotkania zaczną w takiej sytuacji konwencjonalnie mówić: no nic nie szkodzi, nie przejmuj się... dobra, no zdarza się, bo ktoś niby zapomniał kupić prezentu albo nie miał czasu i oczywiście pojawia się zapewnienie, że "ten cały prezent to dam przy innej okazji". To są wszystko sytuacje, które mogą być komentowane deklaratywnie, że nic nie szkodzi. Ale w emocjach pojawiają się jakieś żale i negatywne emocje wobec takiej osoby. 

Jak mówimy o pułapkach przy okazji wręczania świątecznych prezentów, to jak pan ocenia taką sytuację: dajemy prezent, który okazuje się kompletnie nietrafiony. Co wtedy robić? Fałszywie się cieszyć czy może wprost powiedzieć: dziękuję, ale ten prezent to raczej nie dla mnie?

Trudna sytuacja. Myślę, że dopuszczalne jest i jedno, i drugie. Okazywana radość z prezentu wiąże się z tym, że ktoś kupując prezent w ogóle pomyślał o nas, poświęcił czas na zakup prezentu, energię i oczywiście pieniądze. Dlaczego? No po to, aby sprawić nam przyjemność i niespodziankę. Więc okazanie radości nawet z nie trafionego prezentu ma sens Jest inna sytuacja, kiedy są osoby prezentujące ideę minimalizmu. Oni mogą traktować prezenty jako niepotrzebną stratę pieniędzy w postaci różnych figurek, drobiazgów czy bibelotów, których nie planują umieścić na półce czy gdziekolwiek indziej. Dla nich symboliczna radość z dawania i otrzymywania jest mglista i czasami niedostępna.

Czy takie osoby mają prawo okazać swoje rozczarowanie z prezentu po jego otrzymaniu?

Może i mają prawo, ale tylko chwilowo. Nie wszyscy kupujący prezenty muszą bowiem wiedzieć, że ktoś obdarowywany ma takie czy inne upodobania. Przecież istotą prezentu powinno być nie tylko wkupywanie się w łaski, ale przede wszystkim okazywanie życzliwości, miłości, w ogóle pozytywnych uczuć drugiej osobie. No ale tutaj pojawia się kolejny, trudny temat: czy rzeczywiście miłość wyraża się w prezentach?

Co roku przy okazji świąt słyszę z każdej strony żalenie: nie wiem, co kupić na prezent. Niektórzy ludzie z tego wydawać by się mogło błahego powodu przeżywają prawdziwe męki. Czy jest jakiś sposób, aby uniknąć pułapki "nietrafionego prezentu"?

Zawsze warto wcześniej zrobić mały rekonesans, co kto potrzebuje lub co kogo ucieszy. A w ogóle przy tej okazji warto przypomnieć, że kupowane przez nas prezenty w dużym stopniu pokazują osobowość ofiarodawcy. Niektórzy na przykład wręczają prezenty symboliczne, inni rytualne.

Rytualne?

Tak. Na przykład takie, które wiążą się z modą albo z tym, co gdzieś tam usłyszymy. Biznes nam mówi, co jest najlepsze na prezenty. Ja oglądałem telewizyjne reklamy przed świętami i zauważyłem, że co przynajmniej 3/4 reklam pokazuje nam, co należy kupić na prezent. Zresztą podobnie, co należy kupić na świąteczny stół. Ponieważ wszyscy jesteśmy w jakiś sposób pod wpływem presji reklam, więc część z nas jej ulega i dzięki temu wiemy, co wypada dać jako prezent świąteczny. Dawniej użytecznymi prezentami były skarpetki i pończochy, a teraz to, co widzieliśmy w reklamach. Nazywam je "prezentami rytualnymi". Często bowiem decyduje rutyna i schematyzm w myśleniu o kupowaniu prezentów czy sprawianiu komuś przyjemności. 

Jak wygląda sytuacja z prezentami "dla dzieci" pod choinkę? Czy tu można mówić o jakiś zasadach?

Można przecież powiedzieć, że niemal każda zabawa jest może przyczyniać się do rozwoju dziecka. Oczywiście jest kwestia stopnia złożoności danego prezentu, a także wieku dziecka. 

Dobrze wiemy, jak to jest z dziećmi... dobry prezent ma dostarczyć przede wszystkim dzieciom zabawy, czyż nie tak?

Można przecież powiedzieć, że każda zabawa jest formą rozwoju dziecka. Oczywiście jest kwestia stopnia złożoności danego prezentu, a także wieku dziecka. 

Jak się panu podoba taka taktyka niektórych rodziców, że nie wytrzymują presji dziecka i wręczają prezenty jeszcze przed wigilią?

To cecha impulsywnego rodzicielstwa. Są rzeczywiście takie dzieci, które nie mogą się doczekać momentu, kiedy takie prezenty będą rozpakowane. Przez kilka dni poprzedzające święta takie dzieci żyją tym, co dostaną pod choinkę. Ale tu pojawia się bardzo ważna sprawa. Chodzi o budowanie (lub wyciszanie przez naukę opanowywania własnej ekscytacji)  takich cech osobowości dziecka, które związane są z reakcjami, które je pobudzają, ale w zdrowych granicach. Ten cały proceder z rozpakowywaniem prezentu może być wykorzystany wychowawczo. Jako zabawa a nawet spektakl rodzinny. Dobrze wiedzą o co chodzi ci rodzice, którzy przy rozpakowywaniu prezentów przebierają się lub dają dziecku -  chociażby - czapkę Mikołaja.

Jak pan sobie to wyobraża?

Już tłumaczę, na czym to polega. Najczęściej jest tak, że jak te prezenty są rozpakowywane, to najpierw rozpakowywane są prezenty dla dzieci, potem dla osób starszych jak jest babcia czy dziadek, a na końcu dla całej reszty rodziny. Ja radzę, aby wykorzystać tą sytuację w ramach uczenia dziecka bardzo cennej umiejętności, aby potrafiło zmierzyć się ze swoją niecierpliwością. To zjawisko zostało gruntownie zbadane przez psychologów i nazywa się to "efektem marshmallow". Pokazał on, że takie dzieci, które zostały nauczone odraczania przyjemności wyraźnie na tym zyskiwały. Polegało to na bardzo prostej rzeczy: na stole stały słodycze, właśnie "marshmallow", czyli takie słodkie pianki. Dziecko mogło pobrać pianki od razu, albo mogło poczekać 15 minut, bo tak eksperymentatorzy zaproponowali. I potem obserwowano, co się będzie działo z tymi dziećmi, które nie chciały czekać i chciały natychmiast mieć tą słodycz w ustach i z tymi, które odłożyły tę przyjemność na później.

Domyślam się, że dzieci z tej drugiej grupy już jako ludzie dorośli byli bardziej cierpliwi?

Dokładnie! Te różnice były diametralne i zaskakujące, a obserwowano te dzieci przez następne trzydzieści lat. Co się okazało? Te dzieci, które nauczyły się odraczać reakcję przyjemnościową były zdrowsze, miały lepsze efekty w nauce, były radośniejsze, miały więcej sukcesów. Po tych właśnie eksperymentach Amerykanie zaczęli stawiać dzieciom pewne wymagania, czyli nie wszystko im się należy od razu i nie do wszystkiego mają prawo natychmiast.

Czyli radzi pan, aby traktować spotkanie świąteczne i wręczanie prezentów dla dzieci także trochę wychowawczo?

Jak najbardziej! Trzeba pamiętać, że dzieci obserwują i uczą się przez cały okres czuwania. Przy choince w czasie wręczania prezentów jest świetna okazja, aby z dziećmi ćwiczyć coś, co w psychologii nazywa się "reakcją odraczania". Dzieci powinni rozpakowywać swoje prezenty na końcu, a nie na początku. Tylko to musi być jasno powiedziane, jednoznacznie i z wyjaśnieniem, czego się właśnie uczą. Czasami bowiem jest tak, że ten "porządek dziobania" pod choinką jest ustanawiany po to, aby pokazać, kto rządzi w rodzinie. A to nie o to chodzi. 

Czy prezent pod choinkę powinien być drogi?

Powiem inaczej: powinien być umiarkowany. Proszę pamiętać, że prezenty pod choinkę zaczęły się przede wszystkim od słodyczy. Na początku to nie były prezenty rzeczowe, które pojawiły się jako zwyczaj zaledwie kilkadziesiąt lat temu. Rytuał choinkowy i prezentowy ma dużo dłuższą historię. Ważne jest nie tylko myślenie o własnej kieszeni, ale również o takiej pięknej filozofii dawania. A każdy z nas ją ma, różnimy się tylko jej treścią.

Czy nie ma pan wrażenia, że to całe szaleństwo ze świątecznymi prezentami to efekt manipulacji, którą wobec nas stosują producenci i sprzedawcy?

Przynajmniej od 30 lat obserwujemy pewne zjawisko wraz z narastaniem potęgi biznesu i marketingu. Polega ono na tym, że ludzie coraz bardziej ulegają postawom konsumenckim. Jeśli prezentem ma być telefon, to oczywiście pragniemy, żeby to był model z droższej półki. Jeśli garderoba, to niech będzie markowa. My jesteśmy w sytuacji rywalizacji związanej ze statusem na zasadzie: kto jest bogatszy, ten jest lepszy. Kto jest "markowy" ten jest lepszy od "niemarkowego". Czyli kto daje droższe prezenty, to cieszy się podziwem, uznaniem, respektem. Niestety ludzie bardzo często chcą prezentami umocnić swoją pozycję w rodzinie, wśród przyjaciół. Dążenie do podwyższania lub utrwalania własnego statusu społecznego jest odruchem pierwotnym i socjopsychobiologicznym.

A jaki jest pana pomysł na świąteczne prezenty?

Ważna jest kreatywność! Ja na przykład co roku spotykam się z gronem przyjaciół, sąsiadów, jakieś 12-14 osób i zwykle przygotowuję laurkę dla każdego, którą foliuję i rozdaję. I właściwie niech pan sobie wyobrazi, że ludzie czekają na te laurki! Zrobił się nowy rytuał. I wie pan, że ludzie są naprawdę ciekawi, co dostaną tego sezonu w tej laurce? Opakowanie jest ważne, ale również personalizowanie prezentów. I to nie tylko przez zaznaczenie imienia dla kogo jest prezent, ale również w każdym w kilku słowach dołączenie pozytywnych skojarzeń z daną osobą, np. dla uśmiechniętej Magdy, dla Natalii ze słońcem we włosach, dla Maćka z silną osobowością lub dla Roberta, który zawsze wie, o co zapytać.

Dziękuję za rozmowę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Leszek Melibruda | święta | świąteczne prezenty | psychologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy