Reklama

Kto i dlaczego wierzy w spisek?

Naukowcy przeanalizowali, w jaki sposób pracują mózgi osób wierzących w teorie spiskowe. Przebadano też procesy psychologiczne i socjologiczne sprawiające, że idee spiskowe, nawet skrajnie absurdalne, wciąż mają się dobrze.

Podobno zabójstwo prezydenta Kennedy'ego to nie dzieło jednego zamachowca, ale skutek wyrafinowanego spisku. Nie trzeba jednak spisków szukać za oceanem i w przeszłości. Dziś w Polsce są ludzie twierdzący, że spisek stoi za katastrofą z 10 kwietnia 2010 r.

Mgła, hel, impuls elektromagnetyczny

Według spiskowej teorii, katastrofa samolotu Tu-154M z 96 osobami na pokładzie nie była wypadkiem, tylko skutkiem zamachu. Ta teoria zakłada, że celem zamachu był prezydent RP, a akcje przeprowadziła Rosja za wiedzą polskiego rządu. Brak jednak w tej teorii zgodności, w jaki sposób zamachu dokonano. Mówi się o wytworzeniu sztucznej mgły, o rozpyleniu helu, o wysłaniu impulsu elektromagnetycznego, wreszcie o bliżej niesprecyzowanym technicznie obezwładnieniu samolotu. Jednym słowem, teorie spiskowe wciąż i wszędzie znajdują zwolenników.

Reklama

Spiskowe teorie dziejów obejmują wszystko i wszystkich. Mówią, że światem rządzą - zależnie od koncepcji - albo iluminaci, albo masoni, albo Żydzi.

Kto wierzy w teorie spiskowe?

Wedle wyników badań brytyjskich naukowców, opublikowanych w maju 2011 r. na łamach "British Journal of Social Psychology", na taki sposób myślenia wpływa psychologiczny proces zwany projekcją. Konkretnie - osoby uważające, że mając na celu jakąś słuszną sprawę mogłyby postąpić tak, jak domniemani spiskowcy, zakładają, że hipotetyczni "oni" (iluminaci, Żydzi, masoni, "Ruscy") spisek zawiązali i coś konkretnego zrobili. Zwykle zrobili coś złego.

Dr Karen Douglas i dr Robbie Sutton z School University of Psychology na uniwersytecie w Kent przebadali osoby sceptycznie nastawione do teorii spiskowych oraz wierzące w którąś z 17 najpopularniejszych teorii spiskowych ("zabójstwo" księżnej Diany uknute przez rodzinę królewską, mord na prezydencie Kennedy'm, który wiedział zbyt wiele o związkach CIA z lądowaniami UFO, sfingowanie przez NASA lądowania na Księżycu i całej misji kosmicznej Apollo, spisek amerykańskich służb stojący za atakiem na USA 11 września i tym podobne).

Okazało się, że ta część badanych osób, które sygnalizowały, że osobiście mają chęć spiskować, jednocześnie uznawała teorie spiskowe za wiarygodne, ciekawe i warte rozważenia. Osoby te miały "osobowość makiaweliczną" - chętnie wykorzystywały innych ludzi dla własnej korzyści.

Punkt krytyczny

- Szukaliśmy wyjaśnienia, dlaczego teorie spiskowe są nadal popularne w dobie internetu, kiedy ludzie mają dostęp do sprzecznych informacji płynących z różnych źródeł - wyjaśnia dr Karen Douglas. - Okazuje się, że ludzie poszukując wyjaśnień w warunkach niepewności i zamieszania informacyjnego opierają się często na założeniu, że inni zachowują się tak, jak oni by się zachowali. Reasumując, niektórzy ludzie popierają teorie spiskowe, bo mają moralną tendencję do udziału w spisku w ramach osiągnięcia jakiegoś celu.

Inny zespół badawczy wykazał z kolei, dlaczego teorie spiskowe w pewnych sytuacjach mogą się poważnie rozprzestrzenić. Pod koniec lipca 2011 r. międzynarodowy zespół uczonych z Rensselaer Polytechnic Institute opublikował wyniki analiz dowodzące, że wystarczy, by 10 proc. populacji miało silne przekonanie do jakiejś idei, aby ta idea rozpowszechniła się w całej społeczności. Ta ilość to punkt krytyczny, po którego przekroczeniu opinia mniejszości zostaje przejęta przez większość. Dotyczy to wszelkich idei, nawet niemądrych i destrukcyjnych. Tym procesem można też tłumaczyć tak skrajne przypadki, jak przejęcie władzy w Niemczech przez hitlerowców w latach 30. ubiegłego wieku oraz upadek PRL-u w 1989 r. Uczeni ustalili również, że nie jest istotne w jakiego rodzaju grupie tworzy się dana idea oraz w jaki sposób się ona rozprzestrzenia.

Idee, które dominują społeczeństwo

- Ludzie nie chcą wierzyć w coś, co jest niepopularne i zawsze próbują dojść do konsensusu ze swym otoczeniem - wyjaśnia współautor badań dr Sameet Sreenivasan. - Symulacje wykazały, że osoby odpowiednio często spotykając kogoś propagującego opinię inną niż jego, z czasem zmieniały własną opinię, a potem same zaczynały rozprzestrzeniać nową ideę.

Jeśli osoby w coś wierzące miały wpływ tylko na sąsiadów, to w dużym systemie nie zachodziły żadne zmiany, bo odsetek przekonanych utrzymywał się poniżej 10 proc. Jednak gdy idea była rozprzestrzeniana poza taką enklawę, jej wpływ rósł, a z czasem zaczynał dominować w dużej populacji.

Naukowcy z Rensselaer Polytechnic Institute podjęli swe badania, by ustalić, jakie metody będą skuteczne w razie konieczności namówienia do szybkiej ewakuacji dużych grup ludzkich zagrożonych katastrofą lub epidemią. Przy tej okazji odkryli, w jaki sposób idee, nawet najgłupsze, mogą zdominować społeczeństwo. Pamiętać więc trzeba, że każda teoria spiskowa może zmienić postrzeganie świata w każdym narodzie. Tym bardziej dziś, w dobie rozwoju mediów elektronicznych, kiedy przeciętny obywatel jest zalewany wszelkiego rodzaju informacjami.

Punkt graniczny, to 10 procent. Jeśli tylu obywateli uwierzy, że "Ruscy" sztuczną mgłą strącili Tu-154M, lub kosmici kazali zabić prezydenta Kennedy'ego, to takie poglądy staną się prawdą obowiązującą.

Tadeusz Oszubski

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: wierząca | spisek | 11 września | tupolew | zamachy | Smoleńsk | Tu-154 | Kennedy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy