Reklama

Samochód na dachu przystanku: Viralowa sensacja we Francji

Wielu francuskich internautów od kilku dni trapiło pytanie, na które trudno było znaleźć odpowiedź. Przesyłając sobie jedno zdjęcie, lajkując i komentując, zachodzili w głowę: jakim cudem mały samochód dostawczy, czy raczej pół-dostawczy, znalazł się na dachu przystanku autobusowego?

Pierwsi zauważyli go mieszkańcy miasteczka Plounéventer, położonego w regionie Bretanii. Wczesnym rankiem, kiedy słońce nie wzeszło jeszcze na dobre ludzie zaczęli robić mu zdjęcia i rozsyłać do swoich znajomych. Potem pojawiły się lokalne media i władze.

Każdy próbował odpowiedzieć na jedno pytanie: kto i jak zdołał umieścić małego, białego dostawczaka na dachu przystanku autobusowego położonego przy Place de l’Eglise?

Obrazek po jakimś czasie stał się viralową sensacją wśród francuskich internautów. Dzisiaj w kraju nad Sekwaną widział go, i zapewne skomentował, już prawie każdy. 

Reklama

Wracając do samego incydentu, który poruszył senne miasteczko Plounéventer - mieszkańcy, którzy pierwsi ujrzeli nieproszonego gościa na dachu przystanku, powiadomili żandarmerię. Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce na początku oczywiście uwiecznili niecodzienny widok na zdjęciach.

Na szczęście szybko wezwano odpowiednie służby, które zajęły się zdjęciem samochodu z przystanku. Jednak pomimo ustalenia właściciela pojazdu, nikt nie był w stanie dojść do tego, co właściwie się wydarzyło.

- Kompletna zagadka i tajemnica - mówił francuskim dziennikarzom kapitan Christophe Laval z lokalnej policji. - Wiemy, kto jest właścicielem pojazdu, ale nie mamy pojęcia, jak i przede wszystkim dlaczego wylądował w tym miejscu. 

Początkowo okoliczni mieszkańcy podejrzewali, że może być to część jakiegoś artystycznego projektu albo preformansu. Służby zbadały taką hipotezę, jednak szybko ją odrzucono. Żandarmeria opublikowała nawet na Facebooku apel o to, aby każdy, kto może mieć jakieś wskazówki na temat dziwnego wydarzenia, dał znać.

Ostatecznie tajemnicę udało się rozwikłać. 

Okazało się, iż samochód wylądował na dachu przystanku przez pewne nieporozumienie pomiędzy jego właścicielem, a jego znajomym. Ten drugi uważał, że pojazd należy do niego. Pierwszy nie chciał się zgodzić z takim stanowiskiem.

Skończyło się na tym, że uzurpator podjechał w nocy wózkiem widłowym i najzwyczajniej w świecie zabrał samochód, a następnie ulokował go tam, gdzie znaleziono go nad ranem.

Obaj panowie zostali postawieni w stan oskarżenia i mogą spodziewać się kilku miesięcy nieprzyjemnego procesu. Będą odpowiadać za spowodowanie zagrożenia dla zdrowia i życia uczestników ruchu ulicznego na Place de l’Eglise.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy