Według różnych źródeł, w tym artykułów naukowych, można dowiedzieć się, że proszek z mumii był uważany za substancję leczniczą spożywaną przez setki lat. Była ona oficjalnie dostępna w ówczesnych aptekach. Specyfik najczęściej był tworzony z resztek mumii przywiezionych do Europy z egipskich grobowców.
Pierwsze wzmianki o stosowaniu tego rodzaju leku sięgają już XII wieku. A stosowane były przez kolejne 500 lat. Lekami były zmielone i sproszkowane czaszki, kości, czy zmumifikowane mięśnie. Część z nich było podróbkami, zamieniano ludzkie szczątki np. na szczątki zwierząt.

Niektórzy, średniowieczni i późniejsi, lekarze uważali, że lepszym lekiem jest "świeże mięso" oraz świeża ludzka krew. Miałyby one wzmacniać witalność, a tego "brakowało" mumiom.
Już w I wieku naszej ery, Pliniusz Starszy opisywał, że napady padaczkowe były leczone poprzez picie krwi gladiatorów oraz szpiku kostnego dzieci. Z kolei król Anglii Karol II przyjmował leki wykonane z ludzkich czaszek w celu leczenia napadów padaczkowych.
Leki z mumii były stosowane jeszcze w XIX wieku.
Dlaczego zaczęto spożywać sproszkowane mumie jako lek?
Wszystko zaczęło się kilkaset lat temu od niewłaściwie przetłumaczonych tekstów medycznych z Bliskiego Wschodu. Figurowało tam słowo mumiya i odnosiło się do naturalnej smoły mineralnej, która faktycznie była wykorzystywana, jako maść lecznicza w tradycyjnej islamskiej medycynie.
Dalej słowo mumiya zostało transliterowane na łacinę jako mumia, co w praktyce oznaczało "lek bitumiczny z Persji". W kolejnych wiekach słowo rozszerzyło się o znaczenie "czarny żywiczny wysięk zeskrobany z zabalsamowanych egipskich mumii". Było to spowodowane podobnym wyglądem pomiędzy smołą mineralną a materiałami bitumicznymi używanymi w egipskiej mumifikacji. Stąd już tylko krok dzielił lekarzy od medycznego wykorzystania całych zmumifikowanych ciał.













