Reklama

Elon Musk zrezygnował z zakupu Twittera. To wielki przekręt?

Elon Musk nie sfinalizował swojej transakcji zakupu Twittera. Miliarder ogłosił, że miał ogromne wątpliwości, co do funkcjonowania platformy. Twitter może nie być tym, co wszyscy widzimy. To globalny przekręt?

Elon Musk nie sfinalizował swojej transakcji zakupu Twittera. Miliarder ogłosił, że miał ogromne wątpliwości, co do funkcjonowania platformy. Twitter może nie być tym, co wszyscy widzimy. To globalny przekręt?
Elon Musk nie kupi Twittera, ale może ponieść konsekwencje finansowe /123RF/PICSEL

Szef SpaceX nie będzie właścicielem Twittera. Po kilku miesiącach walki Elona Muska o ujawienie informacji o funkcjonowaniu tej platformy, miliarderowi puściły nerwy i zrezygnował z jej zakupu. Powodem decyzji miały być "fałszywe i wprowadzające w błąd" informacje o firmie. W oświadczeniu możemy przeczytać, że prawnicy Muska uważają, że serwis społecznościowy nie dotrzymał zobowiązań zawartych w umowie.

Już w połowie maja Musk napisał na swoim koncie na Twitterze, że umowa przejęcia serwisu została przez niego "czasowo wstrzymana". Szef SpaceX miał nabyć Twittera za 44 miliardy dolarów (blisko 212 miliardów złotych), teraz jest już pewne, że nie stanie się jedynym właścicielem największego na świecie serwisu do mikroblogowania.

Reklama

Twitter ma dziesiątki milionów botów i fałszywych kont?

Nie jest tajemnicą, że miliarder miał wielkie plany dotyczące rozwoju Twittera. Oczywiście, przede wszystkim, chodziło o jego monetyzację. Musk w ostatnich trzech miesiącach snuł wielkie wizje. Platforma miała szybko przebić magiczną liczbę miliarda użytkowników i zarabiać grube setki miliardów dolarów.

Tymczasem szef SpaceX porozmawiał z inwestorami oraz na chłodno przeanalizował sytuację Twittera i doszedł do wniosku, że działalność platformy może mieć drugie dno i w jego arkuszu kalkulacyjnym ma ono zabarwienie mocno czerwone. Innymi słowy, jeśli boty i fałszywe konta będą stanowiły więcej niż 5 procent użytkowników serwisu, to taka inwestycja może mu się nie opłacać i więcej straci na niej, niż zyska.

Decyzja Muska o rezygnacji z zakupu platformy najwidoczniej była konsekwencją potwierdzenia jego wcześniejszych obaw. Tymczasem Bret Taylor, prezes zarządu Twittera, napisał na swoim koncie na serwisie, że Musk nie może się wycofać z transakcji.

— Zarząd Twittera jest zobowiązany do zamknięcia transakcji po cenie i zgodnie z warunkami uzgodnionymi z panem Muskiem i planuje podjąć kroki prawne w celu wyegzekwowania umowy o fuzji — napisał w piątek prezes zarządu Twittera Bret Taylor. — Jesteśmy przekonani, że zwyciężymy w sądzie w stanie Delaware — dodał. Zapowiada się teraz potężna batalia sądowa. Żadna ze stron nie odpuści. 

Prawnik Elona Muska poinformował w piątek, że szef Tesli nie otrzymał informacji o dziennej liczbie aktywnych użytkowników. Te dane są niezbędne do realizacji planu rozwoju platformy. Według niego, Twitter nie podał też wiarygodnych informacji, które potwierdzą, że fałszywe konta stanowią mniej niż 5 procent dziennej bazy użytkowników.

Obie strony zobowiązały się do wypłacenia 1 miliarda dolarów kary umownej określonej w warunkach dotyczących zerwania umowy. Teraz Musk będzie musiał ją zapłacić.

Elon Musk chciał obniżyć cenę zakupu Twittera?

Mówimy tutaj o grubych miliardach dolarów. Tak czy inaczej, cała akcja zakupu Twittera przez Muska może mieć też cel czysto biznesowy. Może miliarder chciał poznać poufne informacje na temat platformy na zlecenie np. CIA. W końcu to ogromne medium, którym posługują się najbardziej wpływowi ludzi na świecie.

Być może Musk chce też medialną rezygnacją skłonić właścicieli Twittera do zejścia z ceny. Te kilka miliardów może robić różnicę, a później zaowocować szybszymi wzrostami wartości platformy, czego sobie życzy szef SpaceX. Pożyjemy, zobaczymy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy