Reklama

Nastolatek zarobił majątek na trojanie, ale go przejadł. Teraz pójdzie do więzienia

Australijskie władze poinformowały o aresztowaniu pewnego bardzo uzdolnionego i przedsiębiorczego mężczyzny, który postanowił wykorzystać swój talent po "złej" stronie mocy, tzn. sprzedając zaawansowane trojany zainteresowanym na całym świecie.

Australijskie władze poinformowały o aresztowaniu pewnego bardzo uzdolnionego i przedsiębiorczego mężczyzny, który postanowił wykorzystać swój talent po "złej" stronie mocy, tzn. sprzedając zaawansowane trojany zainteresowanym na całym świecie.
Zarobił majątek na sprzedaży trojana, ale go... przejadł, a teraz pójdzie do więzienia /123RF/PICSEL

Jacob Wayne John Keen, bo o nim właśnie mowa, od zawsze interesował się komputerami i świetnie mu szło zajmowanie się nimi - do tego stopnia, że już jako 15-latek stworzył bardzo zaawansowanego trojana zdalnego dostępu typu RAT (Remote Access Trojan), którego sprzedawał zainteresowanym na całym świecie, co pozwoliło mu zarobić nawet 400 tys. dolarów. Niestety szczęście się od niego odwróciło, bo nie tylko wydał większość na jedzenie z dowozem i inne przyjemności, to jeszcze teraz, 9 lat później, został aresztowany.

Zarobił majątek na sprzedaży wirusa, a później go przejadł

Policja oskarża go o sprzedawanie wirusa o nazwie Imminent Monitor m.in. cyberprzestępcom i osobom dopuszczającym się przemocy domowej ze 128 krajów. Oprogramowanie pozwalało na śledzenie niczego nieświadomej ofiary, w tym kradzież wrażliwych danych, śledzenie informacji wpisywanych w formularz online czy dostęp do kamery i mikrofonu jej urządzenia. Aresztowanie mężczyzny było częścią większej międzynarodowej operacji Cephus, zainicjowanej w 2017 roku przez Australian Federal Police, po doniesieniach o podejrzanej aktywności od FBI i Palo Alto Networks.

Reklama

Jak wspomnieliśmy, zdolny haker stworzył swoje oprogramowanie w wieku 15 lat i zaczął je wtedy sprzedawać wszystkim zainteresowanym za dosłownie 35 dolarów, wciąż mieszkając w wynajmowanym lokum swojej matki. Łącznie do 2019 roku zarobić miał na tym między 300 a 400 tys. dolarów, kiedy to jego działalność przerwały nakazy przeszukania mieszkania i zajęcie sprzętu wskazującego na stworzenie trojana.

Jednak dopiero dodatkowe dowody dostarczone przez uczestniczące w akcji międzynarodowe agencje pozwoliły doprowadzić do aresztowania hakera.

Wynika z nich, że oprogramowanie nastolatka było wykorzystywane do śledzenia dziesiątek tysięcy ofiar na całym świecie. Co najmniej 200 kupujących pochodziło z Australii i miało kartotekę sprawców przemocy domowej, co pozwoliło rzucić więcej światła na to, jaka grupa sprawców najchętniej sięgała po Imminent Monitor.

Przy okazji dowiadujemy się, że choć haker zarobił na oprogramowaniu niezłą sumkę, to większość przez 9 lat swojej działalności wydał na... jedzenie z dostawą do domu. Wydaje się jednak, że teraz pieniądze i tak nie będą mu potrzebne, bo może spędzić za kratkami wiele lat (sprawa jeszcze w tym miesiącu) - podobnie jak jego matka, która mogła mieć świadomość przestępczej działalności syna i odnosić z jej tytułu korzyści.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy