Reklama

Zamieszanie wokół jasnego satelity. Elon draniu! Nauka ci tego nie zapomni

SpaceX znowu gra na nosie astronomom. Falcon 9 wyniósł w kosmos satelitę, który rozpali naukowców do czerwoności. Wszystko w ramach projektu rozwijanego przez firmę AST SpaceMobile. O co ten hałas?

Przez wiele lat miano najjaśniejszych sztucznych satelitów Ziemi należało do Iridium. Były to satelity komunikacyjne, zapewniające łączność satelitarną, które przy odpowiednim ustawieniu względem obserwatora, powodowały flarę sięgającą -8 magnitudo. W tej skali im więcej niżej na minusie, tym jaśniej. Żaden z naturalnych obiektów nocnego nieba, poza Księżycem (-12 mag) oraz Słońcem (-26 mag), nie był w stanie im dorównać jasnością.

Od 2020 roku, gdy deorbitowano ostatniego satelitę Iridium starej generacji, miano najjaśniejszego przeszło na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Co prawda, daleko jej do jasności poprzedników, ale przy odpowiednich warunkach potrafi osiągać nawet -4 magnitudo. To powoduje, że kontrastowo odznacza się na nieboskłonie podczas swoich wysokich przelotów.

Reklama

Satelita jest ogromny

Niebawem i ona zostanie zdeklasowana. Za sprawą rakiety Falcon 9 od SpaceX w przestrzeń kosmiczną trafił właśnie największy w historii system komunikacji komercyjnej. Urządzenie nazywa się BlueWalker3 i jest prototypem należącym do amerykańskiej firmy AST SpaceMobile. Jego konstrukcja ma pozwolić na bezpośredni kontakt ze zwykłymi telefonami, bez dodatkowego obciążenia dla użytkownika.

To imponujące, że takie satelity trafiają na orbitę, jednak projekt budzi liczne kontrowersje w środowisku astronomicznym. Chodzi o spodziewaną jasność satelity, która może zdeklasować nie tylko ISS, ale również deorbitowane przed 2020 rokiem Iridium. Po rozwinięciu swoich paneli, BlueWalker3 stworzy okrągłą tarczę o powierzchni 64 metrów kwadratowych (prawie 10 metrów średnicy).

Historia się powtórzy

Astronomowie wiedzą, czym skutkuje obecność tak dużego satelity na orbicie. Doskonałym porównaniem może okazać się Echo-1 wystrzelony w kosmos w 1960 roku przez NASA. Ten eksperyment telekomunikacyjny także wyróżniał się imponującymi rozmiarami, odbijał sporo światła słonecznego i było go widać z wielu miejsc na Ziemi. Na szczęście szybko się zakończył, nie powodując większej irytacji w środowisku astronomicznym.

Jak wynika ze stanowiska firmy AST SpaceMobile, BlueWalker 3 ma być jednym z wielu tak dużych satelitów umieszczonych na orbicie. Astronomowie biją zatem na alarm, że może to zagrozić obserwacjom naukowym, prowadzonym przez naziemne teleskopy astronomiczne.

Wystarczy, że krąży nad nami rozwijana od 2019 roku sieć satelitów Starlink, licząca obecnie około 2200 pojedynczych urządzeń. Ich obecność daje się we znaki nawet amatorom astrofotografii, o czym świadczą liczne przykłady publikowane w mediach społecznościowych.

Nowy satelita z pewnością stanie się spektakularną perełką nocnego nieba, lecz gdy się znudzi obserwatorom, może zamienić się w kosmiczny odpadek, irytujący naukowców. Spodziewając się, że w przyszłości podobne urządzenia będą pojawiały się częściej, astronomowie zawiązali Centrum ds. Ochrony Ciemnego i Cichego Nieba przed Zakłóceniami Konstelacji Satelitarnych przy Międzynarodowej Unii Astronomicznej i... nie zawahają się go użyć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy