Reklama

Samolot zasilany energią słoneczną rozpoczął transkontynentalny lot

Wczoraj rozpoczął się pierwszy transkontynentalny lot samolotu napędzanego energią słoneczną - Solar Impulse. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w przyszłym tygodniu wyląduje on w stolicy Maroko - Rabacie.

Budowa samolotu rozpoczęła się w 2003 roku i pochłonęła blisko 100 mln dol. Swój pierwszy lot odbył w 2010 roku. Wczoraj Solar Impulse wybrał się na znacznie dalszą i bardziej ryzykowną wyprawę - z Genewy w Szwajcarii do stolicy Maroko. Zanim tam doleci, czeka go międzylądowanie w Madrycie w Hiszpanii, gdzie ster przejmie drugi pilot - Bertrand Piccard. Ów śmiałek jest synem Jacques Piccarda - podwodnego badacza i wnukiem baloniarza Auguste Piccarda.

Lądowanie w Rabacie zaplanowano na przyszły tydzień i co ciekawe - nie ma to żadnego związku z długimi postojami na lotniskach. Prędkość przelotowa Solar Impulse wynosi 70 km/h, więc pokonanie dystansu dzielącego Szwajcarię od Maroko musi trochę potrwać. Nie zapominajmy, że maszynę napędzają baterie słoneczne, a to niesie ze sobą pewne konsekwencje.

Oprócz niskiej prędkości przelotowej jest to również uzależnienie od warunków atmosferycznych - ale tylko w pewnym stopniu. Samolot nie może latać w chmurach. Nie może również startować jeśli nie ma słońca, a ogniwa są rozładowane. Ładowane w trakcie lotu mogą napędzać maszynę przez pewien czas, na wypadek niekorzystnych warunków atmosferycznych lub lotu nocnego.

Reklama

Start Solar Impulse

Na pokładzie samolotu, w niewielkiej kabinie, znajduje się spadochron. Piloci mają jednak nadzieję, że nie będą musieli z niego korzystać. - W końcu jeśli już weźmiesz ze sobą parasol to nigdy nie pada - żartuje Andre Borschberg, pierwszy pilot, który pokonuje w tej chwili trasę z Genewy do Madrytu.

Rozpiętość skrzydeł Solar Impulse wynosi 63 metry. Blisko mu zatem do kultowego Boeinga 747, znanego jako Jumbo Jet.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: samolot | energia słoneczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama