Bułgarski automat zaczął strzelać

Kiedy Wisła Kraków wydawała 500 tysięcy euro na Tsvetana Genkova, to tak naprawdę nie zastanawiała się dwa razy. Bułgar robił furorę w swojej lidze krajowej i wszystko wskazywało na to, że Biała Gwiazda w końcu będzie miała snajpera z prawdziwego zdarzenia. To zdanie chyba nareszcie zaczyna się potwierdzać...

Kiedy Wisła Kraków wydawała 500 tysięcy euro na Tsvetana Genkova, to tak naprawdę nie zastanawiała się dwa razy. Bułgar robił furorę w swojej lidze krajowej i wszystko wskazywało na to, że Biała Gwiazda w końcu będzie miała snajpera z prawdziwego zdarzenia. To zdanie chyba nareszcie zaczyna się potwierdzać...

Kiedy Wisła Kraków wydawała 500 tysięcy euro na Tsvetana Genkova, to tak naprawdę nie zastanawiała się dwa razy. Bułgar robił furorę w swojej lidze krajowej i wszystko wskazywało na to, że "Biała Gwiazda" w końcu będzie miała snajpera z prawdziwego zdarzenia. To zdanie chyba nareszcie zaczyna się potwierdzać...

Zakupiony z Lokomotivu Sofia napastnik był dość długo obserwowany przez krakowian. Genkov jednak naprawdę robił niezłe wrażenie. 13 występów i 11 goli. Statystyka nie kłamała. Wisła postanowiła więc nie marnować czasu  i zdecydowała się wyłożyć większe pieniądze na zapełnienie dziury po Pawle Brożku. który odszedł do Trabzonsporu.

Reklama

Tylko, że w Krakowie Bułgar już nie był sobą. W pewnej chwili strzelający jak automat napastnik stracił swoją werwę i nad Wisłę przyjechał cień piłkarza, który brylował w Lokomitivie. Pierwsze 3 mecze w Ekstraklasie nie robiły specjalnego wrażenia. Potem przyszedł Puchar Polski i pamiętny remis z Podbeskidziem. Wisła pożegnała się z rozgrywkami i w mediach okrzyknięto sensację. Jedynym pozytywnym aspektem z tego spotkania jest pierwszy gol Genkova.

Wydawałoby się, że etap aklimatyzacji w końcu był już za nim i teraz znowu zacznie trafiać do siatki rywali. Jednak tak nie było... Kolejny mecz w Esktraklasie, potem jeszcze nawet dwa w reprezentacji Bułgarii... i nic.

Faktyczny przełom musiał nastąpić na początku kwietnia, kiedy to Tsvetan przypieczętował zwycięstwo nad Jagiellonią Białystok, a Wisła powiększyła swoją przewagę w lidze. Był to moment bardzo szczególny dla Bułgara. Napastnik znowu zaczął wierzyć w swoje możliwości, co było już wyraźniej widać w ostatnim spotkaniu przeciwko Koronie Kielce. Wisła co prawda tylko zremisowała 2:2, jednak oba gole były autorstwa właśnie Genkova.

Czy "bułgarski automat" w końcu odpalił? Przekonamy się lepiej już 15-ego kwietnia, kiedy to Wisła podejmie u siebie zespół z Bełchatowa. Niemniej wygląda na to, że były napastnik Lokomotivu Sofia w końcu zaczął się spłacać.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy