Grecka akcja Frankfurtu, czyli jak strzelić gola z 73 metrów

Niemiecka Bundesliga to jakby nie patrzeć jedna z lepszych lig na świecie. Wysokie kontrakty, piękne stadiony i... zaskakujące bramki. Chociaż w tym wypadku należałoby chyba użyć słowa zdumiewające, jako że sam zdobywca gola raczej nie mógł się spodziewać, że uda mu się wpisać na listę strzelców...

Niemiecka Bundesliga to jakby nie patrzeć jedna z lepszych lig na świecie. Wysokie kontrakty, piękne stadiony i... zaskakujące bramki. Chociaż w tym wypadku należałoby chyba użyć słowa zdumiewające, jako że sam zdobywca gola raczej nie mógł się spodziewać, że uda mu się wpisać na listę strzelców...

Niemiecka Bundesliga to jakby nie patrzeć jedna z lepszych lig na świecie. Wysokie kontrakty, piękne stadiony i... zaskakujące bramki. Chociaż w tym wypadku należałoby chyba użyć słowa "zdumiewające", jako że sam zdobywca gola raczej nie mógł się spodziewać, że uda mu się wpisać na listę strzelców...

Akcja miała miejsce w spotkaniu pomiędzy Schalke 04 Gelsekirchen a piętnastym w tabeli Eintrachtem Frankfurt. Uczestnik tegorocznej edycji Ligi Mistrzów był głównym faworytem do zwycięstwa w tym meczu, co potwierdziło się już w 45 minucie spotkania po dobrze wykonanym rzucie karnym przez Jurado. Jednak w drugiej połowie nastąpiła akcja, po której kibice Eintrachtu przez chwilę uwierzyli w sukces.

Reklama

Atak rozpoczął Georgios Tzavelas, który zdecydował się na długie 70-metrowe podanie bezpośrednio w pole karne przeciwnika. Tam o piłkę miał powalczyć rodak Tzavelasa - Theofanis Gekas. Podanie było bardzo dokładne i wydawało się, iż piłka spadnie bezpośrednio na nogę napastnika, który bez zastanowienia odda strzał na bramkę rywala. Tak też myślał bramkarz Schalke 04 Manuel Neuer, który postanowił skrócić pole gry przeciwnikowi i wybiegł mu naprzeciw z bramki. Grek jednak oszukał golkipera nie dotykając w ogóle piłki, która w wyniku długiego lotu odbiła się od ziemi tak mocno, że przelobowała Neuera. W ten sposób Tzavelas zdobył swoja pierwszą bramkę w tym sezonie Bundesligi, umieszczając piłkę w siatce z 73 metrów!

Akcja Greków nie dała jednak żadnej zdobyczy punktowej Frankfurtowi, jako że jeszcze na 6 minut przed końcem całego spotkania zwycięskiego gola dla Schalke strzelił... inny Grek - Angelos Charisteas! To się nazywa ironia losu...

Frankfurt kontynuuje więc czarną serię szóstego już meczu bez zwycięstwa i coraz bardziej zbliża się do skrajnego dołu tabeli.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy