Kolejne potwierdznie działania "niemożliwego silnika"

Opracowany przez Rogera Shawyera silnik EmDrive zdaje się łamać jedną z podstawowych zasad fizyki - prawo zachowania pędu - wobec czego możliwość jego działania została odrzucona przez środowisko naukowe. Jednak kolejne badania przynoszą dalsze potwierdzenie tego, że silnik ten pracuje - a najnowsze eksperymenty wykluczyły wszystkie czynniki zewnętrzne.

Opracowany przez Rogera Shawyera silnik EmDrive zdaje się łamać jedną z podstawowych zasad fizyki - prawo zachowania pędu - wobec czego możliwość jego działania została odrzucona przez środowisko naukowe. Jednak kolejne badania przynoszą dalsze potwierdzenie tego, że silnik ten pracuje - a najnowsze eksperymenty wykluczyły wszystkie czynniki zewnętrzne.

Opracowany przez Rogera Shawyera silnik EmDrive zdaje się łamać jedną z podstawowych zasad fizyki - prawo zachowania pędu - wobec czego możliwość jego działania została odrzucona przez środowisko naukowe. Jednak kolejne badania przynoszą dalsze potwierdzenie tego, że silnik ten pracuje - a najnowsze eksperymenty wykluczyły wszystkie czynniki zewnętrzne.

Obecnie nawet najbardziej wydajne silniki jonowe do działania wymagają oprócz energii elektrycznej (której w kosmosie pod dostatkiem, w formie choćby energii słonecznej) także gazu pędnego, który jest wyrzucany w przestrzeń powodując odrzut statku w przeciwnym kierunku. Problem w tym, że gaz ten trzeba zabrać z Ziemi, wobec czego koszty wystrzelenia satelitów na orbitę rosną, a do tego ich żywotność ograniczona jest właśnie pojemnością zbiornika tego gazu.

Reklama

Shawyer opracował jednak silnik, który takiego gazu nie wymaga, a zamiast tego wykorzystuje ciśnienie promieniowania. I, jako że jest on zamkniętym systemem, to zdaje się on łamać zasadę zachowania pędu, która mówi, że jeśli na układ ciał nie działają siły zewnętrzne - układ ten ma stały pęd. Więcej szczegółów na temat działania tego silnika znajdziecie .

Shawyer prezentował działający, choć generujący bardzo niewielką moc, prototyp, a później jego wyniki udało się powtórzyć Chińczykom. Prawdziwy przełom nadszedł jednak gdy swoją wersję takiego silnika (nazwaną Cannae Drive) zbudował Amerykanin Guido Fetta, który przekazał to urządzenie do badań należącym do NASA laboratoriom Eagleworks, które ponownie potwierdziły działanie silnika.

Silnik ten jest badany ciągle, a najnowsze wyniki zdają się już rozwiewać wszelkie wątpliwości - naprawdę generuje on około 100 mikroniutonów ciągu, przy mocy 80W, a jednocześnie wyeliminowano wszystkie możliwe czynniki zewnętrzne (takie jak oddziaływanie cieplne czy magnetyczne).

Powinno to zatem wystarczyć do przekonania sceptyków i NASA (lub ktokolwiek inny) powinien zacząć myśleć nad skalowaniem tego rozwiązania, aby uzyskać większy ciąg i aby przetestować go w realnych zastosowaniach.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy