KONY 2012 - mieszkańcy Ugandy wściekli

Pamiętacie kontrowersyjny film dokumentalny i związaną z nim akcję KONY 2012? Musicie, w końcu wszyscy go już widzieli. No właśnie - wszyscy poza samymi mieszkańcami Ugandy. Dopiero ostatnio dostali oni szansę obejrzenia filmu i ich jedyną reakcją na zaprezentowane w nim sceny była wściekłość i zmieszanie.

Pamiętacie kontrowersyjny film dokumentalny i związaną z nim akcję KONY 2012? Musicie, w końcu wszyscy go już widzieli. No właśnie - wszyscy poza samymi mieszkańcami Ugandy. Dopiero ostatnio dostali oni szansę obejrzenia filmu i ich jedyną reakcją na zaprezentowane w nim sceny była wściekłość i zmieszanie.

Pamiętacie ? Musicie, w końcu wszyscy go już widzieli. No właśnie - wszyscy poza samymi mieszkańcami Ugandy. Dopiero ostatnio dostali oni szansę obejrzenia filmu i ich jedyną reakcją na zaprezentowane w nim sceny była wściekłość i zmieszanie.

Mimo iż w Ugandzie coraz popularniejszy jest internet to północ kraju, która próbuje zbierać się po zakończonej już kilka lat temu wojnie nadal jest odcięta od technologicznej rewolucji. Dlatego też tysiące bezpośrednich ofiar Josepha Kony'ego nie miało do tej pory szansy obejrzeć filmu, a nawet nie słyszało o samej akcji Kony 2012.

Reklama

Dlatego też lokalna organizacja charytatywna African Youth Initiative Network postanowiła zorganizować publiczne pokazy w miejscach najbardziej dotkniętych brutalną ręką Kony'ego w przeszłości. Na pokazach tych zebrały się tysiące ludzi, którzy

spodziewali się czegoś wyjątkowego.

Film jednak nie spełnił ich oczekiwań. Większość z nich liczyła bowiem na to, że zobaczy tam okrucieństwa popełniane przez Kony'ego w trakcie konfliktu i ciągłą walkę lokalnych mieszkańców o powrót do normalności po zakończeniu wojny. Zamiast tego mogli obejrzeć film, w którym głównym bohaterem był biały człowiek (jeden z szefów fundacji Invisible Children - Jason Russel) wraz ze swoim synem. To strasznie zmieszało widzów. Lecz im było bliżej końca filmu tym publiczność stawała się coraz bardziej wściekła. Wściekłość tę powodowało to, że tak naprawdę oglądali zachodnią, niewiarygodną i niedokładną wizję tego co działo się i nadal się dzieje w Ugandzie, która dodatkowo została skomercjalizowana - aby tylko sprzedać bransoletki, t-shirty i inne gadżety z wizerunkiem Kony'ego.

Niektórzy porównywali to do sytuacji, gdyby ktoś zaczął sprzedawać gadżety z wizerunkiem Bin Ladena po atakach na World Trade Center.

Pokaz zakończył się tym, że bardziej wściekli widzowie zaczęli rzucać kamieniami w ekran i wykrzykiwać na głos swoje niezadowolenie, a reszta uciekła.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy