Szef Ubera poszukiwany w Korei

Kończący się właśnie rok był przełomowy dla Ubera - aplikacji łączącej pasażerów z kierowcami - na dobre i złe sposoby. Z jednej strony rozpoczęła ona ekspansję na świat i stało się o niej głośno, z drugiej - napotkała na twardy opór materii w wielu miejscach świata. Teraz do listy kłopotów należy dopisać osobiste problemy szefa Ubera Travisa Kalanicka - ten za działalność swojej firmy jest poszukiwany w Korei Południowej.

Kończący się właśnie rok był przełomowy dla Ubera - aplikacji łączącej pasażerów z kierowcami - na dobre i złe sposoby. Z jednej strony rozpoczęła ona ekspansję na świat i stało się o niej głośno, z drugiej - napotkała na twardy opór materii w wielu miejscach świata. Teraz do listy kłopotów należy dopisać osobiste problemy szefa Ubera Travisa Kalanicka - ten za działalność swojej firmy jest poszukiwany w Korei Południowej.

Kończący się właśnie rok był przełomowy dla Ubera - aplikacji łączącej pasażerów z kierowcami - na dobre i złe sposoby. Z jednej strony rozpoczęła ona ekspansję na świat i stało się o niej głośno, z drugiej - napotkała na twardy opór materii w wielu miejscach świata. Teraz do listy kłopotów należy dopisać osobiste problemy szefa Ubera Travisa Kalanicka - ten za działalność swojej firmy jest poszukiwany w Korei Południowej.

Uber, razem z firmą, od której wynajmuje samochody - MK Korea - złamać miał tam prawa zakazujące firmom zajmującym się właśnie wynajmem aut świadczenia usług przewozu pasażerów - w ten sposób mogłyby one bowiem obchodzić przepisy dotyczące taksówkarzy - a takiego właśnie obejścia, zdaniem koreańskiego sądu, dopuścił się Uber.

Reklama

W związku z tym szef firmy - Travis Kalanick - został postawiony w stan oskarżenia i grozi mu grzywna do 18 tysięcy dolarów lub nawet 2 lata więzienia.

To nie jedyne problemy Ubera w Korei - wcześniej Seul zakazał wprost działalności tej firmy i nawet zaoferował każdemu kto zauważy jej samochodów 910 dolarów nagrody za zgłoszenie na policję.

Uber wydał oświadczenie, z którego wynika, że jej zdaniem działalność firmy w Korei jest jak najbardziej legalna, a władze po prostu prześladują kierowców próbujących się utrzymać z tego zajęcia.

Czekamy na dalszy rozwój wypadków, bo tak jak pierwsza połowa roku była dla Ubera pasmem sukcesów, tak w drugiej lobby taksówkarzy postanowiło walczyć i walka idzie mu bardzo skutecznie. Przyszły rok może okazać się kluczowy dla bytu bądź niebytu firmy.

Źródło:

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy