Tajwańczyk zmarł po 23 godzinach gry w LoL-a

Gry MMO zawsze miały to do siebie, że potrafiły wciągnąć nas do swojego świata dużo skuteczniej, aniżeli produkcje wywodzące się z jakiegokolwiek innego gatunku. Problem w tym, że wesoła rozgrywka z innymi graczami po sieci często może się obrócić przeciwko nam, a nawet doprowadzić do naszej śmierci. Najnowszym przykładem takiego scenariusza jest niejaki Chen Rong-yu z Tajwanu.

Gry MMO zawsze miały to do siebie, że potrafiły wciągnąć nas do swojego świata dużo skuteczniej, aniżeli produkcje wywodzące się z jakiegokolwiek innego gatunku. Problem w tym, że wesoła rozgrywka z innymi graczami po sieci często może się obrócić przeciwko nam, a nawet doprowadzić do naszej śmierci. Najnowszym przykładem takiego scenariusza jest niejaki Chen Rong-yu z Tajwanu.

Gry MMO zawsze miały to do siebie, że potrafiły wciągnąć nas do swojego świata dużo skuteczniej, aniżeli produkcje wywodzące się z jakiegokolwiek innego gatunku. Problem w tym, że wesoła rozgrywka z innymi graczami po sieci często może się obrócić przeciwko nam, a nawet doprowadzić do naszej śmierci. Najnowszym przykładem takiego scenariusza jest niejaki Chen Rong-yu z Tajwanu.

O ile gry bazujące na trybach dla jednego gracza można jeszcze w miarę spokojnie opuścić, tak już świat rozgrywki wieloosobowej zawsze potrafi nas na dłużej przytrzymać przy monitorze. Przyczyny są różne. Albo chodzi o to, że zostajemy przy grze kilka godzin dłużej bo nasz znajomy dopiero co się zalogował, albo chcemy jak najwięcej skorzystać z tymczasowego podwajania punktów doświadczenia.

Reklama

Następstwa zbyt długiego grania można łatwo przewidzieć. Najpierw zaczyna się od odkładania własnych obowiązków, później od lekceważenia znajomych ze świata rzeczywistego i w konsekwencji utratę z nimi jakiegoś bliższego kontaktu, by potem całkowicie zaszkodzić sobie swojemu zdrowiu.

Branża gier komputerowych już niejeden raz była świadkiem zgonu fana jakiejś gry tylko dlatego, że gracz nie potrafił się od niej oderwać przez bardzo długi czas. Najwięcej tego typu przypadków ma miejsce w krajach azjatyckich, gdzie Chińczycy, czy Koreańczycy w ogóle nie potrafią mieć umiaru w levelowaniu własnej postaci, bądź wielogodzinnym (właściwie to wielodniowym!) wykonywaniu poszczególnych zadań w wirtualnym świecie.

Tak też było i ostatnio w Tajwanie, gdzie Chen Rong-yu został znaleziony martwy w kafejce internetowej, w której zagrywał się przez 23 godziny w League of Legends. Chłopak najprawdopodobniej zmarł wskutek ataku serca, który został wywołany za sprawą kombinacji wystąpienia silnego przemęczenia (nie jadł i niemal w ogóle nie spał), minimalnego ruchu oraz zimnej pogody. Teorię policji potwierdziło zresztą opakowanie leków na choroby serca, jakie znaleziono w plecaku chłopaka.

Najbardziej charakterystyczne dla całej sprawy było jednak to, iż jego zgon zauważono dopiero po kilku godzinach! Jak to możliwe? Wszystko przez to, że Tajwańczyk zdążył kompletnie zesztywnieć w pozie, którą zajmował przez blisko całą swoją ostatnią dobę, przez co pracujące w kafejce osoby wciąż wierzyły, że Chen... nadal gra.

Może jednak aplikacje liczące nam ile czasu jesteśmy zalogowani w grze nie są takim złym pomysłem?

Więcej tego typu wiadomości znajdziecie na !

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy