Święty Mikołaj to szaman z Syberii? Ukrywana teoria jego pochodzenia
Współczesny wizerunek świętego Mikołaja został wypromowany w kampanii Coca-Coli i od prawie stu lat jest ikoną popkultury. Zanim jednak do tego doszło, wyobrażenie o tym świętym kościoła ulegało ewolucji. Jedna z teorii mówi, że mocno wpłynął na niego folklor syberyjski z szamanami zajadającymi się muchomorami czerwonymi, którzy do ośnieżonych jurt wchodzili przez komin. Choć na pozór brzmi to szalenie, to istnieje wiele znaczących dowodów popierających tę teorię. Tylko dlaczego dziś mało kto o tym wie?

Spis treści:
- Skąd pochodzi prawdziwy Święty Mikołaj?
- Pierwsza reklama Coca-Coli z Mikołajem. A co było wcześniej?
- Mikołaj wywodzi się z Syberii? Mógł być tamtejszym szamanem
- Renifery Mikołaja. Dlaczego jedzą muchomory i latają po niebie?
- Zapomniana magia świąt. Chrystianizacja i komercjalizacja
Skąd pochodzi prawdziwy Święty Mikołaj?
Pochodzenie całkowicie lub na wpół legendarnych postaci jest trudne do ustalenia. Musimy wyjść poza domenę nauk ścisłych i skorzystać z metod badawczych nauk o kulturze, zwłaszcza takich jak etnologia, folklorystyka i antropologia kultury. Z uwagi na brak twardych pisemnych dowodów zachodzi konieczność polegania na przekazach ustnych, relacjach z obrzędów, zapisanych bajkach i piosenkach, artefaktach czy zachowanych dziełach sztuki ludowej, wliczając w to stroje. Nawet jeśli legendarne postacie były wzmiankowane setki czy tysiące lat temu w źródłach pisanych, to i tak badacze nie są zgodni co do ich historyczności.
Przykładami takich na poły legendarnych postaci są Padmasambhava (Guru Rinpocze), który miał przynieść buddyzm do Tybetu, czy Hermes Trismegistos, który według ekspertów jest bóstwem synkretycznym, łączącym greckiego Hermesa z egipskim Thotem. Historycy nie mają też pewności, czy realną postacią był Jezus Chrystus. Z powodu braku współczesnych mu źródeł kronikarskich i podobieństwu do innych postaci z tego okresu, część ekspertów uważa, że był on postacią mityczną, uosabiającą pewne archetypowe cechy, a jego historia wcale nie była oryginalna, lecz wywodziła się z wcześniejszych wierzeń.
Historia Świętego Mikołaja jest nieco inna. Jako człowiek wiele wskazuje na to, że żył on naprawdę, choć nadal mogą to być tylko legendy. Mikołaj z Miry (dzisiejsza Turcja) był biskupem żyjącym w latach ok. 270-345/352 naszej ery. Pierwsze przekazy pisemne na jego temat pochodzą z VI wieku, a jako święty katolicki i prawosławny czczony jest od IX wieku.
Z uwagi na brak zachowanych opisów czy przedstawień, a także tendencję ludzi z różnych kultur do wyobrażania sobie dawnych postaci na swoją współczesną i charakterystyczną dla siebie modłę, istnieje wiele wizerunków świętych, władców czy przywódców religijnych. Jezus Chrystus i Budda Siakjamuni przedstawiani są na przykład z różnymi rysami twarzy, a nawet kolorami skóry w zależności od tego, z jakiego kraju pochodzi artysta. Podobnie mogło stać się ze świętym Mikołajem, który przeszedł długą drogę od owianego legendą biskupa z III/IV w. n.e. do znanego dziś jowialnego staruszka w czerwonym wdzianku, z długą brodą, roznoszącego prezenty i latającego po niebie na saniach ciągniętych przez renifery... często też z wymowną butelką Coca-Coli w ręce.
Pierwsza reklama Coca-Coli z Mikołajem. A co było wcześniej?
Skąd wziął się wizerunek Świętego Mikołaja? Istnieje na ten temat kilka teorii. Mikołaj był przedstawiany jako pulchny staruszek w saniach ciągniętych przez latające renifery w wierszu "Twas the Night Before Christmas" z 1823 roku, którego autorstwo przypisywane jest amerykańskiemu Clementowi Clarke'owi Moore'owi. Ten świąteczny wiersz nie powstał jednak z próżni i jego autor bez wątpienia nie wymyślił współczesnego wizerunku Mikołaja, lecz jedynie go wypromował, posiłkując się dotychczasowym folklorem.
Znany jest też obraz "Dzień św. Mikołaja" (niderl. Het Sint-Nicolaasfeest) pędzla Jana Steena z ok. 1663-65 roku. Ukazuje on rodzinę świętującą ten dzień. Dziewczynka na obrazie ma w koszyku kilka przedmiotów, z którym jeden przypomina czerwony kapelusz muchomora, a kilkoro dzieci zagląda od dołu do komina. To dość wymowna ilustracja.

Przełom nastąpił w 1931 roku, gdy Coca-Cola wypuściła słynną kampanię reklamową, w której zagościła podobizna Mikołaja opracowana przez ilustratora Haddona Sundbloma. Od tamtego czasu stale już towarzyszy temu najpopularniejszemu napojowi na świecie, a sam Mikołaj przeszedł ze sfery sacrum do profanum, stając się ikoną popkultury. Skąd się jednak wziął ten skomercjalizowany, zamerykanizowany wizerunek?
Tu wkracza kolejna teoria. Ewolucja wizerunku Świętego Mikołaja mogła po drodze zaliczyć duży przystanek w obszarze kulturowym ludów Syberii, których pogańsko-szamańskie wierzenia i obrzędy mocno wpłynęły na dzisiejszy obraz, rozpropagowany globalnie dopiero przez Amerykanów w ubiegłym stuleciu. Nie ma w tej drodze ewolucji niczego niezwykłego. Wszak i niemal wszystkie zwyczaje świąteczne - czy to bożonarodzeniowe, czy wielkanocne - wywodzą się z dawniejszych zwyczajów pogańskich z całej Europy, by wymienić tylko zwyczaj ubierania choinki wywodzący się ze starożytnego święta przesilenia zimowego Yule, które przypada na 25 grudnia, dokładnie tak jak dzisiejsze Boże Narodzenie. No dobrze, ale co z tym świętym Mikołajem?
Mikołaj wywodzi się z Syberii? Mógł być tamtejszym szamanem
Istnieje teoria poparta wieloma przesłankami, według której współczesny wizerunek świętego Mikołaja wywodzi się z praktyk kulturowych ludów zamieszkujących Syberię. Ma on być jakoby uosobieniem tamtejszego szamana - czyli ważnej postaci łączącej świat materialny z wymiarem duchowym w społecznościach, których duchowość opiera się na szamanizmie. Pełnił on rolę podobną do kapłana w religiach rozróżniających osoby świeckie i duchowne. Według tej teorii Mikołaj jest właśnie uosobieniem szamana. Dlaczego?
Zacznijmy od jego biało-czerwonego kubraku. W stroje tego koloru ubierali się syberyjscy szamani i szamanki, co miało nawiązywać do kolorów kapelusza muchomora czerwonego - grzyba, którego psychoaktywne właściwości używano do leczenia i kontaktów z zaświatami. Szamani i ich odpowiednicy z całego świata najczęściej wykorzystywali grzyby lub rośliny, by wprawić się w trans, wędrować mentalnie do zaświatów lub nawet dosłownie do piekła (zob. J. S. Wasilewski, Podróże do piekieł. Rzecz o szamańskich misteriach, Warszawa 1985) i tam pomagać duszy swojego pacjenta, co miało się przekładać na jego ozdrowienie w świecie materialnym.
W przypadku ludów syberyjskich do tych celów służył muchomor czerwony (Amanita muscaria), występujący powszechnie na całej półkuli północnej w klimacie umiarkowanym. Część obszarów Syberii leży jednak w klimacie umiarkowanym chłodnym, a nawet subpolarnym i polarnym, więc grzyby te były rzadsze i traktowane były jak skarb.
Przyjrzyjmy się strojowi syberyjskiej szamanki siódmego pokolenia z plemienia Tungas, Tatiany Urkachen, żyjącej na Kamczatce, której zdjęcie wykonano w latach 90. XX wieku. Dostępne jest także nagranie, na którym opowiada ona o właściwościach muchomora.
Same kolory to jednak nie wszystko. Muchomory występują dość powszechnie w imaginarium bożonarodzeniowym. Dziś często zobaczyć można bombki choinkowe w tym kształcie (czasem dokładne przedstawienia, a czasem po prostu czerwone kule) a takie niepozorne grzybki wiszące na choince widywane też były na świątecznych kartkach pocztowych, już blisko sto lat temu. Co mają wspólnego święta z muchomorem?
To skojarzenie nie jest przypadkowe. Według rzeczonej teorii syberyjski szaman jako ekspert zajmował się zbiorem muchomorów w okresie ich owocowania, czyli w październiku. Jako że świeże muchomory są wysoce toksyczne, tę właściwość tracą po 3 miesiącach suszenia (następuje dekarboksylacja kwasu ibotenowego, który przekształca się w psychoaktywny muscymol). Boże Narodzenie i Nowy Rok wypadają akurat ok. 3 miesiące po zbiorach Amanity, zaś w międzyczasie grzyby te mogły być suszone właśnie na gałęziach drzew iglastych - stąd też bombki choinkowe w tym kształcie.
Po ususzeniu grzybów szaman miał chodzić po domostwach z workiem i rozdawać je w prezencie. Jako że był środek zimy, a domy (lub raczej jurty) były przysypane śniegiem, wchodzić miał do nich przez komin lub otwór w wierzchołku namiotu. Jako że w chłodniejszych rejonach Syberii muchomory występowały rzadziej, były bardzo cenne. No dobrze, a co z tym wszystkim mają wspólnego latające renifery z czerwonymi nosami?
Renifery Mikołaja. Dlaczego jedzą muchomory i latają po niebie?
Syberyjski protoplasta świętego Mikołaja podczas tournée po domach w środku zimy - niczym ksiądz po kolędzie - miał właśnie jeździć na saniach ciągniętych przez renifery. Wiąże się z tym jeszcze pewna ciekawostka. Renifery należą do zwierząt, które zjadają muchomory czerwone (robią to także łosie i jelenie), co pomaga im pozbyć się pasożytów z przewodu pokarmowego. Psychoaktywny muscymol jest wydalany wraz z moczem i niektóre osoby faktycznie piły mocz renifera (a także szamana), aby móc przyjąć upragnioną substancję w wyizolowanej formie, bez toksycznych dodatków, których resztki nadal znajdują się nawet w ususzonym kapeluszu. Czerwone nosy reniferów na współczesnych grafikach mogą być nawiązaniem do tego kulinarnego upodobania tych jeleniowatych ssaków.
Muchomor czerwony jest uznawany za grzyb trujący, a od maja 2025 roku jego posiadanie i wprowadzanie do obrotu w Polsce jest karane prawem. Był on jednak przez wieki wykorzystywany w celach leczniczych zarówno przez szamanów z Syberii, jak i inne grupy etniczne w całej Europie, jednak tradycja ta nie została zachowana i współcześnie Amanita stanowi raczej ikoniczne wyobrażenie trującego grzyba. Pod względem psychoaktywnym grzyb ten uznawany jest za deliriant, który różni się działaniem od grzybów zawierających psylocybinę, stosowanych raczej przez południowoamerykańskich odpowiedników szamanów (mimo że grzyby z tą substancją rosną też w Europie). Muscymol bywa opisywany jako sprowadzający wizje senne - niezwykle żywe, wnikliwe i barwne sny - nie zaś halucynacje na jawie. Nie zalecamy jednak eksperymentów z tą substancją, bowiem mogą one zakończyć się wizytą na oddziale toksykologicznym.
Istnieje spekulacja, że ludzie oszołomieni muchomorem lub jego wywarem doznawali wizji latających po niebie reniferów, ciągnących zaprzęg z Mikołajem. Ta obserwacja mogła być na tyle częsta, że jako stały motyw weszła do świątecznego imaginarium i rozprzestrzeniła się na cały świat - podobnie jak choinka.
Z lataniem wiąże się też jedna z nazw Amanity. W języku polskim "mucho-mor" odnosi się do środka uśmiercającego muchy (w rzeczywistości są one jedynie oszołomione jego działaniem i śpią przez wiele godzin, ale wydawały się ludziom martwe). W języku angielskim brzmi ona "fly agaric" lub "fly amanita". Owo słowo "fly" oznacza zarówno muchę, jak i latanie. To kolejne skojarzenie - zarówno z lotami reniferów, jak i samych ludzi, bowiem halucynacje wywołane muchomorem mogą dawać wrażenie latania. Ta dwuznaczność sprawia jednak, że poruszamy się po grząskim gruncie. Gdzieś w odmętach internetu natknąć się można nawet ze skojarzeniem słów "Mikołaj" i "mykologia" (grzyboznawstwo), jednak ten związek wydaje się szyty jeszcze grubszymi nićmi. O ile nawet w twardych naukach ścisłych nic nie jest na pewno, o tyle w badaniach z pogranicza historii kultury, etnologii i etnomykologii bywa jeszcze trudniej.
Jeszcze innym możliwym efektem spożycia muchomorów jest wrażenie powiększenia lub pomniejszenia ciała, tzw. zespół Alicji w Krainie Czarów. To może tłumaczyć, dlaczego w świątecznym imaginarium występują skrzaty lub elfy będące pomocnikami Świętego Mikołaja, czy też malowani na kartkach pocztowych, pomniejszeni do lilipucich rozmiarów dzieci i dorośli, wchodzący do grzybów niczym... Smerfy. Czy właśnie te senne wizje mieszkańców mroźnej Syberii stały się ikoną popkultury, której źródła prawie nikt nie zna? A może to uniwersalne archetypy, obecne dawniej w folklorze ludzi z całego świata, które w świecie nowoczesnym wyłaniają się właśnie podczas świąt?
Zapomniana magia świąt. Chrystianizacja i komercjalizacja
Zostaje jeszcze pytanie, czy to wszystko prawda. A jeśli tak, to dlaczego prawie nikt o tym nie wie? Wydaje się, że pochodzenie Świętego Mikołaja jest tak samo owiane tajemnicą dla osób niezagłębiających się w etnologię i historię kultury, jak wszystkie pozostałe tradycje bożonarodzeniowe i wielkanocne. Oryginalny sens praktyk, rytuałów, atrybutów czy przedstawień w estetyce świątecznej został powszechnie zapomniany i dziś pełnią one rolę jedynie estetyczną i komercyjną. Wiele osób nie wie, dlaczego tradycje wyglądają tak, a nie inaczej, a jednak obchodzą je co roku. Co choinka ma wspólnego z narodzinami Chrystusa albo jajko z jego zmartwychwstaniem? To starożytne tradycje pogańskie z różnych stron świata, które zostały zaadaptowane przez chrześcijaństwo i przekształcone tak, aby nadać im nowe znaczenie lub przynajmniej podłączyć pod wierzenia chrześcijan.
Wydaje się, że to właśnie poprzez ten chrześcijański synkretyzm, czyli łączenie wielu tradycji i wchłanianie zastanych, wiedza o pochodzeniu lub pierwotnym sensie praktyk została powszechnie utracona. Również kościół mógł zadbać o to, by wierzenia przedchrześcijańskie zostały zapomniane oraz by pozostał po nich jedynie pusty rytuał, powtarzany bez znajomości jego sensu. Trudno znaleźć racjonalne podstawy obsesji ludzi zachodu na punkcie muchomorów w kontekście świąt. Dziesiątki przykładów takich przedstawień możecie zobaczyć na wideo poniżej.
Przekazy ustne uległy zatraceniu, a pisemne nie istniały. Badacze dysponują jednak pewnymi materiałami źródłowymi i strzępkami informacji, które pozwalają połączyć wiele fragmentów w jedną całość i znaleźć możliwe wytłumaczenie. Tak jest właśnie z szamańskim, syberyjskim pochodzeniem współczesnego wizerunku Mikołaja. Jest to teoria, którą świat nauki akademickiej nie wydaje się specjalnie zainteresowany. Dowody, które za nią przemawiają, przedstawiane są głównie w internecie. Teoria z definicji nie aspiruje do bycia ostateczną prawdą, lecz prawdopodobnym wyjaśnieniem opartym na znaczących przesłankach, które można unieważnić nowymi, lepszymi dowodami. Nie da się więc wykluczyć, że dzisiejszy Mikołaj został wyobrażony gdzieś indziej i w oparciu o wpływy innych kultur, choć trudno znaleźć na ten temat jakiekolwiek przekonujące informacje.
Na pewno ewolucja wizerunku Mikołaja nie zakończyła się gdzieś na Syberii. Ewidentnie swoje trzy grosze dołożyła do tego Coca-Cola. Ciekawe, co dalej będzie się działo z tą postacią w kolejnych stuleciach.
Zobacz również:
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 87 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Geekweek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!










