Reklama

35 lat temu samolot Ił-62 "Kościuszko" rozbił się w Lesie Kabackim. To największa katastrofa lotnicza w Polsce

35 lat temu samolot "Kościuszko" Polskich Linii Lotniczych LOT rozbił się w Lesie Kabackim. To była największa katastrofa w historii polskiego lotnictwa. Podczas próby awaryjnego lądowania na warszawskim Okęciu samolot Ił-62 zderzył się z ziemią. Do pasa startowego zabrakło 6 kilometrów. W katastrofie zginęły 183 osoby.

  • Katastrofa samolotu "Kościuszko" Polskich Linii Lotniczych LOT w Lesie Kabackim miała miejsce 9 maja 1987 roku, czyli ponad siedem lat po katastrofie "Kopernika", w której zginęła gwiazda estrady Anna Jantar
  • Choć oba wydarzenia dzieli wiele lat, to łączy wspólny mianownik - awaria silnika
  • To jak dotąd najczarniejsza karta w historii polskiego lotnictwa

Katastrofa samolotu w Lesie Kabackim. Radziecka konstrukcja na usługach LOT-u

Procedura startu lotu numer LO 5055 rozpoczęła się o godzinie 10:07, a samolot "Kościuszko" w powietrzu znajdował się już 11 minut później. Za sterami odrzutowego samolotu pasażerskiego dalekiego zasięgu Ił-62M siedział kapitan Zygmunt Pawlaczyk. Maszyna została zakupiona w Związku Radzieckim cztery lata wcześniej, jako jeden z siedmiu egzemplarzy.

Reklama

Wprowadzenie samolotów Ił-62 umożliwiło uruchomienie nowych, niemożliwych wcześniej połączeń, które mógł realizować LOT. 

Jednak błędy konstrukcyjne oraz materiałowe i niewłaściwe praktyki eksploatacyjne przyczyniły się do tragicznych katastrof. 

Oprócz tej z 1987 roku i tej z 1980 roku, w której zginęła Anna Jantar, 156 osób zginęło również w katastrofie Iła-62 w niemieckim Königs Wusterhausen w 1972 roku.

Samolot "Kościuszko" był eksploatowany na trasach międzynarodowych, a feralnego 9 maja 1987 wystartował z Warszawy, by docelowo wylądować w Nowym Jorku. Dzień wcześniej, 8 maja, przybył do Warszawy z transatlantyckiego rejsu z Chicago i przeszedł rutynową kontrolę. Nalot samolotu Ił-62M SP-LBG do momentu katastrofy wynosił 6971 godzin, przy dopuszczalnym okresie zdolności użytkowej wynoszącym 30 tys. godzin.

Katastrofa samolotu Ił-62 spowodowana powietrznymi manewrami?

Procedura startu samolotu odbyła się bez żadnych problemów. Tej sprzyjały warunki atmosferyczne, niebo było bezchmurne i wiał lekki wiatr. "Kościuszko" spokojnie kierował się w stronę Grudziądza. 

Spokój zakłócił nagły komunikat kontrolerów. Nad miastem odbywały się manewry powietrzne myśliwców, z którymi nie było żadnego kontaktu, dlatego "Kościuszko" miał nad nimi przelecieć.

Nie wiadomo, dlaczego wcześniej nie poinformowano o wojskowych manewrach. Kapitan Pawlaczyk musiał podjąć decyzję o poderwaniu maszyny, dlatego włączył pełną moc silników. Jeden z nich nie wytrzymał obciążenia i w silniku pękł wał turbiny ciśnienia, który z kolei uszkodził drugi napęd oraz rozerwał tylną część kadłuba. W samolocie doszło do kompresji, prawdopodobnie przez wyrwane drzwi wypadła stewardessa, a w luku bagażowym wybuchł pożar.

Zobacz także: Niewyjaśniona katastrofa lotu PLL LOT 165 na Policy

Katastrofa samolotu "Kościuszko" do złudzenia przypomina tę z marca 1980 roku, w której zginęła Anna Jantar. Wtedy, z powodu nie wysunięcia nadwozia, Ił-62 został zmuszony do odejścia na drugi krąg. Pilot maksymalnie zwiększył moc silników. Z jednego z nich zaczął wydobywać się czarny dym, a kilkadziesiąt sekund później samolot rozbił się kilkaset metrów od lotniska. Zginęło 87 osób.

Katastrofa samolotu "Kościuszko". Kapitan próbował ratować sytuację

Kapitan Pawlaczyk podjął decyzję o powrocie do Warszawy i awaryjnym lądowaniu, pojawił się jednak problem z pozbyciem się 65 ton paliwa. 

Na domiar złego zepsuł się system odpowiadający za wysunięcie podwozia. Samolot leciał na dwóch z czterech silników, dlatego Pawlaczyk miał problem z utrzymaniem wysokości lotu. Docelowo samolot awaryjnie miał lądować na lotnisku w Modlinie.

Pawlaczyk zdecydował jednak, aby wylądować na Okęciu. Kapitan zdawał sobie sprawę, że Warszawa-Okęcie ma służby ratownicze dobrze przygotowane na okoliczność awaryjnego lądowania dużego samolotu pasażerskiego i wyposażone w sprzęt przeciwpożarowy i ratowniczy. 

Brak wysunięcia podwozia oznaczał, że samolot będzie musiał lądować "na brzuchu".

Moment katastrofy "Kościuszko" w Lesie Kabackim

Pawlaczyk podchodził do lądowania od strony Lasu Kabackiego, aby uniknąć ewentualnych ofiar na ziemi. Sytuacja z każdą sekundą robiła się coraz bardziej dramatyczna. Ogień uszkodził układ sterowania trymerem, przez co samolot leciał niejednostajnie na przemian opadając i wznosząc się

Na minutę przed uderzeniem kapitan poinformował, że próbuje kręcić w lewo.

O godzinie 11:12 samolot "Kościuszko" z prędkością wynoszącą około 470 km/h, niecałe sześć kilometrów przed Okęciem, ściął pierwsze drzewa Lasu Kabackiego

Ostatnie zarejestrowane słowa z pokładu samolotu brzmiały "Dobranoc, do widzenia! Cześć, giniemy!". Fragmenty samolotu zostały rozrzucone na przestrzeni około 370 metrów. Pozostałe w zbiornikach paliwo doprowadziło do wybuchu pożaru. Wszystkie osoby przebywające na pokładzie samolotu zginęły na miejscu.

Przyczyny katastrofy samolotu w Lesie Kabackim

Po tragedii komisja pod przewodnictwem Zbigniewa Szałajdy, ówczesnego wiceprezesa Rady Ministrów ogłosiła, że  katastrofa samolotu "Kościuszko" to efekt wady konstrukcyjno-technologicznej silnika. Komisja dowodziła, co nie podobało się władzom radzieckim w Moskwie, że piloci nie popełnili żadnego błędu, a głównymi przyczynami katastrofy było obok wad silnika, "zmęczenie" użytych materiałów.

Zobacz także: Katastrofa "Kopernika". Prawdziwa przyczyna była zbyt niewygodna

W 2010 roku wyszły na jaw skandaliczne informacje. W 1977 roku w ramach obcinania kosztów, wbrew przepisom, niemal dwukrotnie zwiększono resurs silników, czyli czas ich bezpiecznej eksploatacji, po którym powinny trafić do serwisu. Osób odpowiedzialnych za wydanie tej decyzji nigdy nie ukarano.

Ówczesny minister komunikacji nagrodził za to osoby, które zmieniając resurs silników, były odpowiedzialne za wprowadzenie programu oszczędności w PLL LOT. Niedługo później piloci zaczęli nazywać Iły-62 "latającymi trumnami". Niestety, słowa te stały się prorocze dla 183 osób 9 maja 1987 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy