Reklama

Bunga-Bunga po angielsku

Żart znany jako Dreadnought Hoax jest prawdopodobnie najbardziej znaną prowokacją w historii świata i nie daje o sobie zapomnieć do dziś. Głównie dzięki dwóm słowom: „bunga, bunga”, które brytyjskim marynarzom kojarzą się dość jednoznacznie.

Żart został zorganizowany przez grupę Bloomsbury. Jego pomysłodawcą był arystokrata, absolwent Cambrige, William Horacy de Vere Cole. Wyprowadził on, wraz z grupą znajomych, w pole Royal Navy, nakłaniając jej dowództwo do pokazania okrętu flagowego - pancernika HMS "Dreadnought" - rzekomej delegacji abisyńskich książąt.

Grupa Bloomsbury, która była sprawcą zamieszania, powstała podczas nieformalnych spotkań towarzyskich absolwentów Uniwersytetu Cambridge, a także podczas spotkań sekretnego stowarzyszenia Cambridge Apostles.

W skład grupy wchodzili pisarze: Virginia Woolf, Vita Sackville-West, E. M. Forster, Lytton Strachey, malarze: Vanessa Bell, Duncan Grant, Dora Carrington, Roger Fry, ekonomiści: John Maynard Keynes i Leonard Woolf, muzyk Saxon Sydney-Turner oraz dziennikarz i publicysta Desmond MacCarthy. Słowem, śmietanka londyńskiego życia kulturalnego przełomu XIX i XX wieku.

Reklama

William Horacy de Vere Cole 7 lutego 1910 roku wystosował list, w którym podawał się za przedstawiciela Ministerstwa Spraw Zagranicznych, do dowództwa HMS "Dreadnought" z informacją, że do portu Weymouth w hrabstwie Dorset przybędzie delegacja abisyńskich książąt wraz z podsekretarzem brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Charlesem Hardinge’m, który będzie służył jako tłumacz.

W tym samym czasie osoba przedstawiająca się jako Herbert Cholmondensly zażądała specjalnego pociągu ze stacji Paddington do Weymouth, gdzie stał zacumowany flagowy okręt Home Fleet. W bardzo krótkim czasie wszystko udało się zorganizować.

Abisyńscy książęta bezproblemowo dotarli do portu i na okręt, a jedynym ich zmartwieniem było, aby... nie odpadły im sztuczne brody i nie zmył się makijaż.

Wielkie oszustwo

William Horacy de Vere jeszcze na studiach świetnie udawał cesarza Zanzibaru. Wówczas, kiedy cesarz był z wizytą w Wielkiej Brytanii, postanowił sobie zażartować z władz uczelni i zorganizował wizytę "cesarza" w Cambrige. Jego tłumaczem był brat Virginii Woolf, Adrian. W 1910 roku postanowili wykorzystać te doświadczenia.

W Weymouth z salonki wysiadła grupa brodatych książąt: pisarka Virginia Woolf, sportowiec Anthony Buxton, malarz Duncan Grant i syn sędziego, Guy Ridley. W rolę tłumacza ponownie wcielił się Adrian. Na dworcu witał ich sam głównodowodzący Home Fleet admirał Sir William May, który natychmiast zabrał ich na pokład dumy Royal Navy, cudu techniki i przełomowego okrętu w historii zbrojeń morskich - HMS "Dreadnought".

Jako że na okręcie nie było flagi Abisynii, wywieszono flagę Zanzibaru i zagrano hymn tego państwa. Jednak członkom delegacji zdawało się to nie przeszkadzać. Tuż po rozpoczęciu ceremonii nad wybrzeżem zebrały się chmury i zanosiło się na deszcz. Adrian Stephen, w obawie o makijaże "książąt", poprosił o możliwość zwiedzenia wnętrza okrętu, na co dowódca chętnie przystał. Tam z wielką ochotą członkowie "delegacji" rozdawali wizytówki drukowane w języku suahili i zapraszali do odwiedzenia ich kraju, gwarantując królewską gościnę. W rzeczywistości na wizytówkach były fragmenty "Eneidy" przetłumaczone na suahili.

Pod pokładem okrętu pojawił się też kolejny problem: "delegacja" została zaproszona przez kapitana na uroczysty obiad. Wówczas Adrian wytłumaczył, że niestety muszą odmówić ponieważ jedzenie nie zostało na pewno przyrządzone odpowiednio i byłoby to obrazą dla bogów.

O zachodzie słońca poprosił o maty modlitewne, aby Abisyńczycy mogli złożyć hołd oficerom. W czasie składania na klęczkach tych honorów bardzo często powtarzali słowa "Bunga-Bunga", które od tego momentu wśród marynarzy Royal Navy stały się synonimem, jak dosłownie mówią, "wyruch.... kogoś w d...".

Cała przebieranka o mało się nie wydała, kiedy Buxton kichnął i odleciała mu połowa przyklejonego wąsa. Na szczęście szybko złapał zgubę i natychmiast przykleił. Najlepiej o przebraniach przygotowanych przez Cola świadczy to, że na pokładzie służył kuzyn Virginii i Adriana, który znał ich bardzo dobrze, a mimo to nie rozpoznał ich pod brodami i makijażem.

Pośmiewisko

Następnego dnia, po powrocie do Londynu, Cole wysłał zdjęcie "książąt" wraz z dokładnym opisem oszustwa, które kosztowało go w sumie 4000 funtów. Pisał również o tym, jak łatwo udało mu się wszystko zorganizować i jak wszędzie oficerowie marynarki starali się mu pomóc, nie zadzwoniwszy nawet do ministerstwa. Jednak najbardziej cieszyła go zabawa językiem, który na bieżąco wymyślali członkowie "delegacji", a który "tłumaczył" Adrian Stephen.

Później Cole zorganizował konferencję prasową, w czasie której poinformował dziennikarzy o swojej akcji. Parlament i społeczeństwo byli oburzeni, w jak łatwy sposób można było się dostać na pokład najnowocześniejszego pancernika na świecie, a Royal Navy na długi czas stała się pośmiewiskiem w całym Imperium.

Admiralicja uparcie domagała się aresztowania żartownisiów i postawienia ich przed sądem, jednak okazało się to niemożliwe, gdyż ani Cole, ani nikt z jego towarzyszy nie złamał prawa. Dowództwo wysłało dwóch oficerów z zadaniem ukarania Cole'a chłostą "dzięwięcioogoniastym kotem" - specjalnym pejczem, którym wymierzano kary cielesne na okrętach Royal Navy, ale Cole zignorował ich i wyśmiał, sugerując, że to oni powinni zostać wychłostani.

Bunga-Bunga

Jednym z największych przegranych był prawdziwy cesarz Abisynii, dzisiejszej Etiopii, Menelik II, który w czasie oficjalnej wizyty w Londynie był na ulicy witany okrzykami "Bunga-Bunga", a kiedy wyraził chęć odwiedzania brytyjskich okrętów wojennych, nie uzyskał zgody Admiralicji, ponieważ ta bała się ponownej kompromitacji.

Sam HMS "Dreadnought" przestał być jednostką flagową Home Fleet tuż przed wybuchem pierwszej wojny światowej. W czasie wojny nie brał udziału w największych bitwach: w Zatoce Helgolandzkiej i wokół Półwyspu Jutlandzkiego. Jedynym jego sukcesem było staranowanie i zatopienie u wybrzeży Szkocji okrętu podwodnego SM U-29, pod dowództwem asa U-bootów Otto Weddigena. Wśród depesz gratulacyjnych znalazła się i taka, na której były tylko dwa słowa: "Bunga-Bunga".

O tym jak można zostać brutalnie załatwionym przez media został były premier Włoch Silvio Berlusconi. Dzięki niemu przypomniano słynne niegdyś "Bunga-Bunga". Nawet w podobnym znaczeniu.

Źródła:

Adrian Stephen;"The Dreadnought Hoax"; The Hogarth Press 1983.
Martyn Downer; "The Sultan of Zanzibar: The Bizarre World and Spectacular Hoaxes of Horace de Vere Cole; Londyn 2010
Richard Hough; "Dreadnought: A History of the Modern Battleship"; Patrick Stephens Ltd. 1975


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje